Od autorki: długo mnie nie było, za długo. Ne no wiem, nie zależy potworkom na moim gadaniu tylko na lustrze. Już wam daje. Pisane pięć razy więc troche na " nie omine tego choć chciałabym dalej". Bez bety bo od (liczy czas) nie wiem, z miesiąca miałam kare na kąpa i mi zżarło chyba poprawione od Lulu a ona gdzieśtam wyjechała chyba.
Usiadłam na łóżku, popatrzyłam za okno. Dużo się zdażyło dzisiejszego dnia. Musze się przezwyczaić że nic nie będzie jak dawniej. Westchnęłam zamykając oczy. Prześpie się.
"Popatrzyłam między drzewami, bawiła się tam mała może 5 letnia czarnowłosa dziewczynka. Śmiała się patrząc mi prosto w oczy.
- Mamo pobawisz się ze mną?- Krzyknęła mała i pobiegła w moją stronę. Przebiegła przeze mnie skacząc w ramiona rudowłosej kobiety z kręconymi włosami.
- Oczywiście kochanie-
Obraz się rozmył a na jego mjejsce zobaczyłam wnętrze domu.
Siedziały tam Naoto i Omi. Smiały się i rozmawiały.
- Siostra? Jak jest po przemianie?- Spytała młodsza, czarnowłosa dziewczyna.
- Sama się dowiesz, to już tylko trzy miesiące.-
Naoto siostrą Omi? To niemożliwe... Coraz słabiej je słyszałam, rozmawiały jeszcze o tym jakie moce można mieć po przemianie.
Jednak wszystko coraz bardziej się rozmywało im bardziej oddalało mnie stamtąd.
Znów zobaczyłam dom, tym razem różnica w wyglądzie Naoto była mniej widoczna niż ostatnio. Troche podrosły jej włosy a rysy twarzy nabrały więcej dorosłości. Mimo to nadal wyglądała dziecięco.
- Wrócicie przed przemianą? Wiecie że musi być przed zachodem?-
Rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do niej i ją przytuliła.
-Wrócimy, tylko odwieziemy Omi i już przy tobie będziemy.- Powiedziała i wsiadła do karety. Już niemal nie wyglądała jak ta kochająca duszka w sukieneczce z włosami do kostek z przed 10 lat. Teraz w obcisłych spodniach, skurzanej kurtce i z włosami ledwie sięgającymi jej brody wyglądała na wyluzowaną 30-kilku latke z naszej strony. Pomachała jej i odjechali. Naoto usiadła na ławce i zaczela głaskać czarnego kotka z białą gwiazdką na pyszczku.
-"La mia piccola stella"*- powiedziała cichutko głaskając kotkę.
Poczułam się na chwile otumaniona a gdy znowu wiedziałam co się dzieje słońce niemal już zachodziło.
Naoto popatrzyła na nie smutno, Omi przygotowała jej niemal takie same zioła co Mally mi i usiadła przed domem. Chyba nadal czekała aż przyjadą do niej. Rozpaliła zioła przygotowane przez swoją siostrę i wokół niej uniosła się chmura dymu uniemożliwiając mi zobaczenie jej. Nagle wokół rozniusł się przeraźliwy pisk dziewczyny.
- Maaaaamo!-
Gdy dym opadł było już ciemno. Zauważyłam że wszystkie opakowania od soczewek są puste a z oczu leciała jej krew. Nie widać już było ani jej tęczówek ani nawet źrenic. Już wtedy straciła wszystko co tworzyło w niej jasność. Przed domem w miejscu gdzie siedziała utworzyła się połać "spalonej" trawy.
Kolejna utrata świadomości...
- Mamo, mamo. Kocham cie, ja już więcej tego nie chce. To bolało.- Płakała łzami których nie dało się zobaczyć, były one białe jak jej skóra.
- Już kochanie, za tydzień zawieziemy cię nad jezioro. Wszystko będzie dobrze.- Powiedziała rudowłosa kobieta.
- Nie mamo, nie będzie dobrze. Ona jest złem, zmieniła się już. Znasz przepowiednie.- Omi zaprotestowała ściskając matkę w nadgarstku, gdy zabrała rękę na nadgarstku został ślad.
Znów wszystko ucichło
Zobaczyłam jakąś chudą postać na łóżku, miała zapadnięte policzki, cerę cienką jak papier i podkrążone oczy. Kobieta o roztrzepanych, rudych włosach nie wyglądała ani jak urocza matka 5-latki ani jak dumna postać która odjeżdżała tamtego dnia. Wyglądała jak cień człowieka, właśnie przekraczała granice śmierci.
- To przez ciebie ona umarła, jesteś złem. Wynoś się z tego domu. Nie chce cię widzieć.-
Obudziłam się zlana potem. Mam dość tych nocnych retrospekcji z życia Naoto.
-Mally, mogłabym z tobą porozmawiać?- Krzyknęłam łapiąc się za skronie. Ale mnie boli głowa, chyba nieswoje wspomnienia nie działają na mnie zbyt dobrze.
-Tak? Nie jesteś już na mnie zła za wczoraj?- Spytała cicho podnosząc na mnie wzrok.
- Nie byłam na ciebie zła... byłam zła na siebie bo tego chciałam a ty działałaś w emocjach.-
- Chciałaś tego? Ja też tego chciałam, nadal chcę.-
- Wiem.- Pocałowałam ją w policzek.- Śniła mi się.- Przyznałam cicho.
- Naoto? Ona ci się śniła?-
- Tak, historia jej życia, znałaś ją?-
- Nie, nie znałam. Omi mi o niej opowiadała. Jeśli widziałaś historie jej życia to wiesz...-
- Że Naoto i Omi to siostry? Wiem.-
- Czemu więc nie potrafisz zapomnieć o niej? Nie chce żeby ona cię skrzywdziła.-
- Wiem jednak czuję że ona nic nie zrobiła. Jak brzmi przepowiednia?-
- "Z łona ziemi urodzi się, niegdyś siostrzaną miłość zdradzi i zrani a łono z którego powstało zabije. Oszuka niejedno serce a każde z nich zatruje. Czarna ziemia je zrodzi i ciemność je pochłonie bo to co się dobrem wydaje jest złe a zło dobrem się stanie."-
- "Zło dobrem się stanie.", czy to nie mówi że to co widzimy za zło naprawdę jest dobre?-
- Może i tak jest, nie wiem.-
- Dziękuję że mnie wysłuchałaś.-
- Proszę bardzo, mogę cię pocałować?-
Pokowałam głową na zgodę, nie mogę oszukiwać samej siebie, chciałam tego.
Pocałowała mnie delikatnie, tak inaczej niż wczoraj. Czułam motylki w brzuchu, chyba byłam naprawde zakochana w tej kobiecie. Rozchyliłam wargi wpuszczając jej język. Całowałyśmy się zachłannie ale czule, przygryzłam jej wargę. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Wsunęłam ręce pod jej koszulkę nocną dotykając idealnie zaokrąglonych bioder i pięknej talii. Przejechałam dłonią po jej kręgosłupie, przeszedł ją dreszcz. Odchyliła głowę co ja od razu wykorzystałam aby zrobić malinkę na jej szyji. Oderwałam się od niej, uśmiechnęłam się drapieżnie o zeszłam z łóżka na mięciutki dywan zrobiony z futer. Moje stopy się tak przyjemnie zapadały. Zamyśliłam się nad tą dziwną dziewczyną, coś jest nie tak i to bynajmniej nie to że zakochałam się w dziewczynie ktora teraz siedzi na łóżku z otwartymi ustami i szokiem w oczach.
- No głodna jestem, choć coś zjeść.- Zaśmiałam się.
Gdy weszłyśmy do kuchni zastałyśmy tam...
C.D.N...
* "La mia piccola stella"- Moja mała gwiazdka.
Od autorki: Witam wszystkie potworki, w tym stałe czytelniczki. Wiedzcie iż dzięki wam to opowiadanie żyje. Mam w zanadrzu jeszcze pare one-shotów "z zeszytu" i zaczęłam kolejną część pisać. Ktoś ma jakieś pomysły co do dalszego ciągu? Pisać. Mam swój plan ogólny ale mogę wprowadzić wątki od was.
