Od autorki: Do anonimka który ostatnio mi hejcił (coś mam wrażenie że wiem kim jest). Przyjmuję konstruktywną krytykę. Jedynie. Niezbyt przejmują mnie komentarze typu "nie podoba mi się" czy jak to sama napisałaś "to najgorszy blog jaki czytałam" jak już dajesz takie słowa to uzasadnij dlaczego coś takiego piszesz. Nie powiem abym była szczególnie zadowolona z tego co pisze bo zawsze mogłoby być lepiej. Ale są ludzie którym się to podoba a ten blog to nie tylko Lustro które skomentowałaś. Jest ono jedynie ciągiem który spodobał się ludziom, moim potworkom. Tak wiec do zobaczenia czytelnikom i do kolejnych anonimków: uzasadniajcie krytykę lub jak tak w oczy kole to nie czytajcie tego bloga.
Od autorki: Po trochu mam wszystkiego dość ale wakacje są...
Julietta: Żeby jeszcze którejś z nas się podobały...
Mai: A kyż mendo, nie są złe. myślisz że pomagasz mi swoim gadaniem? W ten właśnie sposób wena jest obrażona i piszę sama. Ocene można wystawić z tego czegoś co mi wyjdzie. Może ona jeszcze zmieni zdanie.
Beta: Tsa, zobaczę co się da zrobić.
Dedyk: Dla Kiry i Moich "Emilka &Zuzia. sp. z o.o"
Czy to możliwe że widziałam przez ścianę? Przecież to niemożliwe. I co ona do cholery robiła? Wpadłam do domu jak burza, nie mogłam pozwolić na to żeby coś jej się stało.
- Co ty robisz? Jak możesz robić to jej? Swojej najlepszej przyjaciółce?- Wybuchłam wściekłością patrząc na nią z nienawiścią. Chciało mi się płakać i rzucać przedmiotami na raz a najlepiej gdyby na drodze moich "pocisków" znalazła się Omi. W czasie gdy ja histeryzowałam Naoto podeszła do siostry tak jakby chciała sama oddać trochę swojej energii, musiałam nieźle się uspokoić aby zrozumieć co do niej mówiła. Był to niemal szept tak przepełniony spokojem jakby zwracała się do dzikiego zwierzęcia a nie własnej starszej siostry.
- Omi słyszysz mnie? Siostro wiem przed jakim wyborem stałaś, nie gniewam się na ciebie ale popatrz co robisz, popatrz jak niszczysz ludzi których kochasz.- Mówiła cicho i głęboko jakby chciała przekonać ją do czegoś co ta już wie ale nie przyjmuje do wiadomości.
- Kocham? Nie widzisz mnie siostro? Ja nikogo nie kocham, miłość jest dla słabych. Może ty jej potrzebujesz ale ja nie, jestem już dość silna żeby móc się zupełnie wyzbyć słabości ludzi. "Przyjaźń" co za przereklamowany układ, choć muszę przyznać że nieco się opłacił.- gdy słuchałam co mówi włos mi się jeżył na plecach, to było okropne, nie chciałam już słuchać jej dalszego wywodu.
- Przestań proszę, nawet jeśli dla ciebie nic ona nie znaczy nie uprawnia cię to do krzywdzenia jej bo są jeszcze inni.- powiedziałam cicho, może nieco zbyt cicho by brzmieć na pewna siebie ale każdy mówiłby do niej cicho w takiej sytuacji. Nie wiadomo co zrobiłaby pod wpływem emocji.
- A co mam robić? Przejmować się tak nic nie znaczącym człowiekiem zza lustra jak ty? Przecież to jest śmieszne, może przeszłaś jakimś cudem lustro a nawet ceremonię ale dla mnie znaczysz tyle samo co ta żałosna ogrodniczka która stoi przed domem.-zaśmiała się złowieszczo patrząc na mnie z niemą pogardą jednak nie wiedziałam co było gorsze, jej słowa czy ta mina.
- Ona nie jest nikim, już sama miłość stawia ją wyżej od ciebie a to nie jedyna rzecz przemawiające na jej korzyść.- powiedziała do siostry patrząc na mnie z ciepłym uśmiechem. Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości co do tego która jest zła w tej chwili rozprysłyby niczym bańka mydlana.
- I tak osiągnęłam już swoje. Nie obudzicie jej choćbyście znalazły antidotum które ostatnie zerwałam. I tak będzie za słabe.- powiedziała i wyszła z domu. Już bez uśmiechu i radości która mimo wszystko towarzyszyła mi w drodze założyłam swój i Mally "diadem". Uklęknęłam przy niej patrząc jak śpi, przypominało mi to bajkę o śpiącej królewnie z tym ze to ja miałam być księciem.
- Gdy wodna królewna cię dotknie, poczujesz prąd jej strumienia lecz nie pozwól się dotknąć dziewczynie co w ogień się zmienia, jej miłość podsyca płomienie . Gdy zaś obie cię dotkną twe żądy są tylko złudzeniem i niespelnionym marzeniem.- zaśpiewałam cichutko i cmoknęłam ją w usta jak książę.
