Tytuł: Dwa światy-druga strona lustra
Dedyk: Dla Kiry
Paring: Mally x Miko
Beta: Sadako-chan
Postaci: Exist Trace
Od autorki: Mai: znów pisze choć potworki nie mają widocznie poczucia obowiazku do komentowana i dodawania mi tym otuchy. Nie bójcie się, przycisk "komentuj" nie gryzie. Dziękuję mojej becie za tak piękne zbetowanie tego opowiadania które było początkowo okropne, nie zamierzam tak tego skończyć i o to sie nie martwcie
Julietta:Jakby oni sie martwili...
Mai: Pokarzcie ludzie że ta menda-wena nie ma racji...
Julietta: Sama jesteś menda a racje mam... Przecierz i tak tego nikt nie komentuje oprócz Sadako.
Mai: Ludzie pokarzcie ze żyjecie...
To tak w ramach walki z weną-mendą... i coś od mojej bety i jej kolerzanki z TV...

"Polecam Ewa Wachowicz" :D
Prosze bardzo Sadako...


Noc jak każda inna - spędzona na imprezie. Parę drinków, kilka ciekawych znajomości o których zapomnę nad ranem… Jednak dziś czułam, że stanie się coś ważnego.
Znowu jakiś facet się do mnie przystawiał. Nie wiem czemu nie chcą zrozumieć że mnie nie interesują. Ale tylko tutaj mogłam zapomnieć o swoim życiu. O ojcu katującym całą rodzinę, o pracach dorywczych by mieć w co sie ubrać, o braku miłości w życiu...
Nim zdążyłam do końca się nad sobą rozkleić byłam w łazience, jednym z obskurniejszych pomieszczeń na imprezie. Ustępowała ona pod tym względem jedynie „tanim pokojom” które wynajmowane są zazwyczaj na kilka godzin. Przymuszona jedynie silną potrzebą skorzystania z ubikacji. Tutaj było okropnie, odrapane i pomazane ściany w połączeniu z „gołą” żarówką dyndającą pod sufitem i świecącą słabo na obdrapane umywalki. Tuż nad nimi na upapranej ścianie wisiały lustra, jedyne chyba w tym budynku. Umyłam ręce i postanowiłam poprawić makijaż. Gdy wychodziłam usłyszałam śmiech dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się za siebie lecz nikogo tam nie było. Pomyślałam, że coś mi się przesłyszało, jednak znów ktoś się zaśmiał. Głos dobiegał znad umywalki, jednak tam nie było nic poza lustrami. Przyjrzałam się im dokładnie i dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie moja twarz się w nich odbija. To co ujrzałam nie zachwyciło mnie zbytnio. Postać płci nieokreślonej- zakładam, że kobieta- patrzyła prosto w moje oczy.
-Być może mi nie uwierzysz, ale jeśli mnie dzisiaj odnajdziesz, masz szansę stać się kimś niezwykłym.- głos który wydobył się z lustra był zdecydowanie kobiecy jednak niedelikatny, dźwięki wydobywały się jak przez ściśnięte gardło wywołując u mnie dreszcz przerażenia.
Choć chciałam, nie mogłam ruszyć się z miejsca. Byłam zbyt zszokowana i zaciekawiona ową dziewczyną z lustra.
- Kim jesteś?-spytałam. Dziwne uczucie mówić do lustra, jednak wiedziałam że muszę coś powiedzieć bo inaczej dziewczyna zniknie. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi coś mnie do niej ciągnęło, coś mnie w niej intrygowało.
- Jestem każdym i nikim, dobrem i złem. Jestem Mally, podejdź do mnie.
Mimowolnie ruszyłam w jej kierunku. Czułam że tak trzeba, że muszę jej wysłuchać bo to jedyna szansa by coś zmienić. Gdy byłam tuż przy lustrze dostrzegłam jej oczy, mieniące się barwami o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zobaczyłam palący się w nich ogień jednak na ich dnie, tam gdzie ogień nie docierał ujrzałam samotność. W wisiorku na jej szyi przelewał się płyn w kolorze krwi, a każdy ruch tej substancji kusił swym pięknem. Teraz gdy jej tęczówki przewiercały moją duszę na wylot, a moje serce powoli zaczęło bić w tempie jej wisiorka zastanowiłam się co by było gdybym uciekła gdy był na to czas.