Beta: Lulu-chan
Dedyk: Kira i Emilka
Droga wcale mi się nie dłużyła. Mimo to, wciąż miałam przeczucie, iż ktoś mnie obserwuje i woła do lasu, nie używając słów. Po prostu coś mnie tam ciągnęło. Jakaś nieznana mi siła. Chyba wejście na chwilę nic mi nie zrobi? Wkońcu widzę wyjście na polankę. Zaraz po wejściu, niestety, zgubiłam poczucie kierunków. Przede mną pojawiła się ta dziewczyna z mojego snu. Całe jej ręce pokrywały blizny oraz świeże rany.
- Jak się nazywasz? - Spytałam dziewczynę.
- Naoto - Wypłynęło z jej ust. Może się przesłyszałam, bo dziewczyna nawet nie ruszyła wargami, a odgłos był tak cichy, jakby był tylko cieniem dźwięku.
- Kiedyś byłam szczęśliwa, wiesz? Ale przestało mi zależeć, nie chciałam już żyć. Nie mogłam umrzeć, choć się bardzo starałam. - Powiedziała znów, nie otwierając ust.
- Po co mi to wszystko mówisz? - Spytałam zmęczona tym dziwnym dialogiem.
- Od wielu dni z nikim nie rozmawiałam. - Powiedziała mądrze, siadając na piętach i skubiąc więdnącą w jej dłoniach trawę.
- Wszystkie rośliny więdną lub się zasuszają, gdy ich dotykam. To robi się już męczące. Z podartej sukienki, wyciągnęła mały, metalowy przedmiot. Po dokładnym przyjrzeniu się, stwierdziłam, że to żyletka z pięknymi, wygrawerowanymi różami. Dziewczyna przeciągnęła nią po ręce, przygladajac się jak krew krzepnie, zaraz po wypłynięciu. Przerażona patrzyłam na poczyniania dziewczyny.Naoto jednak nie wygladala jakby cokolwiek ją teraz obchodziło. Była w swoim swiecie, do którego miała dostęp jedynie ona. Wokół niej utworzyła się mroczna aura.
- Jak stąd wyjść? - Spytałam cicho.
- Tamtędy wyjdziesz na polanę, dziewczyny już na ciebie czekają. -
Zdezorientowana, ruszyłam w stronę wskazaną przez dziewczynę. Wyszłam na mały placyk, nieporosniety prawie przez żadną roślinę. Po drugiej stronie małego jeziorka z krystaliczną wodą stały dwie dziewczyny. Jedna o bordowych, druga - niemal białych włosach. Jasnowłosa uśmiechała się do mnie, podczas gdy czerwonowlosa patrzyła na mnie z naganą.
- Jestem Jyou - Powiedziała uśmiechająca sie dziewczyna. - To Omi, ma swego rodzaju PMS-a magicznego. Co jakiś czas jej moc słabnie i nie czuje się wtedy najlepiej.
- Miko, i nie musisz się za nią tłumaczyć. Chyba sama tez ma usta. - Swierdziłam, patrząc na Omi. Dziewczyna lekko sie do mnie uśmiechnęła, kręcąc głową.
- Usta ma, ale jest niema. Zamiast tego stara sie opanować rozmowę przez myśli. Do tej pory zrobiła to tylko jedna osoba. - Wyznała cicho patrząc na Omi z przestrachem.
-Naoto - Powiedziałam tylko jedno słowo. Imię dziewczyny z lasu. Moje nowe znajome zupełnie zmieniły miny. Jyou wygladala na zdenerwowaną, podczas gdy Omi, z widoczną zazdrością. Cały dzień rozmawiałam z nimi, lecz nie przykładałam uwagi o czym była nasza rozmowa.Ta dziewczna... Jedynie o niej nie chciały rozmawiać. Muszę w domu spytać się o nią Mally.
Pod wieczór dziewczyny odprowadziły mnie tuż pod drzwi. Tak bardzo chciałam jeszcze pożegnać się z Nią.
- Jak było z dziewczynami? - Spytała z bladym uśmiechem.
- Spoko. - Odpowiedzialam, siadając przy oknie.Zobaczyłam, że Naoto mi macha. Jeszcze na swój sposób życzyla mi dobrej nocy. Zamyślona patrzylam za okno nawet, kiedy tamta wróciła do lasu.
- Coś się stało? - Spytała zaniepokojona Mally.
- Zrobiłam to co mi zabronilas. Weszłam do lasu. Spotkalam tam pewną dziewczynę. Ma na imię Naoto, ale nikt nie chce o niej słyszeć i przez to jest strasznie samotna. - Powiedzialam w tempie karabinu maszynowego.
- Nigdy więcej jej nie spotykaj. Nawet nie wiesz kim ona jest i jak się stała taka, jaka jest teraz. Za bardzo mi na tobie zależy, by ci na to pozwolić. - Powiedziała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Zależy ci na mnie? A to dobre. Rozumiem zabrać mnie tu, bo wszędzie jest lepiej niż z moim ojcem, ale nie zabronisz mi spotykać kogoś, kto jest nieszczęśliwy, bo nikt z nim sie nie chce spotkać. - Wybuchnęłam wściekła na dziewczynę. Nawet się nie zorietowalam, że wlaśnie wyznano mi miłość.
- Mogę ci zabronić, a nawet więcej. Mogę zrobić to. - Powiedziala Mally i zetknęła swoje usta z moimi.Moje serce na chwilę zatrzymało swój bieg, tylko po to, aby zacząć gnać, gdy Mally złożyła pocałunek na moich ustach. Gdy nie czuła oporu z mojej strony, wpiła się w nie zachłannie. Ogień, który widziałam w jej oczach, niemal mnie przeraził swą intensywnością. Czułam się jak w bajce. Każda sekunda rozpuszczała moje serce coraz bardziej. Pocałunkami obsypywała moją szyję, obojczyki, ramiona, a ja czułam, że teraz ogień z serca przeniósł sie na całe ciało. Było mi tak dobrze, tak bardzo tego teraz chciałam. Jednak wiedziałam, że Mally działa pod wpływem impulsu i nie myśli trzeźwo. Gest, który wykonałam, kosztował mnie tak wiele trudu. Jedynie ja to wiedziałam, ale się na niego zdobyłam. Odepchnęłam ją od siebie. Popatrzyła na mnie zagubionym spojrzeniem, siedząc w tej chwili na ziemi. Musiałam coś zrobić, aby potem nie pożałowała tego, co zrobiła.
- Nie, nie wiesz co robisz. Jesteś pod wpływem emocji. - Powiedziałam zwięźle i ruszyłam w stronę łazienki, aby wsiąść kąpiel. Nie przeszkadzała mi zimna woda, którą produkowało moje ciało. Nie przeszkadzało mi nic, oprócz tego, że wciąż czułam ten dotyk na ciele, gdzie zdążyła mnie pocałować. Wzięłam gąbkę i zaczęłam dokładnie trzeć te miejsca. Zbyt mnie to kusiło, by znów poczuć dotyk jej ust. Ten smak rownie uzależniający, jak narkotyk i tak samo, jak on zakazany przez zdrowy rozsądek.
Od autorki: opowiadania nie muszę przedstawiać. Miało być dziś i jest.Zaczynam pisać nowe.
Beta:Lulu-chan
Dedyk: Kira i Zosia
Wyglądałam jak nimfa. Czarne włosy, błękitne oczy i połyskująca suknia w kolorze morskiej piany, z lejącego się materiału. Zakręciłam się wokół własnej osi, obserwując świat swoimi nowymi oczami.
- Przypomniała mi się pewna historia, którą mama opowiadała mi, gdy byłam mała. O wróżce, która dla miłości ukryła swoje serce w jaskini, a ono płakało tworząc strumyk krystalicznie czystej wody. - Powiedziałam cicho, patrząc na wodę płynącą po mojej dłoni.
- Miałam kiedyś siostrę, która swoją miłością zdołała przekroczyć granice lustra w tamtą stronę, znając tajemnice tego lasu. Niestety została zostawiona i ukryła się gdzieś w górach. Może to jej dotyczy ta historia? - s
Spytała spokojnie. Popatrzyłam na nią ze współczuciem. Ciekawiło mnie, co takiego stało się, że wszystko skończyło się tak, a nie inaczej.
- Jesteś do niej podobna, tak samo zagubiona, tak samo krucha. Obserwowałam cię od paru lat. - Powiedziała, a jej oczy zeszkliły się niebezpiecznie.