- Wstawaj kochanie, nie po to tak długo czekałem na ciebie i tak się wysilalam żebyś i ty już się nie obudziła. Może nigdy tego nie mówiłam ale kocham cię Mally, nie chce tracić i ciebie.- niemal plakalam tuląc się do jej skóry. Nagle poczułam ruch jej ust przy policzku. Popatrzylam na nią, na jej usta które choć napewno tylko nieświadomie ruszyła ale to jakiś postęp. Układały się w słowa " tez cię kocham" nic wiecej, może dwa trzy powtórzenia ale za każdym razem to samo. Jednak nie wiedziałam czy wszystko jest normalne, jej cialo na początku zimne jak u trupa już zdążyło przewyższyć temperaturę przeciętnego człowieka. C.D.N...
Od autorki: Taki mały bonusik, nie wiem co to jest.
Od autorki: Przepraszam że tak długa przerwa ale piszę części na bieżąco a teraz miałam małe urwanie głowy ze szkołą i ocenami. W końcu to już 3 klasa, idę do innej szkoły zaraz.
Beta: Brak (ćśśśś, chcę zrobić Lulu niespodziankę)
Dedyk: Dla Kiry i Lulu
- Tego się obawiałam, choć ze mną. - Złapała mnie za rękę i poprowadziła w nieznane.
- Mała, nic ci nie jest? Żyjesz malutka?- Pytałam się troskliwie, tak bardzo przypominała mi mnie z czasów gdy nie byłam jeszcze samodzielna. Mała, schowana w sobie dziewczyna która nie miała prawie nic. Popatrzyłam na Naoto a ona pokręciła głową ze smutną miną jakby mi mówiła że zrobiłam coś źle lub się o mnie martwiła.
- Nie, nic mi nie jest. Czasem muszę sobie posiedzieć sama. Mam do tego zbyt dużo okazji.- Dziewczyna popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła. Jej zęby były zaostrzone jak u drapieżnika a oczy całkowicie czarne. Przerażona cofnęłam się o krok do tyłu.Czułam napór wody tak jak wtedy gdy Mally miała się zapalić. Przyłożyłam dłonie do muru i puściłam po nim strużkę wody. Przepłynęła po kamieniach i leciała dalej tworząc mały strumyk płynący przez środek ogrodu. Rośliny poruszyły liśćmi jakby się rozciągały w stronę wody. Zaciekawiona skierowałam ją na nie. Mrok w ogrodzie ustępował szafirowemu odcieniowi liści roślin które jak róża z Jerycha rozwinęły się pod wpływem wody. Ogrodniczka patrzyła na to wszystko z cichą fascynacją nadal siedząc w swoim kącie.
- Wszyscy tak reagują na mój wygląd. Gorsze niż zwierzęta mówią. Tak, to prawda. Większość takich jak ja traci zmysły jednak u mnie pogłębiła się jedynie moja choroba i lekko zmienił wygląd. Może u każdego tak jest, nie wiem.- Powiedziała cicho patrząc przed siebie pustym wzrokiem.
- Jesteś wyrzutkiem prawda? Aki?- Nie byłam do końca pewna ale to było najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie.
- "Wyrzutek". Jak to brzmi. Ale tak, jestem Aki.- Patrzyłam się przed siebie, naprawdę to ta druga która posiada Wzrok. Nagle znów zaczęły latać te małe światełka, Złapałam jeden patrząc z uśmiechem na Naoto. Nie wyglądała dobrze, jakby właśnie zauważyła że coś jest bardzo nie tak.
- Aki, czy z Azalią diamentową wszystko dobrze? Od ostatniego razu niezwykle się rozrosła.- Popatrzyła ze strachem na roślinę na którą ja też zwróciłam uwagę gdy przyszłam.
- Nie wiem, może to przez to że ostatnio częściej przychodzi tu twoja siostra. Ostatnio zerwała ostatni pąk Ekleptic zbierający światło. Od tamtej pory roślina wydaje się dążyć do jak najszybszego odbudowania pierwotnej ilości.- Wytłumaczyła mądrze patrząc na roślinę. W tym właśnie momencie moją uwagę zwrócił mały, maleńki pąk w centrum rośliny. Z iskierką w dłoniach podeszłam do niej lecz nadal nie dosięgałam. Podświadomie rozlałam na boki wodę a roślina starająca się dostać choć kropelkę rozstępowała się przede mną. Usiadłam obok tego najmniejszego pączka i oddałam mu ognik. Roślina wchłonęła go a pąk zacżął rosnąć aż w końcu prawie zakwitł. W tym czasie zakwitły inne pąki. Pędy otuliły mnie jakby chcąc mnie chronić przed tym co było poza zasłoną roślinności.
- Miko? Co ty zrobiłaś? Nigdy jeszcze Ekleptic tak szybko nie zakwitła.- Powiedziała Naoto. Ale ja tego prawie nie słyszałam. Wewnątrz kopuły działo się coś innego, pąk pęczniał i pęczniał ale nawet mimo poruszania nie mógł się otworzyć. Dotknęłam dna kielicha delikatnie posyłając mu wodę. Wtedy właśnie się otworzył, w środku stała mała, maleńka wróżka. Niczym Calineczka rozciągnęła się i zatrzepotała swoimi nieproporcjonalnie długimi rzęskami. Następnie podleciała do mnie, zerwała maleńki pęd rośliny i zawinęła wokół mojej głowy tworząc coś niby diadem. Kolejny uplotła i położyła na rozwiniętym kwiatku. Zerwała pare pręcików i obsypała moje włosy pyłkiem. Następnie wplotła w ten drugi płatki kwiatu i mi go wręczyła. Czułam się naprawdę dziwnie. To było specyficzne uczucie. Nim się obejrzałam to małe stworzonko zmieniło się w taką samą jeśli nie piękniejszą iskierkę jak ta którą ja przyniosłam, zakręciło się wokół mojej głowy i "diademu" w rękach. A potem odleciało. Tak po prostu, bez żadnego słowa, wykluło się, stworzyło dwa diademy i zniknęło razem z tym tajemniczym pękiem nad którym się tak opiekowałam.Roślinność wokół mnie się rozrzedziła na tyle że mogłam przejść. W podzięce jeszcze polałam im trochę wody ale już nie interesowały się nią. Czyżby była potrzebna jedynie do tego by wydać na świat tę kruszynkę?
