Tytuł:Dwa światy-Druga strona lustra cz.2
Para: Miko x Mally
Dedyk: dla Kiry
Beta: Lulu-chan
Postaci: Exist trace
Od autorki: Witam potworki moje wy kochane. Poznałam Lulu, gadam sobie z Lulu, Lulu naprawiła Sadako, Lulu mi zbetowała opko. Sens z tego taki ze już kocham Lulu. Źle sie czuje jak zawsze przy roztopach ale nie bede już was zanudzać.
Julietta: To ja ich pozanudzam bo przegrałam zakład.
Mai: Tak przegrałaś i nie zanudzaj bo mi uciekną ludzie zanim przeczytają.
Julietta: O to mi chodzi.
Mai: Zamknij się kotek bo choć cię kocham to sama cię uciszę.
Julietta: Nie zamknę się.
Mai: Sama chciałaś.
A teraz zapraszam do czytania i komentowania.
Czyli jednak to był tylko sen...
Wstałam i przeciągnęłam się, kolejny dzień bez wartości. Gdy już się do końca rozbudziłam, umyłam się i założyłam ciemne rurki oraz błękitną koszulę. Wyszłam na miasto w poszukiwaniu spokojnego miejsca do rysowania. Notes wraz z,artykułami do rysowania, które dziś miałam ze sobą, były moim największym majątkiem. Usiadłam na ławce w parku, wzięłam do ręki ołówek i zaczęłam szkicować obrazy z mojego snu.
Nagle po drugiej stronie ścieżki, zaraz za najbliższymi drzewkami, ujrzałam dziewczynę łudząco podobną do Mally. Wstałam i poszłam za nią. Dziewczyna poruszała się z taką gracją, że niemal unosiła się nad ziemią. Mimo wszystko sprawiała wrażenie, że nie zauważa tego, co się wokół niej dzieję.
- Zaczekaj! Skąd ty się tu wzięłaś? - Krzyknęłam, widząc, że znika za najbliższym zakrętem, lecz ona nawet się nie odwróciła. - Mally, zaczekaj! - Załkałam.
- Dziecko, do kogo ty mówisz? - Spytała z troską starsza kobieta, która przed chwilą karmiła gołębie okruszkami.
- Do tej dziewczyny, która przed chwilą tędy szła. - Wyjaśniłam z uśmiechem.
- Kochana, ale nikogo, oprócz ciebie, tutaj nie było. - Uśmiechnęła się starsza kobieta.
Zdezorientowana podziękowałam jej, tłumacząc, że chyba mi się przewidziało i poszłam w stronę zdecydowanie dla mnie widocznej dziewczyny.
Prowadziła mnie przez park do opuszczonej części miasta. Obskurne budynki zdawały się emanować złą energią.
Dziewczyna szła przez zrujnowane uliczki bez lęku, jakby znała tu każdą szczelinę w murze. Zaprowadziła mnie do opustoszałej sali baletowej, której jedynym nienaruszonym przedmiotem było
wielkie lustro, zajmujące całą ścianę. To w nim rozpłynęła się postać. Podeszłam do lustra, dotykając jego powierzchni opuszkami palców. Poczułam lekkie ciepło pod palcami, jakby lustro ogrzewane bylo przez słońce. Był tylko jeden problem, a mianowicie to, że nie docierało tu zbyt wiele światła. Naparłam dłonią mocniej na lustro. Miałam wrażenie, że moje palce zanurzają się w nim jak w maśle. Gdy zanurzyłam się w nim po łokieć, poczułam, że moje palce są już wolne od materii, przez którą się przedostawałam. Za ręką poszła druga, aż cała zniknęłam w lustrze. Wewnątrz wyglądało, jakbym znajdowała się w środku tęczy. Otaczał mnie kalejdoskop barw, który wirował wokół mnie. Nie wiedziałam na co patrzeć. Kolory otaczały mnie i dawały przyjemne ciepło.
Nagle ktoś wyciągnął mnie z krainy barw, w piękny i tajemniczy las, który już skądś kojarzyłam.
- Zbyt długi pobyt w lustrze potrafi ogłupić - powiedziała Mally, bo to ona wyciągnęła mnie z krainy kolorów.
- Co ja tutaj robię? Czemu mogę przechodzić przez lustro i dlaczego tylko ja widziałam cię w parku? - Wydusiłam z siebie na jednym wydechu.
- Trochę dużo pytań jak na powitanie, ale odpowiem ci na nie. Co ty tu robisz? W tej chwili przyszłaś, bo zobaczyłaś moją bliźniaczkę astralną, którą wysłałam, żeby zobaczyć, co robisz.
Przeszłaś przez lustro, bo to portal między wymiarami, a tylko ty widziałaś moją postać astralną, ponieważ po wizycie tutaj potrafisz zobaczyć rzeczy zarówno z tej i tamtej strony. - Wyjaśniła spokojnie.
Zszokowana tylko uśmiechnęłam się uprzejmie, zbyt dużo nowości jak na jeden dzień. Mally zaprowadziła mnie do miejsca już mi znanego, czyli do swojego domu.
- Wiem, że masz dużo pytań, ale może napijesz się herbaty? - Zaproponowała kierując się do kuchni.
- Z chęcią, poproszę. - Odpowiedziałam.