- Nie płacz, może nie jestem nią i nigdy nie będę starała tobie jej zastąpić, ale zostanę tu z tobą. - Powiedziałam, czując coś, czego nie czułam od bardzo dawna. Moje serce zaczynało się topić, przytuliłam ją niczym największy skarb. Teraz to ona była krucha, choć starała się to ukryć. Obiecałam sobie, że nie pozwolę, aby coś stało się tej dziewczynie.Poczułam, że nie wszystko wiedziałam sama o sobie. Ja, wiecznie samolubna z konieczności, postanowiłam przejąć się kimś bez osobistych korzyści. Wiedziałam, że jest ze mną coś nie tak, ale żeby aż tak się zmieniać? Wtuliłam się w nią, nucąc cicho kołysankę z dzieciństwa.
- Tam gdzie kończy się morze, zaczyna ognisty brzeg. Czekała królewna, czekał krystaliczny śpiew. Więc córko żywiołu, pamiętaj słowa me. - Śpiewałam coraz ciszej, coraz bardziej kierując słowa ku dziewczynie.
- Znam tę kołysankę, została stworzona po tej stronie i śpiewana prosto do ucha każdego dziecka tylko raz, zaraz po jego narodzinach. Skąd ją znasz? - Spytała zdziwiona.
- Mojej matce kiedyś śpiewała to jej matka, która słyszała ją co wieczór z lustra. - Wyjaśniłam.
- Po drugiej stronie lustra jest ognisty brzeg, gdy żywioły poznasz, zachowaj słowa me.
- Nigdy już nie wrócisz, lecz nie martw się, jest tylko jeden sposób, szukaj miłości swej. I wtedy zawsze kończyła śpiewać, a rozpoczynała od początku historię wróżki. - Zapłakałam cicho, patrząc w jej oczy. Chyba zrozumiałam sens owej historii. Popatrzyłam w oczy Mally. Zobaczyłam tak wielką pustkę, jakby ktoś wypłukał z nich każde uczucie, oprócz czegoś czego, nie potrafiłam nazwać. Dziewczyna ujęła moją twarz w dłonie, nie pozwalając mi odwrócić wzroku od jej oczu. Była tak blisko mnie, że nasze usta niemal się stykały.Po kąpieli położyłam się w przygotowanym dla mnie pokoju. Już prawie zasypałam, gdy usłyszałam szepty dwóch osób za oknem, zdecydowanie skierowane ku mnie.
- Witaj. Co o nas wiesz? - Spytał jeden głos.
- Czemu tu jesteś? - Odezwał się drugi.
Cicho wyszeptałam, że ściągnęła mnie tu Mally i o nich nie wiem nic, bo dopiero odkrywam l nowy świat. Pożegnały mnie szepty proszące o spotkanie dnia następnego. Zasnęłam, czując dziwne uczucie, że mogę im zaufać, ale poza domem czai się też coś złego. Tej nocy śniła mi się dziewczyna o czarnych włosach i wesołym spojrzeniu, biegająca po polanie jak z bajki. Nagle coś się zmieniło, wzrok dziewczyny stał się pusty, oczy zupełnie białe, a trawa pod jej nogami zaczęła więdnąć. Dziewczyna straciła całą energię i zaczęła płakać z bezsilności, a z jej oczu leciały czarne łzy. Czułam jej emocje, ona nie chciała nic niszczyć. Tak mi było jej żal, lecz wtedy znów nastąpił przełom. Ona pogodziła się z własnym losem i niszczenie wszystkiego wokół zaczęło dawać jej na jakiś sposób szczęście. Powoli zaczęłam bać się tej dziewczyny, wokół której utworzyła się aura mroku. Gdy popatrzyła na mnie, obudziłam się przestraszona. Nic nie zostało z tego, jaka kiedyś była. Po otworzeniu oczu, zobaczyłam wschodzące słońce. Uśmiechnęłam się blado, patrzac przez okno. Przez sekundę przed oczami przemknęła mi ciemność.Pomyślałam, że mi się przewidziało, przecież ona mi się tylko przyśniła. Z myśli wyrwał mnie cudowny zapach śniadania. Pochodzenia dania nie znałam, jednak posiłek był najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam.
- W nocy słyszałam, że rozmawiałaś z Jyou i Omi. Czekają już na ciebie na Martwej Polanie. To jakieś dziesięć minut drogi tą ścieżką. Tylko nie zatrzymuj sie w ciemniejszych częściach lasu i nie rozmawiaj z nikim ,aż nie dojdziesz na miejsce. - Ostrzegła mnie Mally. Martwa Polana? To tak bardzo kojarzy mi się z minionym snem. Wyruszyłam w drogę. Czekała mnie niespodzianka.
Tytuł: Bo nigdy nie wiadomo co bedzie potem. Cz.1
Para: niespodzianka w tej części.
Postaci: fikcyjne
Od autorki: Dawno mnie nie było ale Mai wita sporotem z opowiadaniem gdzie fikcja łączy się z rzeczywistością. Lustro mam w mamy telefonie więc jak odzyskam wstawię. Narazie macie coś co ma bliżej do fikcji niż rzeczywistości jednak z czasem wspowadzę więcej rzeczywistych wątków. Zapraszam do lektury.
Wersja niebetowana, z betą niedługo.
To był piękny, deszczowy dzień witając mnie, nowego ucznia w szkole. Od rana patrzyłem jak wyglądał świat ale do tej pory się pogoda nie zmieniła co nie jest dziwne tu gdzie jestem. Wczoraj dostałem cienką ale ciepłą kurtkę na deszcz. Idąc ulicą oglądałem wszystkich po drodze bo się nie śpieszyłem. Każdy był inny ale każdy biegł w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Lekkimi, sprężystymi krokami podążałem naprzód wtapiając się w bezbarwny tłum. Każdy wokół mnie miał taką samą kurtkę i szedł z małą teczką. Tylko ja bo choć w nowym płaszczu wyglądałem może podobnie to jak przyjrzeć się lepiej można zauważyć ciemne rurki i inne niż u większości włosy. Dreptałem między ludźmi z tym swoim metr dziewięćdziesiąt które tu nic nie znaczy a przynajmniej dla mnie za mało jest znaczące. Mimo podobieństw każdy człowiek jest inny a ją czytałem z ich twarzy znudzenie, strach, smutek i wiele innych złych emocji jednak także zadowolenie czy nawet dumę z siebie. Droga prowadziła mnie spokojnie w stronę mojego nowego miejsca edukacji. Spokojna droga i nijacy ludzie dawali to dziwne uczucie pustki. Brakowało mi gwarnego miasta gdzie każdy zazdrościł drugiemu a małe zmartwienia nabierały wielkich rozmiarów. Teraz życie toczyło się wolniej jakby chcąc pokazać mi każdy gorszy zakamarek Londynu. Mgła poranna wciskała się wszędzie gdy dochodziłem do celu swojego spaceru. Wszedłem do budynku patrząc na uczniów. Popatrzyłem na swój nowy plan i ruszyłem pod klasę. Nareszcie jest ten gwar który dodaje mi energii. Niedaleko mnie stał jakiś chłopak gadając z nauczycielką. Był bardzo ładny, ciemna grzywka prawie dotykała jego ramion, ubrany był w ciemną bluzkę i czarne rurki opinające jego nogi. Był lekko pomalowany ale mimo swojego wyjątkowego wyglądu świetnie dogadywał się z nauczycielką. Sam nie miałem aż takiego szczęścia, zwłaszcza gdy mój kontakt z Polską się ograniczył. Mało rzeczy było już dla mnie ważnych. Usiadłem na parapecie i patrzyłem się na chłopaka.
~-~~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~~-~-~-~-~-~
Dzień był bardzo ładny chociarz deszczowy jednak do tego zdążyłem się już przezwyczaić. Uczniowie kłębili się w korytarzach, był jednak jeden nowy chłopak teraz patrzący na niego z parapetu, nie był brzydki, był nawed bardzo ładny jednak jego wzrok zza brązowej cieniowanej grzywki przeszywał człowieka na wskroś. Grzecznie przeprosiłem nową nauczycielkę od biologii i podszedłem do niego.