- Co ty tam robiłaś?
- Dlaczego nas nie ostrzegłaś?
- Wiesz co się mogło stać?
- Co ty sobie myślałaś?
- Co to jest?!
Dziewczyny zasypały mnie pytaniami na które nie zdążyłam odpowiedzieć. Jednak to ostatnie, powiedziane razem zwróciło moją uwagę. Wskazały na maleńką iskierkę lecącą w stronę księżyca i osiadającą tuż obok niego.
- Moja mała przyjaciółka. Teraz jest już chyba gwiazdą. Dała mi to.- Pokazałam im diadem z maleńkim kwiatuszkiem w kolorze ognia zamiast oczka kryształu.
- Ale przecież to...
- To niemożliwe...
Ich oczy stały się wielkie jak spodki.
- Idę to założyć na głowę Mally, wy możecie tu stać i zastanawiać się nad tym co się stało lub iść. Momentalnie oprzytomniały i obie ruszyły za mną.
Gdy doszłyśmy do domu zobaczyłam bardzo dziwny widok. Omi stojąca nad śpiącą Mally. Trzymała dłoń na jej obojczyku a wokół tego miejsca tworzył się pokaźny siniak...
Chwilę, jesteśmy na dworze a Mally leży w domu. Jak to możliwe że ją widzę?
Od autorki: O i jest ktoś jeszcze. Witam cię drogi anonimku i mam nadzieję że mój blog ci się spodoba. Obsuwa trochę przez to że Lulu nie wysłało opowiadania i musiała jeszcze raz. Ale będę publikować zazwyczaj we wtorki. Tak żeby było wiadomo chociaż w jakim dniu tygodnia się spodziewać. Miłego czytania.
Beta: Lulu
Dedyk: Dla Kiry i anonimka
- Czy coś się stało? - Spytała Omi, a na jej twarzy widniał niepokój. Wyglądała na nieświadomą, lecz coś w niej, jakby w jej oczach, mówiło, że nie to nieprawda. Popatrzyłam głębiej w jej oczy, wykorzystując umiejętności, które poznałam całkiem niedawno. Ujrzałam ciemność - niezwykły mrok - na widok którego zazwyczaj przechodzą wszystkich dreszcze. W tych oczach zobaczyłam małą dziewczynkę - niemowlaka - który patrzył przeszywająco na swoją rodzicielkę. Kiedy ze przerażeniem odkryła jak, przez chwile, mrok, który teraz oglądałam wyszedł na powierzchnię. Płynęło do niej światło, tworząc wrażenie jakby promieniała. Jednak ja widziałam jak jej skóra pochłania wszystko. Niemowlak złapał matkę za nadgarstek, a ta się skrzywiła. "Jesteś silną dziewczynką, a przecież miałaś nie żyć. Urodziłaś się jako wcześniak." - Wyczytałam z ruchu warg kobiety. Nadal była brzemienna, tak jakby jeszcze nie urodziła. Mimo to w miejscu, które dotknęło dziecko pojawił się siniak. Następny obraz - kobieta trzymająca na rękach dwie dziewczynki. Nie mogło to się wydarzyć w długim odstępie czasu, ponieważ Omi nie zdążyła jeszcze zbytnio podrosnąć. Ślad na ręce był zawodowo zamaskowany tak, jak i wiele innych. Zobaczyłam te same sceny, jak wcześniej.
Pomimo tego, teraz, kobieta była jak za maską. Dzień, w którym Omi wyrzuciła siostrę z domu, moment wcześniej, gdy dotknęła jedynego miejsca na ciele matki, gdzie nie kwitły siniaki, skóry tuż nad sercem kobiety, wiedząc, że dzięki temu zakończy to, co zaczęła jako niemowlak. Musiała to zrobić, bo inaczej straciłaby całą energię życiową.
Już jako mały brzdąc zrozumiała, że jeśli nie będzie pobierać światła i energii, to przemieni się w czysty mrok. Jednak jedyną osobą, której nie mogła dotknąć była... jej siostra. Jej ciało nie dostarczała prawidłowo energii - ono nią promieniowało, tak bardzo, że przebywanie obok niej parzyło. Jej siostra miała być bliźniaczką, ale okazała się przeciwwagą. Jej przemiana jedynie podsunęła Omi pomysł, który wykorzystała. Zrzuciła winę za to, co złe, na siostrę, której już i tak ludzie się boją. A teraz? Kiedy do społeczności dołączył ktoś nowy, musiała utrzymać intrygę jeszcze bardziej w ukryciu. W momencie, kiedy usłyszała, że Mally spotkała się z jej siostrą, dała jej przepis na środek nasenno-uspokajający w "odrobinkę" zbyt dużych proporcjach. To wszystko zostało wyczytane z oczu. Czytałam jej myśli przez spojrzenie. Musiałam udawać, że nic się nie dzieje. Przyjmuję zaproszenie do gry. Oby tylko skończyła się dla mnie pomyślnie...
