Od autorki: Taki mały bonusik, nie wiem co to jest.

Para: Maya i Miyavi (ale nie podpisane gdzie jest kto, trzeba zgadnąć z kontekstu.)
Moment 1: Kocham 
- Tadam !~
- Co to?
- Kot.
- Różowy?
- Wlazł mi do farby, wcześniej był biały.
- Miałeś różową farbę?
- No chciałem się przefarbować noooo...
- Na różowo?
- A mówi to chłopak o włosach we wszystkich kolorach.
- Ale nie różowym.
- Co masz do różowego?
- Jest babski.
- A może ja lubię różowy? Foch na ciebie...
- Serio?
- Serio.
- Jesteś dziewczyną?
- Nie!~ A wyglądam ci na dziewczynę?
- No w różowych włosach...
- Jestem chłopakiem. Nawet w różowych włosach.
- A kochasz mnie?
- Tak.
- CO?
- Kocham cię, pytałeś to odpowiadam.
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś?
- Bo nie pytałeś.
- Jak to się stało?
- No po tamtej imprezie zacząłem na ciebie inaczej patrzeć.
- Serio?
- Tak.
- To było rok temu.
- Wiem.
- Od tamtej pory mnie kochasz?
- Tak mniej więcej.
- Mniej czy więcej?
- Mniej. Od 8 miesięcy.
- Spoko.
- To co teraz zrobimy?
- Pójdziemy spać. Śpiący jestem.
- Dobrze, dobranoc.
- Dobranoc Kochanie.


Moment 2: Wspólne mieszkanie
-Co robisz?
- Nie widzisz? Pakuję się.
- Czemu?
- Nie mam pieniędzy, wyprowadzam się.
- Gdzie?
- Do ciebie. Przecież mnie kochasz.
- Dobrze. Ale codziennie tulisz mnie do snu.
- Na to mogę się zgodzić.
- Więc idziemy?
- Tak. Tylko wezmę kota.
- Tego ode mnie?
- Tak.
- Nadal jest różowy?
- Tak. Ale trochę wyblakł.
- Trzeba było prać w perwolu.
- Kota?
- Nieważne.
- Jaki on jest według ciebie?
- Wyjątkowy.
- Tak jak ty.
- Jak to?
- Jesteś tak wyjątkowy jak on. Też jesteś różowy.
- Dziękuję.
- Nadal sądzę że to babskie.
- Ty masz tęczę na łbie. Nie komentuj.
- Jesteś niemożliwy.
- Nie prawda. Mam rację.
- No dobrze. Teraz chcę stąd wyjść.
- Czemu?
- Bo mnie inaczej wyrzucą.
- To choć. Mam na dole motocykl.
- Jeździsz?
- Nie. Latam.
- Zawsze chciałem latać.
- Kupię ci helikopter.
- Jak to?
- Mam na to dość pieniędzy.
- Nie musisz mi kupować.
- Zamknij się. Będę chciał to kupię.
- No dobrze. Kup.
- Dla ciebie nawet gwiazdkę z nieba.

Moment 3: Zmęczenie
- Szybciej.
- No ale ja już szybciej nie potrafię.
- Wczoraj potrafiłeś.
- Ale to było wczoraj.
- Postaraj się.
- Nie. Ja wychodzę. Idę pod prysznic.
- I zostawiasz mnie tu samego?
- Tak. Samego. Co nie poradzisz sobie beze mnie?
- Poradzę.
- To ja będę pod prysznicem i czekam na ciebie.
- Dobrze.
- Nie no, jednak sobie nie poradzę. Idę z tobą.
- Nie ma sprawy.
- Serio nie mogłeś już szybciej?
- Tak. Nie mogłem. Po wczoraj mnie jeszcze mięśnie bolą.
- Aż tak się tym męczysz?
- Tak.
- Nie przypuszczałbym że wypad na siłownię da takie piękne wyniki.
- Jakie?
- Jesteś zarumieniony od wysiłku.
- Nareszcie męski odcień różu co nie?
- Odcień różu należący do mojego mężczyzny więc najpiękniejszy.
- Pocałuj mnie.
- Dobrze.
- Mmmm, masz słodkie usta. Nawet po siłowni tak samo słodkie.