- Musisz się tak na mnie gapić? Rozumiem że jesteś tu nowy i nie znasz się na hierarchii w tej szkole ale JA tu rządzę i nie życzę sobie abyś się na mnie gapił.- Wyrzuciłem z siebie z prędkością karabinu maszynowego w stronę tego pięknego chłopaka. Chwilę czy ja właśnie nazwałem tego Nowego pięknym? Ufff, raczej nie jest piękny, co z tego że ma ładne, hipnotyczne oczy, zgrabną szyję a przez dość przyległą do ciała koszulkę można zauważyć lekko zarysowane mięśnie, pewnie ma też słodkie usta. Eh, miałem szukać wad a nie rozmyślać o smaku jego warg. Oblizałem usta mierząc go od stóp do głów.
- I kti na kogo się teraz gapi?- Spytał ironicznie gdy moje oczy skończyły go oceniać. Nie zauważyłem gdy wstał. Był ode mnie jakieś 5-10 cm wyższy a przez zmianę pozycji prawie się stykaliśmy ciałami. Nieźle mnie wkurzył tym swoim spokojem. Nie ma prawa mnie ośmieszać przed całą szkołą, wogule nie ma do tego prawa.
- Oceniałem w jaki sposób zdasz dobrze matematykę u naszego psorka. Nie martw się, jak nie umiesz to i tak możesz zdać na 6 tylko cię trochę tyłek poboli- zaśmiałem się. Jego policzki oblał piękny szkarłat a on się ironicznie uśmiechnął, czyżby jednak miał ochotę na takie poprawy… i nie tylko? Uśmiechnąłem się krzywo odchodząc.
- Powodzenia w MOIM świecie.- Powiedziałem na odchodnego wysyłając mu buziaka. Może już niedługo się przezwyczai, szkoda mi go ale musi się nauczyć tu żyć. Niewielu nowym pomagam ale nad nim się zastanowię. Mam chyba słabość do tego chłopaka.
~-~~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~~-~-~-~-~-~
Zszokowany stałem jak wryty. Skąd on wiedział cokolwiek o mnie? I w jakim jego świecie? Przecierz tu w Londynie ceniłem tę tolerancję jakiej nie zaznałem tak dużo w Polsce. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero dzwonek na lekcje. Podszedłem do sali gdzie miałem mieć lekcje. Wchodząc do sali pomyślałem że ten ironiczny chłopak wysłał mu buziaka.Ze szczerym uśmiechem stanąłem przed swoją nową klasą. Jakaś nauczycielka popatrzyła na mnie i na ludzi w ławkach, przywołała mnie do siebie ruchem ręki.
- To wasz nowy kolega a mój uczeń Adrian...- Nie pozwoliłem kobiecie dokończyć.
- Wystarczy Hiroki- powiedziałem z szerokim uśmiechem.
- Oczywiście, tak więc usiądź w ostatniej ławce z Dominikiem. Mam nadzieję że się polubicie bo to on cię oprowadzi po szkole.- Kobieta wskazała na ławkę przy ścianie w której siedział z wyszczerzem chłopak którego miałem przyjemność już poznać na korytarzu. Na chwile uśmiech zszedł z mojej twarzy jednak po chwili znów przywołałem go siadając do ławki z moim "kolegą".
- Witam znowu. - Powiedział cicho z bananem na twarzy. Widać że sytuacja go niezwykle cieszyła. Skoro na korytarzu już odkrył rownież z dumą moje "upodobania" to mogę mieć z tej znajomości jakieś korzyści, myśle że może być nawet niezła zabawa. Z tą myślą uśmiechnąłem się do niego.
- Witam, mam nadzieję że siedzenie ze mną ci nie przeszkadza.- Powiedziałem z anielskim uśmieszkiem.
- Oczywiście że nie przeszkadza, chciałem cię bliżej poznać.- Odpowiedział patrząc mi w oczy, jego były głębokie jak studnie i takie intensywnie niebieskie.
- A jak blisko chciałeś mnie poznać?- Spytałem ironicznie choć z jednoznacznym błyskiem w oczach.
- Jak tylko blisko bym mógł cię poznać.- Zawinął na palec kosmyk moich włosów bawiąc się nim.
~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~
Jego włosy były takie jedwabiste, wpadłem w trans bawiąc się tymi złoto-brązowymi pasmami.
- Dominik, jesteśmy w klasie a ty nie chcesz chyba żeby wszyscy zoriętowali się że podrywasz nowego ucznia- Zaśmiał się do mnie cicho Hiroki. Ten śmiech taki cichy i dźwięczny zabrzmiał w moich uszach przywracając mnie rzeczywistości. Popatrzyłem zagubionym wzrokiem szukając czegokolwiek w jego oczach. Gdy znalazłem pewien szczegół przytłoczył mnie on swoją intensywnością. Wzrok Hirokiego przeszywał mnie na wskroś. Coś w tych jego ciemnych oczach działało w taki sposób że czułem się psychicznie nagi, jakby te oczy przeczytały każdą moją myśl i pragnienie. Śmiały się one do mnie ukazując mi że ten chłopak jest ładniejszy niż mi sie to z początku wydawało.
- Po lekcji pokażę ci szkołę i poznam z tutejszą elitą. Od dziś i ty w niej bedziesz jeśli nie pozwolisz się nikomu zmiażdżyć.
Lekcja minęła na rozmowach i w różnej miarze dwóznacznych słowach i zachowaniach. Po dzwonku podszedł do nas rudy chłopaczek chyba chcący wybawić Dominika z towarzystwa "tego nowego" jednak po chwili rozmowy uprzejmie przywitał mnie i pogratulował tak szybkiego wejścia do "klubu". Podobno wielu uczniów latami stara się o przychylność Dominika a ja mam to od tak sobie. Nadal nie wiem co to jest ten "klub", dlaczego jest tak elitarny i czemu ja się do niego dostałem?
- Jestem Hiroki- powiedziałem pewnie.
- Miło mi, jestem Kamil
-Tak, to nasza dobra duszyczka, jak bedziesz czegoś potrzebował to bij do niego jak w dym. Prawda ty mój kochany. rudzielcu?- zaśmiał się Domimik.
- Jasne moj licencjonowany idioto. Poza tym sądzę że chłopak nieźle u nas namiesza w klubie.
- Byle tylko nie miał zapędów przytwódczych i będzie ok. - Wyszczerz na twarzy czarnowłosego był ogromny.
- A czemu dostałem sie do tego klubu zaraz pierwszego dnia?- Spytałem niewinnie.
Rudy popatrzył na Domimika z naganą. Chyba wiedzieli coś czego ja nie wiedziałem.
~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-
- Domi to naprawdę jego pierwszy dzień? Znam cię i wiem kogo przyjmujesz do klubu ale czy nie sadzisz ze on ci sie nie da?- Powiedziałem dwuznaczne patrząc na przemian na Dominika i Hirokiego. Domi może nie był niski ale niższy od drugiego chłopaka.
- Narazie jesteśmy na jednym poziomie a do klubu mogę przyjmować nie tylko w celu podporządkowania się mi.
- Chłopaki, moglibyście mi wyjaśnić o co chodzi?- Spytał Hiroki zdezoriętowany.
- Jeśli Domi będzie sie zachowywał jak trzeba to o nic.- Powiedziałem wysyłając do wspomnianego spojrzenie mówiące że nie osiągnie tego czego chce.
- To bedzie sie zachowywał może tak jak mi będzie pasować?- Spytał Hiroś z uśmiechem.
- Witamy w klubie Hir. Wiem że coś w nim zmienisz na lepsze.
Zaprowadziłem chłopaka do podziemnego pomieszczenia na tyłach bloku Domiego. To był prawdziwy klub. Nie dziecięca zabawa a miejsce wiecznych imprez.
CDN...
Tytuł:"..."
Rodzaj: biały wiersz
Od autorki:Wiem powinno być opowiadanie ale ze względu na sytuacje jaka teraz jest opko bedzie dopiero szło do bety a wstawie to co napisałam przed chwilą na skutek przeżyć.