- Coś jest nie tak z Mally. Zemdlała i nie mogę jej dobudzić. Podobno coś wypiła, ale od czasu, kiedy przybiegła od Naoto dziwnie się zachowywała.. .-Westchnęłam. Mam nadzieję, że złapała przynętę.
- Ach Naoto. Byłoby dla ciebie lepiej, gdybyś się do niej nie zbliżała. Nie wiem kim lub czym jest, ale na nikogo dobrze nie wpływa. Od tej feralnej przemiany coś się z nią stało. Widziałaś jej oczy? Lub to jak zachowują się rośliny, które znajdują się w jej otoczeniu? - Wszystko doskonale widziałam. Pokiwałam głową, bo stało się dla mnie jasne, że każde stworzenie, które pobiera energię do życia, dostawało ją od niej w nadmiarze. Jak żarówka, która się przepala, gdy przepłynie przez nią jednocześnie zbyt duża ilość prądu.
- Rozumiem, ale mimo wszystko coś mnie do niej ciągnie. Ona jest wyjątkowa. Nie wpływa na nikogo dobrze? Był ktoś jeszcze, któremu przytrafiło się coś złego? - Zapytałam.
- Nasza matka Luna była pierwszą, która poznała smak śmierci... przez swoją córkę. I przez Tę sama osobę również może zginąć Mally, jeśli jej nie pomożesz. - Odrzekła. "Wreszcie powiedziałaś coś, co jest prawdą." Pomyślałam.
- Jednak nie powiedziałaś, przez którą córkę to się stało, przecież to nie jest takie trudne prawda? Mówić prawdę, choć starasz się by ktoś inaczej ją odebrał.
- Możesz mieć rację. Prawdopodobnie sprawiła to ta sama osoba. Jednak muszę coś zrobić. Idę poczytać w bibliotece Mally czy jest jakiś środek, coś dzięki czemu będę mogła jej ponoć. Dziękuję za przestrogę. Zgadzam się z tym, że trzeba być uważnym w kontaktach międzyludzkich. - Dziewczyna przytaknęła i odeszła, sądząc, że nie zorientowałam się w tym, co się stało. Jednak miałam pewne przeczucia.
- Stella! - Kocica była starsza niż we wspomnieniach Naoto, ale przyszła, podchodząc do mojej nogi z wyrazem mądrości na swoim pyszczku. - Poprowadzisz mnie do swojej pani? - Kocica ruszyła przez las, a ja ledwo za nią nadążałam. Mimo tego, że co chwilę zatrzymywała się, aby spojrzeć na mnie, doprowadziła mnie w dość dziwne miejsce. Kojarzyłam je, tylko nie wiem skąd.
- La mia piccola Stella. - Przywitała ją tak, jak kiedyś, przytulając twarz do jej miękkiego futerka. Kotka przeciągnęła się leniwie, widocznie zadowolona. - Kogo do mnie przyprowadziłaś? - Dziewczyna z czułością, najprawdopodobniej wywołaną przez futrzastą istotkę, jeszcze widoczną w oczach, zerknęła w moją stronę. Jednak, gdy zobaczyła wyraz mojej twarzy, natychmiast spoważniała.
- Co się stało? - Spytała, gdy podeszłam do ławki, na której aktualnie siedziała. Potrafiłam rozpoznać to miejsce. To tu, kiedyś musiał znajdować się jej dom. Teraz były tu tylko spalone zgliszcza i ta ławeczka, lekko od nich oddalona. Może dlatego został a ocalona.
- Omi dała Mally przepis na herbatkę uspokajającą. Z tą różnicą, że teraz Mally leży nieprzytomna w swoim domu, a ja bezowocnie próbuję ją obudzić. - Powiedziałam cicho. Nie byłam pewna swoich odczuć. Z jednej strony byłam zdeterminowana, chciałam jej pomóc, uratować ją, ale z drugiej... śmiertelnie przerażona.
- Co było w tej herbatce? - Zapytała. Czułam, że te pytanie może o wszystkim zadecydować.
- Nigrum Aglaophotis. - Odpowiedziałam trochę łamliwym głosem.
- Tego się obawiałam, choć ze mną. - Złapała mnie za rękę i poprowadziła w nieznane.
Od Autorki: No i od razu lepiej. Jak ktoś się udziela to i ja szczęśliwa i wena ma czym się pożywić. Mam nadzieję że się podoba. Lulu, jesteś najlepszą betą pod słońcem. Kochana Lulu.
Beta: Lulu-chan
Dedyk: Dla Kiry, Zosi i Emilki.
