Tytuł: Nie chciałam by ktoś znów mnie skrzywdził...
Parka: Viatonta x Ensign
Źródło: Moja głowa
Dedyk dla: Sadako-chan
Ostrzeżenia: Brak bety (jak ktoś zna niech poleci)
Od autorki:Witam moje potworki, wiem ze nie miałam wstawiać ale macie tutaj takie małe opko oparte w części na przeżyciach pewnej bliskiej mi już osoby.
Cale moje Ciało było jednym wielkim drganiem, czułam ze moje serce bije szybciej ale i mocniej. Nareszcie czułam ze naprawdę żyje i to było piękne. Pokój wokół mnie stal w miejscu nie dzieląc atmosfery rozedrgania łączącej mnie z tym co miałam zrobić. Wcześniej planowane zadania były proste teraz wiedziałam ze nie pójdzie mi tak łatwo jak na początku sądziłam. Jak wcześniej chłopaki nie byli trudni tak oczarować tak z tak delikatną osobę jak Ensign będzie trudniej. Tym bardziej ze chyba ją kochałam podczas gdy ona traktowała mnie jak siostrę. Zawsze wiedziałam ze potrafię kochać kobiety i to równie jak męszczyzn, mimo to relacje z obiema płciami były tak różne z niemal się dopełniały. Męszczyzn co najwyżej pożądałam i to było oczywiste biorąc pod uwagę moje przeżycia gdy facetów nie obchodziłam ja a moja dupa i jedyna ich myślą ze mną związaną było "Jak ją przelecieć?". To bolało a potem poznałam smak prawdziwej miłości gdzie zostałam objęta opiekuńczym ramieniem a osoba do której to poczułam nie dość ze odwzajemniła me uczucia to nie wymagała ode mnie niczego, był tylko jeden problem...była kobietą. Pokochałam piękną, Młodą kobietę o włosach w kolorze mahoniu która wzięła mnie pod swoje skrzydła i zaproponowała opiekę gdy najbardziej tego potrzebowałam. Ale odeszła, nie tak jak faceci, ona nie chciała ode mnie nic a jednak była moim aniołem stróżem.To była moja wina, nie dość często pewnie ja zapewniałam o swojej miłości, byłam wobec niej zła, ona oddala mi część swego życia a ja nawet nie podziękowałam jej należycie. Przeciesz Anioły nie opuszczają bez powodu. Jednak bez niej moje serce umarło, nie bylo więcej mnie a pusta skorupa która nigdy nie zapomni o pierwszym aniele który poruszył serce a potem odszedł z nim w dal. Serce odbudowuje się bardzo powoli ale mimo wszystko jest ono naszym skarbem. Słyszałam kiedyś ze "Trzeba czasem serduszko złamać, żeby poczuć, że jeszcze jest" ja nie czułam nic, moje serce odeszło razem z nią i teraz musiałam spróbować załatać czymś dziurę po nim. Nie było to łatwe ale po latach i wielu przelotnych flirtach z obojgiem płci znowu zaczęło dla kogoś bić, teraz gdy akurat zaczynałam zapominać o bólu który wywołało to zjawisko ostatnim razem, postanowiłam dać sobie szanse. Od tej pory opiekowałam się moim skarbem jakim była młodsza o zaledwie kilka miesięcy dziewczyna, cieszyłam się jej szczęściem, starałam się być dla niej najlepszą starsza siostra jaka mogłaby mieć. Z czasem moje przywiązanie do uroczej, fioletowowłosej dziewczynki o złotych oczkach rosło, nie chciałam by ktoś znowu mnie skrzywdził. Tyle razy słyszałam od niej "kocham cie" lecz nie mogłam się chyba łudzić ze ona mnie KOCHA a nie poprostu traktuje jak siostrę. Odeszłam by oszczędzić sobie bólu. Niedługo potem dostałam małą, różową karteczkę tak słodko pachnącą jej perfumami i odczytałam słowa "Mnie już tu nie ma, zabrałaś mi serce odchodząc a bez niego nie przeżyję. Przepraszam..." To ja przepraszam...przepraszam ze cie tak skrzywdziłam... powiedziałam i podcięłam sobie żyły małym, złoto-różowym nożykiem do listów. Byłam dla,ciebie jak ONA dla mnie...czemu tego nie zauważyłam?
|
Poryczałam się - wiesz już o tym. Dziękuję za dedyka♥. Jednakże błędy typu "męszczyzna" mnie dobiły >D. Dobra, ja się zamykam już i idę swoje pisać ;)