Koniec
Otchłań smutku
Ciągły krzyk
Histeria serca
Agresja wewnętrzna
Miłość
Całkowite załamanie
Irytacja
Egoizm
Tęsknota
Asertywność
Tolerancja
Odosobnienie
Tytuł:Dwa światy-Druga strona lustra cz.2
Para: Miko x Mally
Dedyk: dla Kiry
Beta: Lulu-chan
Postaci: Exist trace
Od autorki: Witam potworki moje wy kochane. Poznałam Lulu, gadam sobie z Lulu, Lulu naprawiła Sadako, Lulu mi zbetowała opko. Sens z tego taki ze już kocham Lulu. Źle sie czuje jak zawsze przy roztopach ale nie bede już was zanudzać.
Julietta: To ja ich pozanudzam bo przegrałam zakład.
Mai: Tak przegrałaś i nie zanudzaj bo mi uciekną ludzie zanim przeczytają.
Julietta: O to mi chodzi.
Tytuł: Dwa światy-druga strona lustra
Dedyk: Dla Kiry
Paring: Mally x Miko
Beta: Sadako-chan
Postaci: Exist Trace
Od autorki: Mai: znów pisze choć potworki nie mają widocznie poczucia obowiazku do komentowana i dodawania mi tym otuchy. Nie bójcie się, przycisk "komentuj" nie gryzie. Dziękuję mojej becie za tak piękne zbetowanie tego opowiadania które było początkowo okropne, nie zamierzam tak tego skończyć i o to sie nie martwcie
Julietta:Jakby oni sie martwili...
Mai: Pokarzcie ludzie że ta menda-wena nie ma racji...
Julietta: Sama jesteś menda a racje mam... Przecierz i tak tego nikt nie komentuje oprócz Sadako.
Mai: Ludzie pokarzcie ze żyjecie...
To tak w ramach walki z weną-mendą... i coś od mojej bety i jej kolerzanki z TV...
"Polecam Ewa Wachowicz" :D
Prosze bardzo Sadako...
Noc jak każda inna - spędzona na imprezie. Parę drinków, kilka ciekawych znajomości o których zapomnę nad ranem… Jednak dziś czułam, że stanie się coś ważnego.
Nim zdążyłam do końca się nad sobą rozkleić byłam w łazience, jednym z obskurniejszych pomieszczeń na imprezie. Ustępowała ona pod tym względem jedynie „tanim pokojom” które wynajmowane są zazwyczaj na kilka godzin. Przymuszona jedynie silną potrzebą skorzystania z ubikacji. Tutaj było okropnie, odrapane i pomazane ściany w połączeniu z „gołą” żarówką dyndającą pod sufitem i świecącą słabo na obdrapane umywalki. Tuż nad nimi na upapranej ścianie wisiały lustra, jedyne chyba w tym budynku. Umyłam ręce i postanowiłam poprawić makijaż. Gdy wychodziłam usłyszałam śmiech dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się za siebie lecz nikogo tam nie było. Pomyślałam, że coś mi się przesłyszało, jednak znów ktoś się zaśmiał. Głos dobiegał znad umywalki, jednak tam nie było nic poza lustrami. Przyjrzałam się im dokładnie i dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie moja twarz się w nich odbija. To co ujrzałam nie zachwyciło mnie zbytnio. Postać płci nieokreślonej- zakładam, że kobieta- patrzyła prosto w moje oczy.
Choć chciałam, nie mogłam ruszyć się z miejsca. Byłam zbyt zszokowana i zaciekawiona ową dziewczyną z lustra.
- Kim jesteś?-spytałam. Dziwne uczucie mówić do lustra, jednak wiedziałam że muszę coś powiedzieć bo inaczej dziewczyna zniknie. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi coś mnie do niej ciągnęło, coś mnie w niej intrygowało.
- Jestem każdym i nikim, dobrem i złem. Jestem Mally, podejdź do mnie.
Mimowolnie ruszyłam w jej kierunku. Czułam że tak trzeba, że muszę jej wysłuchać bo to jedyna szansa by coś zmienić. Gdy byłam tuż przy lustrze dostrzegłam jej oczy, mieniące się barwami o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zobaczyłam palący się w nich ogień jednak na ich dnie, tam gdzie ogień nie docierał ujrzałam samotność. W wisiorku na jej szyi przelewał się płyn w kolorze krwi, a każdy ruch tej substancji kusił swym pięknem. Teraz gdy jej tęczówki przewiercały moją duszę na wylot, a moje serce powoli zaczęło bić w tempie jej wisiorka zastanowiłam się co by było gdybym uciekła gdy był na to czas.
Gdy byłam już z nią niemal jednością dziewczyna odezwała się.
- Już jestem pewna że to ciebie szukałam. Do zobaczenia po mojej stronie lustra!
I zniknęła, zostawiając mnie samą z niepoukładanymi myślami. Nie wróciłam już na imprezę, nie interesowała mnie. Nagle spojrzałam na nią innymi oczami… Tak, jakbym nigdy nie należała do tego skłębionego tłumu cuchnącego mieszanką potu, perfum i alkoholu. Teraz ci ludzie mnie obrzydzali tańcząc i przystawiając się do siebie. Kiedyś miejsce idealne do zapomnienia ujrzałam jako starą, odrapaną salę z obrzydliwymi ludźmi. Postanowiłam wrócić do domu,jeżeli mogę tak nazywać nadal ten budynek który służy mi jedynie do spania. Moje życie nie ma sensu. Jem tyle ile dadzą mi z ośrodka pomocy, pije gdy ktoś mi postawi drinka i śpię w domu ojca dla którego już mogłabym nie żyć. Mieszka tu też moje rodzeństwo- siostra i brat. On wyrasta na takiego samego skurwiela jak ojciec, a Mina sprzedaje się bo boi się że jak nie da mu pieniędzy na alkohol to ją zabije jak matkę.
Obudziłam się na jakiejś polance… a może nadal śnię?
Jak by nie było, wstałam i ruszyłam przed siebie. I tak nie wiem gdzie jestem, a trochę marszu nie zaszkodzi. Z każdym krokiem oddalałam się od polanki, a las stawał się coraz gęstszy.
Nagle między koronami drzew ujrzałam dym. Ktoś musi być w pobliżu. Biegłam. Ktoś tu jednak jest. Ucieszyłam się, a łza spłynęła mi po policzku. To nie mógł być sen, bo już bym się obudziła. Gęsty las tarasował drogę do dymu cierniami, ale ja biegłam nie zważając na ból. Byle tylko dotrzeć do źródła.
Łzy rozmazywały mi widok na świat, nie wiedziałam gdzie biegnę, nie czułam bólu, wiedziałam jedynie, że maska mojej codzienności zniknęła i jestem teraz niezwykle krucha. Przede mną wyłoniła się niewielka chatka, to ona była źródłem dymu który zobaczyłam. Zapukałam do drzwi, po drugiej stronie usłyszałam ciche stąpanie i ów dziwnie zachrypnięty głos dziewczyny z lustra.
- Kto puka?- spytała Mally
- To ja, Miko. Wpuść mnie, proszę.
Drzwi otworzyły się, a w progu ujrzałam postać dziewczyny. Była ubrana w ciemno zieloną suknię i miała na szyi naszyjnik, który teraz zdecydowanie poruszał się w rytmie mojego serca. Nie wiedziałam jak się zachować, smutek przeważał nad zadowoleniem. Dziewczyna zaprosiła mnie do siebie. Nie jest człowiekiem, mimo to wyglądała niemal jak normalny człowiek. Nie interesowało mnie teraz nic poza odpoczynkiem, chciałam wreszcie rozluźnić mięśnie. Gospodyni zaprowadziła mnie bez słowa do pomieszczenia które ze spokojnym sercem mogłam nazwać łazienką. Poprowadziła mnie do bali z gorącą wodą, zostawiła ręcznik i wyszła z pomieszczenia zamykając bogato zdobione drzwi.
Dopiero teraz obejrzałam dokładniej łazienkę kobiety. W całym pomieszczeniu znajdowały się porozstawiane czerwone i fioletowe świece, tak ładnie współgrające z niemal czarnym drewnem na ścianach. Na środku łazienki stała bala z wodą pachnącą przyjemnie różami. Powoli zanurzyłam się w wodzie rozluźniając swoje mięśnie. Wokół mnie unosił się zapach róż i świec które po jakimś czasie zaczęły uwalniać swój subtelny aromat. Utonęłam w zmieszanych woniach które utworzyły zapach piękniejszy niż najlepsze perfumy. Po pewnym czasie zasnęłam ukołysana przez cudowny zapach.