Obudziłam się po paru godzinach. Może to były minuty albo dni? Nie wiem. Nie orientowałam się już w czasie. Przez chwilę siedziałam na jasnozielonej trawie, a przed oczyma miałam mroczki. Wyobraziłam sobie tych biednych ludzi. Ale czy można jeszcze tak ich nazwać? No cóż... Nie mam pojęcia. Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. Ciągle czegoś mi brakowało. Jakbym żyła teraz w śnie, nic nieznaczącym. Takim, z którego zaraz się obudzę. Zapamiętam to jak Alicja - Krainę Czarów. W końcu i ona przeszła na Drugą Stronę. Tylko ile jest tych Drugich Stron? A gdyby to jednak była tylko bajka? A co, jeśli nie? W końcu w każdej bajce można znaleźć coś prawdziwego. Jestem tu jak owa Alicja, zagubiona w swojej własnej "krainie czarów". Ruszyłam w stronę pięknego domku. Przypomniała mi się kolejna opowiastka. Któż szedł przez las i dotarł do baśniowej chatki? Tak, jestem taka oryginalna. To Jaś i Małgosia. Ciekawe czy bajkopisarze też tu kiedyś byli? Czy to, o czym piszą, widzieli kiedyś na własne oczy? Ja widzę: krainę czarów, mały domek z szarawym dymem, wydobywającym się, przez komin, z pieca, przy którym suszą się różnorakie zioła. Mimo wszystko widok domku i tego dymu tak bardzo kojarzył mi się z "Jasiem i Małgosią". Brakowało tylko jednego elementu - złej czarownicy... I może jeszcze Jasia, bo ja, mogłabym upodobnić się do Małgosi.
- I Mally mnie utuczy, i zje niczym zła czarownica. - Dopowiedziałam sobie pod nosem, gdy znajdowałam się w niewielkiej odległości od budynku. Coś zaśmiało się pomiędzy drzewami. Kto to mógł być? - Ja czarownicą? Starą? Poza tym nie zjem cie, choć przyznam szczerze, że wyglądasz apetycznie. Jednakże w trochę innym sensie. - Odrzekł owy głos, który jak się domyśliłam, należał do Mally. Dziewczyna wyszła zza płaczącej wierzby z koszykiem pełnym ziół w rękach. - Akurat poszłam zebrać trochę drobiazgów, rozumiesz przyprawy, dodatki do herbaty i tym podobne. - Powiedziała cicho, sprawdzając czy wszystko ma. Jakby nic się nie stało. Zupełnie nic...
- Popatrz na mnie. - Powiedziałam dość głośno, jednak z trudem powstrzymując się od krzyku. Gdy nasze oczy się spotkały, zauważyłam coś, czego nie powinno w nich być - otumanienia. Jakby ktoś podał jej silne leki. Dodatkowo wokół niej unosił się mocny zapach - jaśminu. Mimo to bardziej kojarzącego się ze snem. Długim, twardym snem bez snów. Takim, w jaki zapadają ludzie, gdy są załamani. Nie oznaczającym jeszcze śmierci, lecz coś równie strasznego. Obłęd. Raz byłam w psychiatryku, jednakże ten rodzaj zapachu zapamiętałam idealnie. Odór środków uspokajających dla wyjątkowo narwanych pacjentów. - Coś ty wzięła Mally? - Spytałam cicho, patrząc na jej oczy, teraz zasnute ponurą mgłą. - Zaparzyłam sobie herbatkę na uspokojenie, z ziołami z distrijskich ogrodów. Są najmocniejsze i najbardziej naenergetyzowane. - Stwierdziła, delikatnie uśmiechając się do mnie, ale jej uśmiech nie zajął zamroczonych oczu.
Złapałam ją zanim upadła na ziemię, mdlejąc. Wzięłam ją na ręce, zanosząc do chatki. Była leciutka. Może nie jak piórko, ale nadal mało ważyła. Położyłam ją na łóżku. Sama siadłam na fotelu obok i rozpłakałam się. Nie potrafiłam być twarda w takiej sytuacji. To za wiele jak na moje siły. Po prostu płakałam jak dziecko, patrząc na "śpiącą" dziewczynę. Już widziałam człowieka w takiej śpiączce - moją matkę. Kiedyś kobietę uśmiechniętą i patrzącą przez różowe okulary na otaczający ją świat. Jednak gdy ojciec zaczął pić... Miałam wtedy ledwie 10 lat. Mój brat - 8, zaś siostra - 7. To było straszne, gdy on ją złamał. Ta kobieta, która czytała mi bajki na dobranoc i nuciła piosenki o fantastycznych wydarzeniach, nagle wpadła w depresję i chciała popełnić samobójstwo. Nie zrobiła tego jednak. Upozorował to mój własny ojciec! Wylądowała w zakładzie dla psychicznie chorych, gdzie zapadła w ten sam sen i... już się nie obudziła. Lekarze nie wiedzieli dlaczego. Podobno zażyła coś, czego nie udało się wypłukać z jej organizmu. Ten sam sen pachnący jaśminem... Nie chciała, aby Mally umierała. Nie w ten sam sposób jak jej ukochana mama. Teraz, gdy znalazła kogoś, komu zaufała, prawie pokochała. Nie może zginąć, tak jak zginęła jedyna osoba, która do jej czasu, znaczyła cokolwiek w jej życiu. Teraz Mally jest dla niej wszystkim tak, jak jej matka kiedyś.