Dziewczyna zdjęła znad pieca kilka nieznanych mi ziół, które nie rosły po mojej stronie świata. Zaczęła je kruszyć i rozcierać. Po domu rozniósł się zapach jakby trawy cytrynowej i mięty, tylko o wiele intensywniejszy i piękniejszy. Zioła wsadziła do sitka i zalała gorącą wodą. Po chwili dostałam aromatyczny napar. Napój był cudowny. Uspokajał i jednocześnie dodawał energii.
- Dziękuję. Z czego to jest? - Spytałam z uśmiechem.
- Nasze miejscowe zioła. Każdy, kto wiec coś o magii, może je odpowiednio do celu naenergetyzować. Na przykład liść trującej cytryny może zarówno wzmacniać, jak i wchłonąć całą energię, usypiając na dowolną ilość czasu, a algi miętowe zarówno uspokajają, jak i wywołują obłęd seksualny. - Wyjaśniła, uśmiechając się przy ostatnim słowie.
- Każda z tych właściwości ma dwie strony. Wzmocnienie jest dobre, jeśli nie powoduje nadpobudliwości, a zbyt długi sen niszczy mięśnie i bez odpowiedniego sprzętu, można się zagłodzić. - Powiedziałam spokojnie.
- Oczywiście. Wszystko można to użyć zarówno do szerzenia dobra jak i zła.
- Czyli gdybyś chciała kogoś skrzywdzić to... - Zaczęłam drżącym głosem, patrząc na podany mi napar.
- Bez najmniejszego problemu, ale dla ciebie przygotowałam napój czysto leczniczy. Ty z czasem też się nauczysz, jak to działa i jak to wykorzystać. - Powiedziała uśmiechając do mnie ciepło.
- Czyli mogę tu zostać? Jak długo? - Spytałam się z nadzieją w głosie, przecież chyba wszędzie jest lepiej niż w moim "domu".
- Oczywiście, ze możesz zostać i to tak długo, jak zechcesz. - Powiedziała uprzejmie. - Dla mnie możesz zostać nawet na zawsze, ale gdy juz nauczysz się życia tu, nie będziesz miała stałego powrotu do siebie, a jedynie w nocy oraz przez lustra. - Dodała poważnie. Do domu i tak powrotu nie miałam, więc co mi szkodziło zostać tam, gdzie moje życie będzie miało jakiś sens.
- Jestem tego świadoma, ale tu mam lepsze życie, niż tam. - Uśmiechnęłam się.
- Chcesz zostać ze mną na zawsze? - Spytała poważnie.
- Tak.
Dziewczyna wstała i ruszyła w stronę drugiego pokoju. Po chwili zaczęła znosić do pokoju najróżniejsze rzeczy, od ziół po soczewki kontaktowe i kamienie. Posadziła mnie na dywanie i bez słowa otoczyła kamieniami. Potem rozsypała zioła do miseczek, które postawiła przede mną. Podała mi pudełko zapałek i z uśmiechem wskazała na miski. Odpaliłam jedną, zanurzając ją w mieszance ziół. Po pokoju rozniósł się mdły dym, który omiotał mnie, aż cała się w nim zanurzyłam. Przy miskach leżały soczewki w kilku kolorach, obiecując ochronę moich wrażliwych oczu.
Wybrałam soczewki w idealnym odcieniu błękitu, po założeniu świat stał się naprawdę wyraźniejszy, a dym przestał mi przeszkadzać w widzeniu. Gdy zioła z ostatniej miski wypaliły się, w pokoju zapanowała idealna przejrzystość, a jeden z kamieni kręgu zaczął się świecić delikatnym światłem. Wstałam i podeszłam do kamienia. Był naprawdę piękny, światło wewnątrz niego pulsowało równomiernie.
- Pięknie prawda? Sama też tak zareagowałam w 15 urodziny, gdy rytuał wykonała moja matka. - Uśmiechnęła się.
- Jaki rytuał? Czy teraz już tu zostanę? - Spytałam rozszerzając oczy ze zdziwienia.
- Rytuał dojrzałości i przynależności do tego świata i tak, jako należna tu, możesz zostać na zawsze. - Zaśmiała się perliście.
- Skoro tutaj należę, to wyglądam... - zaczęłam niepewnie.
- Jak ja? Nie, ty masz zupełnie inne zdolności, więc i inny wygląd. - Wskazała na mój kamień, który właśnie trzymałam w dłoni. - I trzeba ci to zawiesić na szyi.
Ujęła w dłonie kamień, pięknie oplatając go cienkim rzemykiem i wieszając mi na szyi.
- Jakie zdolności? - Spytałam zdziwiona, trzymając w dłoni błyszczący kamyk.
- Coś związanego z wodą, ja mam na przykład kamień symbolizujący zdolności ogniste. - Wskazała na kamień, który mnie zahipnotyzował przy pierwszym spotkaniu.
- Mogę zobaczyć swoje odbicie? - Spytałam słabo.
- Tylko ubierz się odpowiednio, przyniosę ci coś. - Powiedziała, znowu znikając za jakimiś drzwiami. Wszystko stało się tak nagle, w jednej chwili byłam przeciętną dziewczyną, a teraz siedzę jako ktoś inny. Po chwili wróciła Mally z piękną, błękitną sukienką. Założyłam ją delikatnie i obróciłam się kilka razy w miejscu.
- Czyli chcesz się zobaczyć? - Spytała ze śmiechem.
- I ty się pytasz? Jasne że chcę.
Dziewczyna przytarzczyła wielkie lustro, obejrzałam się ze wszystkich stron, nie byłam już sobą, wyglądałam jak...
C.D.N...