Nad ranem obudził mnie świt, ku mojemu zdziwieniu obudziłam się na odrapanym, okropnym poddaszu, miejscu gdzie spałam od wielu lat. Czyli jednak to był tylko sen...
Tytuł: Bańka
Paring: Aoi x Uru (Die x Uru)
Beta: Sadako-chan
Postaci: The GazettE
Od autorki: Witam moje potworki. Drugi miesiąc a ja mam już ponad 150 wejść, nie jest źle. Proźba do was, niby czytacie a nie komentujecie, jak nie macie pomysłu to napiszcie chociarz "przeczytałam/em" żebym wiedziała ile osób naprawdę to czyta. Proźba do Sadako, męcz mnie o nowe opka bo potworki mnie nie motywują do pisania brakiem komentów. I ogłoszenie, Mai wraz z Sadako założyły bloga o naszych super odpałach i nie tylko. Jak ktoś zainteresowany może zerknąć na moje blogi, niedługo blog ruszy. To tyle, życzę miłej lektury.
- Odchodzę- to były pierwsze słowa po jego powrocie z trasy. - Poznałem kogoś, kobietę. Nie potrafię więcej żyć wytykany palcami, może gdybyśmy nie byli sławni...nie, po prostu koniec z nami.
Wbiło mnie w podłogę, jak on tak mógł... Ja go tak kocham, to nie może się tak skończyć. Po moich policzkach spłynęła łza. Rzadko płakałem… Nawet bardzo rzadko, ale teraz nie potrafiłem tego zatrzymać. Stałem tak patrząc tylko na niego, płacząc i nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem. Chłopak jeszcze chwilę obserwował mnie i wyszedł z mojego mieszkania, zostawiając za sobą pustkę. Gdy jego tu nie było czegoś potrzebowałem, czegoś mi brakowało. Gdy wyszedłem z szoku usiadłem na kanapie i rozkleiłem sie do końca, siedziałem i płakałem jak dziecko. Tak bardzo chciałbym to naprawić, cofnąć czas i nie puścić go w trasę, zrobić cokolwiek aby go nie stracić. Gdyby teraz ktoś wszedł do mieszkania zobaczyłby dorosłego już faceta płaczącego i kiwającego się jak w chorobie sierocej. Nie lepiej się też czuję, moje serce zostało złamane... Płacząc zasnąłem na jakieś dwie godziny po czym obudził mnie ciągły i nieustający dzwonek telefonu. Z wielkim bólem głowy, czerwonymi od płaczu oczami i ogromnym dołem odebrałem telefon od Kaia.
- Ty wiesz która jest godzina?!-krzyczał do słuchawki rozwścieczony.
- Około szóstej?- spytałem z nadzieją.
- Dziesiąta! Jest godzina dziesiąta, a ty powinieneś być na próbie od GODZINY! -wrzeszczał perkusista po czym rozłączył się. I dobrze bo moja głowa ledwo wytrzymywała ten jego wrzask. Ubrałem się i wyszedłem na próbę.
Nie malowałem się zbytnio, tylko tak by ukryć stan jaki zawdzięczam przepłakanej nocy. Po drodze jeszcze ogarnąłem trochę fryzurę. Gdy byłem na miejscu wyglądałem już jak człowiek, założyłem tylko okulary przeciwsłoneczne by ukryć oczy i ruszyłem w stronę sali. Moje dotarcie rozpoczęło próbę. Niestety nie szło mi za dobrze, ciągłe myśli o Nim skutkowały tym że albo nie grałem albo fałszowałem. To był zły pomysł by w ogóle przyjeżdżać.
- Co to ma być? Najpierw się spóźniasz a jak łaskawie się pojawisz to grasz jakbyś pierwszy raz w życiu trzymał w ręku gitarę.- Wydzierał się na mnie Kai.
-Daj chłopakowi spokój, źle sie czuje- powiedział Aoi.
- Dzięki- uśmiechnąłem się pierwszy raz od wczorajszej sytuacji.
Po próbie która skończyła się równo z cierpliwością Kaia poszedłem na piwo z Aoim, przecież to mój kumpel, ma prawo wiedzieć co mi jest. Z jednego piwa, zrobiło się więcej, z wyżalenia się kumplowi wyszły wielkie smutki jaki to ja nieszczęśliwy. Szczęście że Aoi to wszystko wytrzymywał i jeszcze mnie nie zdzielił przez łeb za gadanie głupot. Słuchał co mam do powiedzenia, do czasu pewnego pytania.
- Aoi, a ty byś mnie tak porzucił? -spytałem już nieźle podchmielony. Podobał mi się. Ciepło rozeszło sie po moim ciele.- Nie, nie zraniłbym cię tak jak on to zrobił.- powiedział, tuląc mnie do siebie. Nagle poczułem się bezpiecznie i miałem wrażenie, że teraz już nic złego nie może się stać.
Wtuliłem sie w niego jeszcze bardziej.
- Dziękuję.
Chłopak odsunął sie ode mnie tak abym patrzył mu w oczy.
- Nie masz za co mi dziękować, ten wypad jest najlepszym co mnie dzisiaj spotkało.- po tych słowach musnął moje usta swoimi. Nie mogłem uwierzyć, ale zapragnąłem by ta chwila trwała wiecznie, nie mogłem jednak stracić jeszcze jego, to by mnie zabiło.
- Kocham cię- powiedział cicho znów mnie tuląc.
- Ja chyba ciebie też, ale nie chcę znów cierpieć.- Przyznałem ze smutkiem, dopiero teraz zrozumiałem że nie kłamie... Naprawdę go kochałem.
- Powiedziałem ci już, że cię nie skrzywdzę.
Znów mnie pocałował, tym razem dłużej, instynktownie rozchyliłem wargi by dać mu dostęp do wnętrza swoich ust. Wykorzystał to skwapliwie i pogłębił pocałunek. Cały świat wyparował, byliśmy tylko my. Z otępienia zbudziła mnie jego dłoń błądząca po moim ciele. Nie wiem co spowodowało moją reakcję ale uciekłem stamtąd zostawiając go w szoku. W drodze stronę mieszkania otrzeźwił mnie nieco zimny wiatr. Wbiegłem do domu i znów się rozbeczałem.Coś ostatnio jestem zbyt podatny na łzy, wcześniej były prawdziwą rzadkością. Ale gdy poczułem jego dotyk tak delikatny choć stanowczy przypomniały mi się te wszystkie noce gdy Die dotykał mnie tak, by potem mnie poniżać i przelecieć. Nie, nie mogę myśleć o czerwonowłosym, gdy właśnie odkryłem smak PRAWDZIWEJ miłości. Bez upokorzeń i "złego dotyku".
Następnego dnia przyszedłem przed salę godzinę przed próbą, musiałem pomyśleć ale nie chciałem się znów spóźnić.
- A ty co tak wcześnie?- wyrwał mnie z rozmyślań głos mej miłości, jeśli mogę już go tak nazwać.
- Musiałem pomyśleć... przepraszam za wczoraj, nie wiem czemu uciekłem. -spuściłem oczy choć i tak siedziałem na ziemi z podwiniętymi pod brodę kolanami. Podniósł mój podbródek tak bym spojrzał mu w oczy.
- Nie gniewam się.- powiedział całując mnie przelotnie.
Ustawiliśmy się w sali i nastroiliśmy instrumenty (dop.aut. Mi tylko to się kojarzy?) i po jakimś czasie brzdąkania bez celu pojawiła sie reszta. Oczywiście szok Kaia był niesamowity, gdy spotkał nas już w środku brzdąkających i gotowych do gry.
- A co wy takie ranne ptaszki, zazwyczaj was z wyra wyciągnąć nie mogę a tu nagle siedzicie i gracie PRZED czasem. –tak, był zdecydowanie zszokowany.
- Musiałem pomyśleć, a co lepsze do myślenia niż brzdąkanie na gitarze? –zaśmiałem się.
- Dobra koniec gadki, gramy jak jesteśmy w komplecie.
Dzisiaj próba była nareszcie udana, zero krzyków czy innych niedogodności. Zakończyła się w równie dobrym humorze jak się zaczęła. Najlepsze jednak było zakończenie, gdy Aoi zaprosił mnie do parku. Droga była bardzo przyjemna, szliśmy trzymając się za ręce i okazując sobie lekkie czułości. Gdy przekroczyliśmy bramę parku coś zakryło mi oczy.