Gdy byłam już z nią niemal jednością dziewczyna odezwała się.
- Już jestem pewna że to ciebie szukałam. Do zobaczenia po mojej stronie lustra!
I zniknęła, zostawiając mnie samą z niepoukładanymi myślami. Nie wróciłam już na imprezę, nie interesowała mnie. Nagle spojrzałam na nią innymi oczami… Tak, jakbym nigdy nie należała do tego skłębionego tłumu cuchnącego mieszanką potu, perfum i alkoholu. Teraz ci ludzie mnie obrzydzali tańcząc i przystawiając się do siebie. Kiedyś miejsce idealne do zapomnienia ujrzałam jako starą, odrapaną salę z obrzydliwymi ludźmi. Postanowiłam wrócić do domu,jeżeli mogę tak nazywać nadal ten budynek który służy mi jedynie do spania. Moje życie nie ma sensu. Jem tyle ile dadzą mi z ośrodka pomocy, pije gdy ktoś mi postawi drinka i śpię w domu ojca dla którego już mogłabym nie żyć. Mieszka tu też moje rodzeństwo- siostra i brat. On wyrasta na takiego samego skurwiela jak ojciec, a Mina sprzedaje się bo boi się że jak nie da mu pieniędzy na alkohol to ją zabije jak matkę.
-Nie ma to jak życie i dorastanie w patologicznej rodzinie.- powiedziałam cicho do siebie. Położyłam się na łóżku i zasnęłam twardym snem.
Obudziłam się na jakiejś polance… a może nadal śnię?
Jak by nie było, wstałam i ruszyłam przed siebie. I tak nie wiem gdzie jestem, a trochę marszu nie zaszkodzi. Z każdym krokiem oddalałam się od polanki, a las stawał się coraz gęstszy.

Nagle między koronami drzew ujrzałam dym. Ktoś musi być w pobliżu. Biegłam. Ktoś tu jednak jest. Ucieszyłam się, a łza spłynęła mi po policzku. To nie mógł być sen, bo już bym się obudziła. Gęsty las tarasował drogę do dymu cierniami, ale ja biegłam nie zważając na ból. Byle tylko dotrzeć do źródła.
Łzy rozmazywały mi widok na świat, nie wiedziałam gdzie biegnę, nie czułam bólu, wiedziałam jedynie, że maska mojej codzienności zniknęła i jestem teraz niezwykle krucha. Przede mną wyłoniła się niewielka chatka, to ona była źródłem dymu który zobaczyłam. Zapukałam do drzwi, po drugiej stronie usłyszałam ciche stąpanie i ów dziwnie zachrypnięty głos dziewczyny z lustra.
- Kto puka?- spytała Mally
- To ja, Miko. Wpuść mnie, proszę.
Drzwi otworzyły się, a w progu ujrzałam postać dziewczyny. Była ubrana w ciemno zieloną suknię i miała na szyi naszyjnik, który teraz zdecydowanie poruszał się w rytmie mojego serca. Nie wiedziałam jak się zachować, smutek przeważał nad zadowoleniem. Dziewczyna zaprosiła mnie do siebie. Nie jest człowiekiem, mimo to wyglądała niemal jak normalny człowiek. Nie interesowało mnie teraz nic poza odpoczynkiem, chciałam wreszcie rozluźnić mięśnie. Gospodyni zaprowadziła mnie bez słowa do pomieszczenia które ze spokojnym sercem mogłam nazwać łazienką. Poprowadziła mnie do bali z gorącą wodą, zostawiła ręcznik i wyszła z pomieszczenia zamykając bogato zdobione drzwi.

Dopiero teraz obejrzałam dokładniej łazienkę kobiety. W całym pomieszczeniu znajdowały się porozstawiane czerwone i fioletowe świece, tak ładnie współgrające z niemal czarnym drewnem na ścianach. Na środku łazienki stała bala z wodą pachnącą przyjemnie różami. Powoli zanurzyłam się w wodzie rozluźniając swoje mięśnie. Wokół mnie unosił się zapach róż i świec które po jakimś czasie zaczęły uwalniać swój subtelny aromat. Utonęłam w zmieszanych woniach które utworzyły zapach piękniejszy niż najlepsze perfumy. Po pewnym czasie zasnęłam ukołysana przez cudowny zapach.
Nad ranem obudził mnie świt, ku mojemu zdziwieniu obudziłam się na odrapanym, okropnym poddaszu, miejscu gdzie spałam od wielu lat. Czyli jednak to był tylko sen...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Obserwujący