Od autorki: Przepraszam że tak długa przerwa ale piszę części na bieżąco a teraz miałam małe urwanie głowy ze szkołą i ocenami. W końcu to już 3 klasa, idę do innej szkoły zaraz.
Beta: Brak (ćśśśś, chcę zrobić Lulu niespodziankę)
Dedyk: Dla Kiry i Lulu


- Tego się obawiałam, choć ze mną. - Złapała mnie za rękę i poprowadziła w nieznane.

- Hej gdzie idziemy?- Spytałam zdezorientowana. Dziewczyna szła bardzo szybko nie dając mi czasu na to by jej się o coś zapytać jeśli nie chcę tak pędzić. Jednak widok miałam świetny, ciągnący się za nią szlak czegoś co wyglądało jak iskry lub zimne ognie. Złapałam jedną iskierkę w dłonie patrząc jak świeci mi miedzy palcami. Piękny widok którym nie mogłam się nacieszyć jednak zbyt długo.
- Idziemy do jedynego miejsca gdzie w naszym lesie rośnie roślina która potrafi odwrócić działanie piwonii. Nie powiem że jest tam pięknie lub nie przestraszysz się ogrodniczki ale to pomoże Mally.
- Więc zamierzam jej pomóc w taki sposób jak jest to konieczne, niezależnie od mojego samopoczucia czy strachu wiem że jej pomogę. Muszę to dla niej zrobić.- Tak, wiem zabrzmiałam jak z jakiejś taniej opowiastki. Prychnęłam pod nosem na tą myśl. Zaraz dostałyśmy się do miejsca które nie widziało chyba odpowiedniej ilości światła słonecznego od dobrych paru lat. Jednak rosła tu piękna roślina zajmująca niemal pół ogrodu. Ogrodu choć pięknego to niezwykle mrocznego, ogrodzonego murem tak wysokim że zdawało mi się iż znajduję się w wieży. Pod murem siedziała mała, zgarbiona dziewczynka. Była taka chudziutka jakby nie jadła od wielu tygodni.
- Mała, nic ci nie jest? Żyjesz malutka?- Pytałam się troskliwie, tak bardzo przypominała mi mnie z czasów gdy nie byłam jeszcze samodzielna. Mała, schowana w sobie dziewczyna która nie miała prawie nic. Popatrzyłam na Naoto a ona pokręciła głową  ze smutną miną jakby mi mówiła że zrobiłam coś źle lub się o mnie martwiła.
- Nie, nic mi nie jest. Czasem muszę sobie posiedzieć sama. Mam do tego zbyt dużo okazji.- Dziewczyna popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła. Jej zęby były zaostrzone jak u drapieżnika a oczy całkowicie czarne. Przerażona cofnęłam się o krok do tyłu.Czułam napór wody tak jak wtedy gdy Mally miała się zapalić. Przyłożyłam dłonie do muru i puściłam po nim strużkę wody. Przepłynęła po kamieniach i leciała dalej tworząc mały strumyk płynący przez środek ogrodu. Rośliny poruszyły liśćmi jakby się rozciągały w stronę wody. Zaciekawiona skierowałam ją na nie. Mrok w ogrodzie ustępował szafirowemu odcieniowi liści roślin które jak róża z Jerycha rozwinęły się pod wpływem wody. Ogrodniczka patrzyła na to wszystko z cichą fascynacją nadal siedząc w swoim kącie.
- Wszyscy tak reagują na mój wygląd. Gorsze niż zwierzęta mówią. Tak, to prawda. Większość takich jak ja traci zmysły jednak u mnie pogłębiła się jedynie moja choroba i lekko zmienił wygląd. Może u każdego tak jest, nie wiem.- Powiedziała cicho patrząc przed siebie pustym wzrokiem.
- Jesteś wyrzutkiem prawda? Aki?- Nie byłam do końca pewna ale to było najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie.
- "Wyrzutek". Jak to brzmi. Ale tak, jestem Aki.- Patrzyłam się przed siebie, naprawdę to ta druga która posiada Wzrok. Nagle znów zaczęły latać te małe światełka, Złapałam jeden patrząc z uśmiechem na Naoto. Nie wyglądała dobrze, jakby właśnie zauważyła że coś jest bardzo nie tak.