- Co to? -spytałem zaintrygowany.
- Powiedzmy że pożyczyłem coś od Reity -zaśmiał się chłopak.
- Jak się dowie, że zabrałeś bez jego wiedzy to cię zabije. -ostrzegłem ze śmiechem.
- Ma tego tyle że nie zauważy. -powiedział mi do ucha, prowadząc mnie przez park. Po pewnym czasie doszliśmy na jakąś polankę co zauważyłem gdy zdjął mi chustkę Reia z oczu. Dokładniej była to polanka gdzieś w centrum parku bo nie widziałem stąd prawie miasta. Gdy odwróciłem się w stronę gdzie powinien stać Aoi zauważyłem jedynie mały koszyk na kraciastym kocu. Usiadłem na nim i zajrzałem do kosza, w środku znajdowało się jedynie opakowanie z bańkami mydlanymi.
Zza drzewa wyłonił się Aoi, podszedł do mnie kocim krokiem, pocałował mnie i zaczął puszczać bańki. Nagle wyszła mu taka piękna, duża. Wylądowała na trawie i pękła. Widząc moje zaciekawienie tym zjawiskiem przerwał tą magiczną ciszę.
- Miłość jest jak bańka mydlana: gdy pęknie, drugi raz taka sama już nie powstanie - lecz nowa może być jeszcze piękniejsza.
Po wypowiedzeniu tych słów rzeczywiście utworzył jeszcze większą, mieniącą się wszystkimi kolorami bańkę która wylądowała na mojej bluzce w miejscu serca i niemal się w nią wtopiła.
- Kocham cię. -powiedziałem cicho. Tę piękną chwilę przerwał telefon.
- Chłopaki, nie widzieliście mojej ulubionej chustki? Tej białej.- Usłyszałem ze słuchawki głos Reity.
- Niestety chyba nie wiem o którą ci chodzi. -powiedziałem patrząc na podaną mi ze śmiechem przez Aoia chustkę.
- Dobra, nie zawracam już głowy ale jak znajdziecie to oddajcie. –dodał, po czym się rozłączył. Wybuchliśmy śmiechem.
- A nie mówiłem? -powiedziałem cynicznie.
- Jednak zauważył. -zaśmiał się, po czym mnie pocałował. Oddanie Reiowi jego szmaty zeszło na dalszy plan…
Tak więc dam potworkom coś na zachętę do komentowania...kolejną część "tego czegoś"
wierszo-coś 3
Reita kochany
W trupa zalany
Kolo niego Uruha
Jakiegoś rudzielca rucha
Rudzielec placze
Az czekoladę zobaczy
Po wrazeniach Uru kawę wypijeI kawaii rudzielca umyje.
wierszo-coś 4
Bo zoofilem brat jego Roi
Tam gdzie las
Ruki w mleku kozy kapie się i nie ma nic do tego.
Mówi ze Kai kiślu nie lubi
Dla niego to majonez to w smaku raj.
Tytuł: Nie chciałam by ktoś znów mnie skrzywdził...
Parka: Viatonta x Ensign
Źródło: Moja głowa
Dedyk dla: Sadako-chan
Ostrzeżenia: Brak bety (jak ktoś zna niech poleci)
Od autorki:Witam moje potworki, wiem ze nie miałam wstawiać ale macie tutaj takie małe opko oparte w części na przeżyciach pewnej bliskiej mi już osoby.
Dostałam nominacje do Blog Liebster Award, dzięki.
Pytanka do mnie od Pesymistycznej Optymistki
1. Malujesz się na co dzień?
Czasem
2. Spodnie czy spódnica/sukienka?
Zalerzy od sytuacji
3. Ile masz lat? - Na ile się czujesz?
Mam 14/15 czuje sie na jakieś 16
4. Uważasz się za towarzyską, czy raczej jesteś typem samotnika?
Zazwyczaj samotniczka z przymusu
5. Co masz po swojej lewej stronie?
Ściane z plakatem The GazettE
6. Jesteś zakochana?
Zakochana nie, alle kocham kilka osób
7. Jaki masz kolor pokoju?
Zielony
8. Uważasz, że Liebster Award to fajna zabawa, czy wręcz przeciwnie?
Pokazuje blogi kture sie podobają dzieki temu ich właściciele czują się docenieni.
9. Psy czy koty?
Kotki
10. Do której klasy chodzisz?
II gim
11. Masz już ferie?
Od piątku
Dla innych
1. Pierwszy typ bloga który cie zainteresował?
2.Portale społecznościowe?
3. Wiek twojej pierwszej miłości?
4. Cechy szczegulne?
5. Jaki masz/ chcesz mieć kolor włosów?
6. Mangi czy Anime?
7. Ile lat masz?
8. Ile masz blogów?
9. Podoba ci się moj blog?
10. Miasto w którym mieszkasz?
11. Masz już kogoś na walentynki?
Nominacje wpisze w komentach potem.
wierszo-coś 1
I jednorożec skacze przez belkę
Kai swój majonez pożera łyżkami
I Uruha pije już z nami
Z chłopakami więc zagrajmy
Z Kaiem majonez wżerajmy
Niech Uruha nadal pije z nami
Chodźmy, poskaczmy z jednorożcami
Nakręcimy pornola w kościele
ReiRei i Aiji to przecież niewiele
Więc zapraszamy lizakożercę
Żeby było ich tam więcej
"Zapraszamy do kościoła!"
Razem z nami moher woła
Że tam Kai-ksiądz w konfesjonale
Uruszkę posuwa-nikt nic nie wie wcale
wierszo-coś 2
My kochamy chujwielowąty!
Macie jakieś wąty?
Reita z Uru
Uru z Rukim
Między nimi cztery dupy
Trzy Julietty
Cztery Anie
Kijem jebły Kaia w banie.
Nie wierzycie?
To zobaczcie!
Że was nie ma
tutaj płaczcie.
Witam znowu, postanowiłam zrobić wszystkim kare za brak komentów i wstawiam z opuznieniem.Na lenia każde wytłumaczenie dobre. Od teraz wstawiam w poniedziałek po pierwszym komencie pod notką. Opowiadanie napisane z moją Chinatsu.
Miyavi-Chinatsu
Uruha-Mai
Miyavi
Zimno, jest chyba na minusie, jeszcze przyszło mi lecieć do sklepu po wodę, Ugh. - Jak chciał bym pojeździć na lodzie poszedł bym na lodowisko ! Krzyknąłem wchodząc do domu i zdejmując kurtkę, usiadłem na krześle zamykając oczy, wzdychając ciężko, nie chciało mi się zdejmować butów. Wodę i papierosy rzuciłem pod szafkę do kuchni, spadły, ale nie ważne. Powolnie schyliłem się żeby zdjąć buty.
Uruha
Wyciągnałem komórke, do kogo by tu zadzwonić. Kai jak zawsze w papierach i nie ma czasu, Aoi u rodziny na święta a reszta zespołu czyli moi kochani Ruki i Reita pewnie się teraz seksią. I z kim tu pojeździć? Przeglądam kontakty i olśnienie. Dzwonie.
- Meev, nie miałbyś ochoty ze mną pojeździć na łyżwach?
Miyavi
Ledwo ściągałem buty, nagle telefon. O Uruha ? Już dawno z nim nie gadałem.
- Tak... mogę, w zasadzie nie mam co robić. Daj mi czas i miejsce, spróbuję się ogarnąć.
Uruha
-Dasz radę za godzinę na lodowisku w centrum?- mówię uradowany myślą że nie będę jeździł sam.
Miyavi
- Ok. Mam blisko, to do zobaczenia ! - odkładam telefon, od razu żywszy zdejmuję buty, biegnę na górę żeby się przebrać. Wyciągnąłem sobie z szafy jakiś komplet, założyłem go, i pobiegłem na dół, miałem jeszcze trochę czasu, więc zrobiłem sobie herbatę z miodem. Po rozgrzaniu się, ubrałem się i wybiegłem z domu.
Uruha
Uśmiechnięty idę powoli w stronę lodowiska po drodze zahaczając o jakiś sklep i kupując dobre czerwone wino, chowam je do torby i po chwili jestem na miejscu. Mam jeszcze czas wiec wypożyczam łyżwy i czekam.
