Tytuł:"..."
Rodzaj: biały wiersz
Od autorki:Wiem powinno być opowiadanie ale ze względu na sytuacje jaka teraz jest opko bedzie dopiero szło do bety a wstawie to co napisałam przed chwilą na skutek przeżyć.

Koniec
Otchłań smutku
Ciągły krzyk
Histeria serca
Agresja wewnętrzna
Miłość
Całkowite załamanie
Irytacja
Egoizm
Tęsknota
Asertywność
Tolerancja
Odosobnienie


Tytuł:Dwa światy-Druga strona lustra cz.2 Para: Miko x Mally Dedyk: dla Kiry Beta: Lulu-chan Postaci: Exist trace Od autorki: Witam potworki moje wy kochane. Poznałam Lulu, gadam sobie z Lulu, Lulu naprawiła Sadako, Lulu mi zbetowała opko. Sens z tego taki ze już kocham Lulu. Źle sie czuje jak zawsze przy roztopach ale nie bede już was zanudzać. Julietta: To ja ich pozanudzam bo przegrałam zakład. Mai: Tak przegrałaś i nie zanudzaj bo mi uciekną ludzie zanim przeczytają. Julietta: O to mi chodzi. Mai: Zamknij się kotek bo choć cię kocham to sama cię uciszę. Julietta: Nie zamknę się. Mai: Sama chciałaś. A teraz zapraszam do czytania i komentowania. Czyli jednak to był tylko sen... Wstałam i przeciągnęłam się, kolejny dzień bez wartości. Gdy już się do końca rozbudziłam, umyłam się i założyłam ciemne rurki oraz błękitną koszulę. Wyszłam na miasto w poszukiwaniu spokojnego miejsca do rysowania. Notes wraz z,artykułami do rysowania, które dziś miałam ze sobą, były moim największym majątkiem. Usiadłam na ławce w parku, wzięłam do ręki ołówek i zaczęłam szkicować obrazy z mojego snu. Nagle po drugiej stronie ścieżki, zaraz za najbliższymi drzewkami, ujrzałam dziewczynę łudząco podobną do Mally. Wstałam i poszłam za nią. Dziewczyna poruszała się z taką gracją, że niemal unosiła się nad ziemią. Mimo wszystko sprawiała wrażenie, że nie zauważa tego, co się wokół niej dzieję. - Zaczekaj! Skąd ty się tu wzięłaś? - Krzyknęłam, widząc, że znika za najbliższym zakrętem, lecz ona nawet się nie odwróciła. - Mally, zaczekaj! - Załkałam. - Dziecko, do kogo ty mówisz? - Spytała z troską starsza kobieta, która przed chwilą karmiła gołębie okruszkami. - Do tej dziewczyny, która przed chwilą tędy szła. - Wyjaśniłam z uśmiechem. - Kochana, ale nikogo, oprócz ciebie, tutaj nie było. - Uśmiechnęła się starsza kobieta. Zdezorientowana podziękowałam jej, tłumacząc, że chyba mi się przewidziało i poszłam w stronę  zdecydowanie dla mnie widocznej dziewczyny. Prowadziła mnie przez park do opuszczonej części miasta. Obskurne budynki zdawały się emanować złą energią. Dziewczyna szła przez zrujnowane uliczki bez lęku, jakby znała tu każdą szczelinę w murze. Zaprowadziła mnie do opustoszałej sali baletowej, której jedynym nienaruszonym przedmiotem było wielkie lustro, zajmujące całą ścianę. To w nim rozpłynęła się postać. Podeszłam do lustra, dotykając jego powierzchni opuszkami palców. Poczułam lekkie ciepło pod palcami, jakby lustro ogrzewane bylo przez słońce. Był tylko jeden problem, a mianowicie to, że nie docierało tu zbyt wiele światła. Naparłam dłonią mocniej na lustro. Miałam wrażenie, że moje palce zanurzają się w nim jak w maśle. Gdy zanurzyłam się w nim po łokieć, poczułam, że moje palce są już wolne od materii, przez którą się przedostawałam. Za ręką poszła druga, aż cała zniknęłam w lustrze. Wewnątrz wyglądało, jakbym znajdowała się w środku tęczy. Otaczał mnie kalejdoskop barw, który wirował wokół mnie. Nie wiedziałam na co patrzeć. Kolory otaczały mnie i dawały przyjemne ciepło. Nagle ktoś wyciągnął mnie z krainy barw, w piękny i tajemniczy las, który już skądś kojarzyłam. - Zbyt długi pobyt w lustrze potrafi ogłupić - powiedziała Mally, bo to ona wyciągnęła mnie z krainy kolorów. - Co ja tutaj robię? Czemu mogę przechodzić