- Nie umrzesz! Dowiem się co wzięłaś i jak to cofnąć. Nie pozwolę i tobie odejść. Obiecaj mi, że nie umrzesz, że nigdy mi tego nie zrobisz. Muszę być pewna, że nie odejdziesz ode mnie nigdy. Nie bez mojej zgody. Nigdy. rozumiesz?! NIGDY! - Cały mój smutek zmienił się w złość. To dobrze, złość można wykorzystać jako siłę napędzającą, a smutek nie. Wstałam jakby w moje mięśnie wpłynęła nowa energia. Mogłabym przenieść wszystkie góry, byle by znaleźć rozwiązanie. Weszłam do pomieszczenia, w którym Mally trzymała wysuszone oraz sproszkowane zioła i kwiaty. Gdy doszłam do kwiatów, rozejrzałam się. Były tylko 3 słoiczki z czarnym wnętrzem. Otworzyłam pierwszy, powąchałam...
- O fuu! Śmierdzi jak zgniłe mięso. - Odłożyłam pojemniczek na półkę ze wstrętem. Wzięłam kolejny, tym razem delikatnie nabierajac powietrza, lepszy. Pachniał on wanilią i pieprzem. Trochę zakręciło mi się w nosie. Chyba to jednak nie to. No cóż, został ostatni słoiczek. Otworzyłam wąchając. Przypomniał mi się ogród z dzieciństwa. Ten moment, gdy babcia bujała się na huśtawce razem ze mną. Miała nowotwór, ale nie okazywała tego swojej wnuczce. To było ich ostatnie wspólnie spędzone lato. Wokół kwitnęły piękne piwonie. Właśnie tez zapach z dzieciństwa poczuła, gdy odkręciła wieczko. Po chwili, tak jakby w cieniu zapachu, gdy jedna łza wpadła do słoiczka, poczuła mdląco-słodką woń - "ten" sen. Była tego pewna. Przekręciła naczynie i przeczytała etykietkę.
- NIGRUM AGLAOPHOTIS. - Powiedziałam cicho. - Co to jest? Wyszłam na dwór i obejrzałam się. Jeszcze nigdy nie czułam się tak samotna. Ani po Tej, ani po Tamtej stronie. Po prostu nigdy. Znałam tu: Mally, która leżała nieprzytomna, Naoto, która zawsze jest tam, gdzie chce i nigdy nie wiadomo, gdzie, Jyou, którą ledwie znałam i nie byłam pewna czy mogę jej zaufać... Była jeszcze Omi, ale nie wiedziałam co o niej myśleć. Ostatecznie to ONA dała Mally przepis, przez który stało się to, co się stało. - Proszę, jest tu ktoś? - Spytałam przez łzy, prawie bez nadziei na odpowiedź. Jednak ta nastąpiła. I to nie od kogoś, kogo chciałabym teraz usłyszeć.
Od autorki: No kochane potworki nie popisałyście się z komentami, napisała jedynie Lulu a gdzie moje Emilka i Zosia? Myślałam że może wy skomentujecie. Od teraz jeśli nie skomentują 2 osoby (i nie ma zmieniania konta) lub nie będzie nowej setki wejść (zamiennie) to będą części w kopiach roboczych i będą czekać aż spełnicie warunek któryś.
Beta: Brak bo zazwyczaj jest nią Lulu a ta część ma być dla niej niespodzianką.
Dedyk: dla Kiry i Lulu która jako jedyna ostatnio skomentowała.
- Co się stało? Wiesz że ja wiem?- Spytałam szybko lekko przestraszona tym że może nie podoba jej się to że dowiedziałam się o jej przeszłości.
Dziewczyna przytaknęła ruchem głowy i wyszła z domu widocznie chcąc mi coś pokazać. A co zrobiłam ja? W koszuli nocnej i ciapach wyszłam prosto w las. Nie wiem czy to dziwne czy nie ale zaraz za mną ruszyła Mally. Doszłyśmy do tego samego miejsca gdzie spotkałam ją ostatnio. Usiadła na trawie i popatrzyła na nas wyczekująco. Zaczerwieniłam się i starając za bardzo nie okazać za bardzo skrępowania usiadłam naprzeciw niej. Z tej perspektywy widziałam o wiele lepiej cały świat, jakby na górze znajdował się jakiś dziwny czar utrudniający percepcję i bynajmniej, nie chodziło mi o to że z tej perspektywy bielizna Mally była bardziej widoczna niż powinna.-Dla pewności pokazałam jej aby usiadła.-Chodziło bardziej o las. Był niesamowity. Posiadał więcej kolorów niż zwyczajnie a jednocześnie nabrał mroku jakbym patrzyła na niego nie swoimi oczami. Popatrzyłam na Naoto. Z moich ust wydostał się krzyk zdziwienia. Z całej dziewczyny promieniało światło które wypalało powietrze wokół. Poczułam zapach palonego cukru rozchodzącego się od niej. Przypomniało mi to wspomnienie ręcznego robienia cukierków z mamą. Całokształt był zniewalający i choć wiedziałam że to nie jest dla mnie normalne chciałam tak dobrze widzieć kim kto jest?
- Jaki masz dar?- Spytałam cicho.
- To trudno opisać. Jest to bardzo rzadka i wyjątkowa moc. Zawsze osoby ją posiadające są odtrącane przez wygląd. Mówią o niej legendy i opowiadają ludzie. Boją się jej wszyscy w których sercach jest mrok nie nocy a zła. Panuję nad wszystkim lecz jestem sama.- Opowiedziała potem historię tej mocy, nie do końca ją zapamiętałam jednak to ostatnia taka jak ona stworzyła przepowiednie która teraz się spełnia. Jednak to co znali ludzie było jedynie jej częścią. Podała kartę pergaminową z napisaną wymyślnym pismem przepowiednią.