Miyavi
Wchodzę do środka, widzę Urusia , macham Mu i uradowany podbiegam do niego.
- Hey ! - mówię z uśmiechem. Gdzie mogę wypożyczyć łyżwy ? Nigdy nie byłem akurat na tym lodowisku.
Uruha
-Tam jest kasa i wypozyczalnia- wskazuje na mały budyneczek. Gdy już założyliśmy łyżwy akurat zaczynała się nowa godzina. Szybko weszliśmy na lodowisko.
Miyavi
Lodzie, znowu się spotykamy ! - krzyknąłem jak debil, i zacząłem kręcić się w kółko.
Uruha
Gdy wszedłem na lodowisko spotkało mnie bliskie spotkanie z jego taflą.
- Au- powiedziałem dotykając bolącego policzka. - Zobacz dopiero zaczynam a ten mnie spoliczkował -zażartowałem.
Miyavi
Podałem Mu rękę i pomogłem się podnieść - Widzisz, wiedziałem że jest podły ha ha, zaraz go porysujemy - zażartowałem sobie. - To co jedziemy ? - zapytałem łapiąc go za rękę.
Uruha
-Jasne- powiedziałem rumieniąc się pod wpływem dotyku.
-Tylko trzymaj mnie za rękę żebym znowu się nie przewrócił.
Miyavi
Dobrze - odparłem z uśmiechem. Zaczęliśmy jeździć, wyglądał ślicznie, na jego policzku było jeszcze trochę śniegu, ustaliśmy, przetarłem mu policzek i nachyliłem się po pocałunku.
Uruha
Pozwoliłem mu się pocałować, dreszcze przyjemności przeszły po moim ciele, po raz pierwszy z takim natenrzeniem. Ugryzłem go delikatnie w wargę przy okazji dając dostęp do wnętrza moich ust.
Miyavi
Czułem że na tym lodowisku jesteśmy zupełnie sami. Moje ręce oplatały jego plecy. Zrobiło mi się ciepło, liczył się tylko on i jego usta.
Uruha
Wplotłem dłonie w jego włosy delikatnie za nie ciągnąc. Nagle jakaś łyżwiarka wpadła na mnie przewracając nas obu.
Miyavi
Popsuła wszystko, tyle miejsca na lodowisku a suka musiała wpaść akurat na nas, ugh, żeby nie było z tego siniaków, niedługo mam sesję. - Nic ci nie jest - spojrzałem na Uru, który leżał na tafli.
Uruha
- Nie nic, ale może przeniesiemy się gdzie indziej.- powiedziałem strzepując śnieg z tylka. - Zapraszam do mnie, napijemy się grzanego wina i sobie ...posiedzimy?- nie wiem jak przy ostatnim słowie zmieniło się to w pytanie.
Miyavi
No dobrze to chodźmy - Powiedziałem. Po chwili wyszliśmy z budynku. Sam spacer także przypominał łyżwy, tylko że gorzej, ale doszliśmy na aleję gdzie mieszkał, odkluczył drzwi i wpuścił mnie do środka.
Uruha
Usiedliśmy na kanapie, podgrzałem wino i podałem mu grzany alkohol ustami.
Miyavi
Miał takie gorące usta. Uru... - jęknąłem i wsunąłem się na niego i obcałowywałem jego tors.
Uruha
Mmm...-zamruczałem gdy poczułem jego pocałunki a ciarki przeszły po moim ciele kumulując się w jednym, najwrażliwszym miejscu.
Miyavi
Zdjąłem koszulkę, i nadal całowałem go, nadgryzając jego uszy i wargi. Było wspaniale, chciałem zatrzymać czas.
Uruha
Ten moment był magiczny, jakby nie istniał cały świat i bylibyśmy tylko my. Mimo tej przyjemności a może dzięki niej to co innego ukrytego pod za małymi już spodniami prosiło się o uwagę.
Miyavi
Po chwili zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania. Wszedłem w niego lekko, rękoma objął moje plecy i lekko wbijał mi w nie palce.
Uruha
- MOCNIEJ! Proszę,nie jestem porcelanową lalką- Niemal krzyknąłem.
Miyavi
- Mmmm - mruknąłem i zacząłem machać tyłkiem coraz mocniej, krew zaczęła pryskać, pomyślałem BATY, BICZE, BEATRYCZE.
Uruha
-Ach...-jęczałem z bólu i rozkoszy gdy trafiłeś w mój najczulszy punkt.
-Jeszcze raz!-krzyknąłem zachrypnietym głosem.
Miyavi
Zrobiłem jak kazał. Dziwiłem się że jeszcze nie padł ze zmęczenia, jeszcze nigdy tak mocno kogoś nie ujeżdżałem, myślałem ,że zajeżdżę go na śmierć.
Uruha
Po jeszcze kilku chwilach doszedłem z jego imieniem wykrzyczanym na całe gardło.Nigdy nie doszedłem tak obficie przed nim.
Wyszedł ze mnie nie wiedząc chyba co dalej jednak z podnieceniem widocznym w oczach. Położyłem go na plecach a sam nachyliłem się nad jego sterczącą męskością delikatnie ją liżąc.
Miyavi
Z góry patrzyłem na to co robi, sprawił mi nielada sielankę.
Uruha
Liznąłem po całej długości i zamknąłem to jakże delikatne miejsce między moimi wargami. Zajęczał z rozkoszy łapiąc mnie za włosy, dostosowałem się do twojego rytmu i zamruczałem czując że jesteś już blisko spełnienia. Zacząłem ssać samą główkę a ty doszedłeś prosto w moje usta. Wszystko przełknąłem i pocałowałem cię w policzek.
- Podobało się? - Spytałem z uśmiechem.
Miyavi
- Jeszcze pytasz ? - odparłem z dowcipem. - Jasneee ! Jeszcze z nikim nie było mi tak dobrze. - wyznałem i pocałowałem go w policzek
- Dziękuję.
Uruha
- Nie ma za co-powiedziałem- Wiesz co? Pyszny jesteś.
W tej chwili zadzwonił mój telefon grając na cały głośnik "aho matsuri".
Miyavi
- Heh- zaśmiałem się. Ma na dzwonek moją piosenkę, słodkie, pomyślałem i czekałem aż odbierze, byłem ciekawy kto to, zakłóca nam spokój.
Uruha
- Tak... Preszkadzasz a czego chcesz?...znowu?...dobra-powiedziałem z rezygnacją.
- To Kai, zwołał cały zespół na niezapowiedzianą próbę...i mówił że zachowuje się jak "Ruki wychodzący z mieszkania Reia".- dodałem ze śmiechem.
Miyavi
- Heh, kiedy ?-zapytałem ze smutkiem
Uruha
Za 30 minut mam być w studiu a jestem delikatnie mówiąc "roztrzepany"- powiedziałem patrząc w lusterko na szawce nocnej.
- A tam bym chciał zostać- powiedziałem z żalem.
- Ale Kai by mnie zabił.
Miyavi
- Ehhh jeżeli musisz ... szkoda, to ja pójdę do siebie do domu, nie będę ci na głowie siedział.
Uruha
- To może jutro o 15 na lodowisku się spotkamy- Powiedziałem jednocześnie ubierając się, czesząc i malując.
Miyavi
Znowu... na lodowisku ? Może gdzieś indziej... ?
Uruha
- Może odrazu u mnie? - Spytałem mrugając do niego.
Miyavi
No dobrze - powiedziałem wstając - a w którą stronę idziesz na spotkanie ? może się odprowadzę... ?
Uruha
Do studia nagraniowego a gdzie? - Zaśmiałem się.
Miyavi
No to mogę cię odprowadzić... Idziemy zapytałem stojąc przed drzwiami ubrany.
Uruha
- Idziemy- odparłem zrobiony na bóstwo. Szliśmy rozmawiając.Odprowadziłeś mnie pod drzwi studia i pożegnałeś.
"Kocham cię Meev" wysłałem sms'a i rozpoczęliśmy próbę.
THE END
Popularne posty
-
Tytuł: Bańka Paring: Aoi x Uru (Die x Uru) Beta: Sadako-chan Postaci: The GazettE Od autorki: Witam moje potworki. Drugi miesiąc a ja ma...