- Aki, czy z Azalią diamentową wszystko dobrze? Od ostatniego razu niezwykle się rozrosła.- Popatrzyła ze strachem na roślinę na którą ja też zwróciłam uwagę gdy przyszłam.
- Nie wiem, może to przez to że ostatnio częściej przychodzi tu twoja siostra. Ostatnio zerwała ostatni pąk Ekleptic zbierający światło. Od tamtej pory roślina wydaje się dążyć do jak najszybszego odbudowania pierwotnej ilości.- Wytłumaczyła mądrze patrząc na roślinę. W tym właśnie momencie moją uwagę zwrócił mały, maleńki pąk w centrum rośliny. Z iskierką w dłoniach podeszłam do niej lecz nadal nie dosięgałam. Podświadomie rozlałam na boki wodę a roślina starająca się dostać choć kropelkę rozstępowała się przede mną. Usiadłam obok tego najmniejszego pączka i oddałam mu ognik. Roślina wchłonęła go a pąk zacżął rosnąć aż w końcu prawie zakwitł. W tym czasie zakwitły inne pąki. Pędy otuliły mnie jakby chcąc mnie chronić przed tym co było poza zasłoną roślinności.
- Miko? Co ty zrobiłaś? Nigdy jeszcze Ekleptic tak szybko nie zakwitła.- Powiedziała Naoto. Ale ja tego prawie nie słyszałam. Wewnątrz kopuły działo się coś innego, pąk pęczniał i pęczniał ale nawet mimo poruszania nie mógł się otworzyć. Dotknęłam dna kielicha delikatnie posyłając mu wodę. Wtedy właśnie się otworzył, w środku stała mała, maleńka wróżka. Niczym Calineczka rozciągnęła się i zatrzepotała swoimi nieproporcjonalnie długimi rzęskami. Następnie podleciała do mnie, zerwała maleńki pęd rośliny i zawinęła wokół mojej głowy tworząc coś niby diadem. Kolejny uplotła i położyła na rozwiniętym kwiatku. Zerwała pare pręcików i obsypała moje włosy pyłkiem. Następnie wplotła w ten drugi płatki kwiatu i mi go wręczyła. Czułam się naprawdę dziwnie. To było specyficzne uczucie. Nim się obejrzałam to małe stworzonko zmieniło się w taką samą jeśli nie piękniejszą iskierkę jak ta którą ja przyniosłam, zakręciło się wokół mojej głowy i "diademu" w rękach. A potem odleciało. Tak po prostu, bez żadnego słowa, wykluło się, stworzyło dwa diademy i zniknęło razem z tym tajemniczym pękiem nad którym się tak opiekowałam.Roślinność wokół mnie się rozrzedziła na tyle że mogłam przejść. W podzięce jeszcze polałam im trochę wody ale już nie interesowały się nią. Czyżby była potrzebna jedynie do tego by wydać na świat tę kruszynkę?
- Co ty tam robiłaś?
- Dlaczego nas nie ostrzegłaś?
- Wiesz co się mogło stać?
- Co ty sobie myślałaś?
- Co to jest?!
Dziewczyny zasypały mnie pytaniami na które nie zdążyłam odpowiedzieć. Jednak to ostatnie, powiedziane razem zwróciło moją uwagę. Wskazały na maleńką iskierkę lecącą w stronę księżyca i osiadającą tuż obok niego.
- Moja mała przyjaciółka. Teraz jest już chyba gwiazdą. Dała mi to.- Pokazałam im diadem z maleńkim kwiatuszkiem w kolorze ognia zamiast oczka kryształu.
- Ale przecież to...
- To niemożliwe...
Ich oczy stały się wielkie jak spodki.
- Idę to założyć na głowę Mally, wy możecie tu stać i zastanawiać się nad tym co się stało lub iść. Momentalnie oprzytomniały i obie ruszyły za mną.
Gdy doszłyśmy do domu zobaczyłam bardzo dziwny widok. Omi stojąca nad śpiącą Mally. Trzymała dłoń na jej obojczyku a wokół tego miejsca tworzył się pokaźny siniak...
Chwilę, jesteśmy na dworze a Mally leży w domu. Jak to możliwe że ją widzę? 

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Obserwujący