"Z łona ziemi urodzi się,
niegdyś siostrzaną miłość zdradzi i zrani
a łono z którego powstało zabije.
Oszuka niejedno serce a każde z nich zatruje.
Czarna ziemia je zrodzi i ciemność je pochłonie
bo to co się dobrem wydaje jest złe
a zło dobrem się stanie."
Po drugiej jednak stronie była jakby druga część przepowiedni.
- " Gdy przybędzie córka królowej
i miłość swą rozleje na wszystkich
Zmyje kłamstwo z ludzi i zobaczy serca
odnajdzie córkę księżyca i słońca
Wspomoże ją w walce z mrokiem dusz
A uratuje się las i wszyscy
A na tronie zasiądą dwie królowe." - Przeczytałam pod nosem. Mally popatrzyła się na mnie dziwnie. Wzięła kartę w dłoń oglądając ją pod różnymi kątami.
- Tam nie ma nic napisanego, nic nie widać.- Podała mi kartę na którą popatrzyłam, wyrazy były równie dobrze widoczne co po tamtej stronie. Napisane tym samym charakterem pisma które przypominało jej bajki o wróżkach a jednocześnie historie i czarnych elfach które słuchała w dzieciństwie.
- Miko ma Wzrok, jako że wychowana została po Tamtej Stronie i jako jedna z niewielu potrafi przeżyć Przejście możliwe że jest ich więcej. Specjalnie przyprowadziłam ją na polanę talentów znana jedynie takim jak ja. Przebywanie tu ukazuje ukryte niekiedy przez setki lat umiejętności.- Popatrzyła z zaciekawieniem na Mally jakby czegoś wyczekiwała. I rzeczywiście coś się stało, jednak nie tylko jej. Nagle poczułam strasznie silny napór na skórę. Nowo nabyty instynkt kazał mi wypuścić to co czułam. Wokół siebie zobaczyłam świat jakby przez taflę wody jednak to był tylko odruch ponieważ Mally zaczęła się palić. Dosłownie. Nie był to najcudowniejszy widok biorąc pod uwagę to że jeszcze niedawno było się zwykłym człowiekiem który nie codziennie widzi ludzi palących się i jednocześnie śmiejących z tego że są wolni.
- Dotąd tylko o tym słyszałam, nigdy nie doświadczyłam pełni Połączenia. Jednak teraz wydaje się to takie naturalne.- Westchnęła kręcąc się wokół własnej osi jak mała dziewczynka. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. W stanie w którym zachowywała się jak dziecko, przez to wyglądała o wiele młodziej. Praktycznie nie dałoby się wtedy rozpoznać jej ani mojego wieku. W końcu stanęła w miejscu a wokół jej skierowanych w górę dłoni trzaskały wesołe iskierki. Uśmiechała się rozbrajająco a ja nadal stałam za kurtyną wody chroniąc się przed jej ogniem.
- Co to jest?- Spytałam patrząc na nią i powoli opuszczając kurtynę gdy mój instynkt upewnił się że nic mi nie grozi.
- Pełne Połączenie z żywiołem. Od bardzo wielu lat nic takiego się nie stało. Ani w naszej wiosce ani w innej części Królestwa. Bo musisz wiedzieć że na tym świecie jest coś więcej od Wioski Strażniczek i Wielkiego Lasu. To piękne królestwo ze swoją historią i cudownym zamkiem w Distrii, stolicy królestwa. Co roku wybierają jedną wioskę która ma za zadanie wysłać do zamku kilkoro ludzi. W tym roku padło na nas lecz nikt poza mną nie chciał jechać. Teraz i ja się boję wyjazdu ponieważ mam już co stracić. Ciebie i to co mi dałaś.
- Jak daleko jest Distria?
- Około trzech dni jazdy konnej. Tylko że nie mogę pojechać sama.- Westchnęła opierając głowę o dłonie, jej włosy zajęły się od iskierek ale nie niszczyło ich to.
- Szykujcie konie, czas by przepowiednia się sprawdziła.- Powiedziała tajemniczo Naoto znikając w lesie.
Zostawiła nas same siedzące na polanie. Patrzyłam na Mally która nadal nie podnosiła wzroku. Całe jej włosy zmieniły się w delikatne fale płomieni których ciepło docierało do mnie. Ciepło biło w rytm serca. Całe moje ciało pokryło się cieniutką warstwą wody a ja ją przytuliłam. Czułam jakby delikatne łaskotanie w miejscach gdzie jej ciało zetknęło się z moim a warstewka wody zaczynała parować zastępowana kolejną. Tuliłam się do niej a wokół nas unosiła się cieplutka para otulająca jak kołderka. Płomienie na głowie Mally zaczęły się krztusić przyduszone przez wilgoć powietrza. Dziewczyna jednak nie zwracała na to uwagi widocznie zajęta myśleniem o czymś co ją przerażało.
- Powiedziała "szykujcie" jakby to było już przesądzone że pojedziesz tam ze mną.- Powiedziała cicho z miną osoby skazanej na wieczne cierpienie. - Nie wiesz co kryje się po drodze, nie znasz tych lasów. Nim dojedziemy do Świetlistego Miasta czeka nas przeprawa przez miejsca ciemniejsze niż noc i straszniejsze od wszystkich koszmarów.- Dodała gdy popatrzyłam na nią z wyrzutem. Przytuliła mnie mocniej widocznie starając się zapomnieć o czymś co przeżyła dawno temu. W moim życiu zdecydowanie za dużo jest niewyjaśnionych spraw i tajemnic. Ale sama mimo wszystko się w to wpakowałam.
- Słyszałaś kiedyś o tym gdzie trafiają wariaci? Tak mało miejsc w psychiatrykach, tak dużo wypadków. Gdy człowiek z waszej strony prawie postrada zmysły nagle widzi w lustrach naszą krainę. Pewnie to przez fakt że tacy ludzie nie mają już granic umysłowych. Tak czy inaczej albo zbijają lustra przez co lądują w izolatkach albo przechodzą... - Ucichła kiedy zobaczyła nadzieją w moich oczach, zaprzeczyła ruchem głowy widocznie smutna. Więc to nie koniec historii. - To nie tak jak myślisz, ci ludzie byli rozchwiani emocjonalnie i nie posiadali przewodnika. Pamiętasz co powiedziałam gdy wyciągnęłam cię z lustra?
- Tak, że zbyt długi w nim pobyt potrafi ogłupić.
- Im nikt tego nie powiedział, bawili się jak dzieci w tęczy kolorów aż zupełnie stracili resztki zmysłów. Uwierz mi że zwierzęta to nie najgorsze co teraz można spotkać w tych lasach. Naszą wioskę chronią czary ale poza nią... Niewielu "wyrzutków" zachowuje zdrowe zmysły a i oni nie do końca.- Popatrzyła na mnie smutno zanim wstała i odeszła zostawiając za sobą tylko jedno zdanie.
- Kiedyś poznałam "wyrzutka" o imieniu Aki, 15 letnią dziewczynkę która miała Wzrok i to było jej przekleństwem.
Następnie zupełnie znikła za drzewami a ja zobaczyłam na niebie ogromny księżyc tak podobny kolorem do oczu Naoto.
Gdy popatrzyła w okno popłakała się. Czuła się taka gruba, nieperfekcyjna. Nie wiedząc co zrobić po prostu nadal płakała, pozwalała łzom płynąć swobodnie, nie wstydziła się ich bo nie miała przed kim. Miała jedną przyjaciółkę która ją znała i nikogo więcej. Cała reszta uważała że jest radosna. Jedynie gdy sama im mówiła że jest inaczej jakoś reagowali. Jadła coraz mniej, kłóciła się coraz częściej nie mogąc zapomnieć że ma być perfekcyjna. Musi schudnąć, zmienić się. W obecnym ciele czuje się brzydka i odpychająca. Powinna ważyć 57 waży 58. To jej udręka, każdy kilogram na jej ciele wydaje jej się największym wrogiem. Ona chce tylko trochę schudnąć, chce ważyć 55 potem 50 i jeszcze trochę mniej, i jeszcze troszeczkę, troszeczkę... Już dłużej nie może udawać że jest inaczej. Nikt kto ją zna jej nie chce. zakochana nie powie że kocha choć może nie raz już to mówiła ale nikt nie słuchał jej naprawdę. Zapomniana nie potrafi już naprawdę żyć. Brzydzi się sobą, swoim życiem, ciałem, wszystkim co jest z nią związane. Każde słowo sprawia jej ból. Tak bardzo chce na siebie ściągnąć uwagę. Chce aby każdy widział jej upadek i poczuwał się do winy. To przez was skurwiele ona taka jest. Nie wybrała sobie losu, może kiedyś się sobie podobała ale każde spojrzenie sprawia jej ból. Zwracajcie uwagę na osoby które cierpią. Czasem cisza zastępuje najgłośniejszy krzyk. Będzie szła do psychologa, wie że jej to nie pomoże. To przez was taka jest i to wy nadal ją wpychacie na dno. Teraz patrzcie na to. Ona stara się uratować chociaż wie że chyba nic jej nie uratuje. Chce schudnąć tak by umrzeć z głodu. Będziecie patrzeć jak sama siebie niszczy. Wybrała sobie piękną i długa torturę nazywaną drogą do Any. Z własnej woli. Ona nie chce się wycofać, musi wsiąść się w siebie i jej się uda. Olać rodziców, ludzi którzy chcą dla niej dobrze. Przecież oni jej zazdroszczą jedynie wytrwałości. Ona chce się zabić, zniknąć lecz nadal daje wam szansę żeby ją uratować. Jeśli nie to czekajcie, czekajcie na jej zgon. On nastąpi prędzej czy później. Ona chce wcześniej. Pisze to tu bo nie wiem co ztobić, mam już wszystkiego dość. Moje otoczenie mnie zniszczyło. Bez was potworki nie mam najmniejszych szans. Mało was jest i może za to was kocham. Jesteście tam gdzie niogo innego nie ma. Brak mi sensu życia. Będę szła do psychologa i jestem za gruba. Tak ten tekst jest o mnie...
Popularne posty
-
Tytuł: Bańka Paring: Aoi x Uru (Die x Uru) Beta: Sadako-chan Postaci: The GazettE Od autorki: Witam moje potworki. Drugi miesiąc a ja ma...