przez lustro i dlaczego tylko ja widziałam cię w parku? - Wydusiłam z siebie na jednym wydechu. - Trochę dużo pytań jak na powitanie, ale odpowiem ci na nie. Co ty tu robisz? W tej chwili przyszłaś, bo zobaczyłaś moją bliźniaczkę astralną, którą wysłałam, żeby zobaczyć, co robisz. Przeszłaś przez lustro, bo to portal między wymiarami, a tylko ty widziałaś moją postać astralną, ponieważ po wizycie tutaj potrafisz zobaczyć rzeczy zarówno z tej i tamtej strony. - Wyjaśniła spokojnie. Zszokowana tylko uśmiechnęłam się uprzejmie, zbyt dużo nowości jak na jeden dzień. Mally zaprowadziła mnie do miejsca już mi znanego, czyli do swojego domu. - Wiem, że masz dużo pytań, ale może napijesz się herbaty? - Zaproponowała kierując się do kuchni. - Z chęcią, poproszę. - Odpowiedziałam. Dziewczyna zdjęła znad pieca kilka nieznanych mi ziół, które nie rosły po mojej stronie świata. Zaczęła je kruszyć i rozcierać. Po domu rozniósł się zapach jakby trawy cytrynowej i mięty, tylko o wiele intensywniejszy i piękniejszy. Zioła wsadziła do sitka i zalała gorącą wodą. Po chwili dostałam aromatyczny napar. Napój był cudowny. Uspokajał i jednocześnie dodawał energii. - Dziękuję. Z czego to jest? - Spytałam z uśmiechem. - Nasze miejscowe zioła. Każdy, kto wiec coś o magii, może je odpowiednio do celu naenergetyzować. Na przykład liść trującej cytryny może zarówno wzmacniać, jak i wchłonąć całą energię, usypiając na dowolną ilość czasu, a algi miętowe zarówno uspokajają, jak i wywołują obłęd seksualny. - Wyjaśniła, uśmiechając się przy ostatnim słowie. - Każda z tych właściwości ma dwie strony. Wzmocnienie jest dobre, jeśli nie powoduje nadpobudliwości, a zbyt długi sen niszczy mięśnie i bez odpowiedniego sprzętu, można się zagłodzić. - Powiedziałam spokojnie. - Oczywiście. Wszystko można to użyć zarówno do szerzenia dobra jak i zła. - Czyli gdybyś chciała kogoś skrzywdzić to... - Zaczęłam drżącym głosem, patrząc na podany mi napar. - Bez najmniejszego problemu, ale dla ciebie przygotowałam napój czysto leczniczy. Ty z czasem też się nauczysz, jak to działa i jak to wykorzystać. - Powiedziała uśmiechając do mnie ciepło. - Czyli mogę tu zostać? Jak długo? - Spytałam się z nadzieją w głosie, przecież chyba wszędzie jest lepiej niż w moim "domu". - Oczywiście, ze możesz zostać i to tak długo, jak zechcesz. - Powiedziała uprzejmie. - Dla mnie możesz zostać nawet na zawsze, ale gdy juz nauczysz się życia tu, nie będziesz miała stałego powrotu do siebie, a jedynie w nocy oraz przez lustra. - Dodała poważnie. Do domu i tak powrotu nie miałam, więc co mi szkodziło zostać tam, gdzie moje życie będzie miało jakiś sens. - Jestem tego świadoma, ale tu mam lepsze życie, niż tam. - Uśmiechnęłam się. - Chcesz zostać ze mną na zawsze? - Spytała poważnie. - Tak. Dziewczyna wstała i ruszyła w stronę drugiego pokoju. Po chwili zaczęła znosić do pokoju najróżniejsze rzeczy, od ziół po soczewki kontaktowe i kamienie. Posadziła mnie na dywanie i bez słowa otoczyła kamieniami. Potem rozsypała zioła do miseczek, które postawiła przede mną. Podała mi pudełko zapałek i z uśmiechem wskazała na miski. Odpaliłam jedną, zanurzając ją w mieszance ziół. Po pokoju rozniósł się mdły dym, który omiotał mnie, aż cała się w nim zanurzyłam. Przy miskach leżały soczewki w kilku kolorach, obiecując ochronę moich wrażliwych oczu. Wybrałam soczewki w idealnym odcieniu błękitu, po założeniu świat stał się naprawdę wyraźniejszy, a dym przestał mi przeszkadzać w widzeniu. Gdy zioła z ostatniej miski wypaliły się, w pokoju zapanowała idealna przejrzystość, a jeden z kamieni kręgu zaczął się świecić delikatnym światłem. Wstałam i podeszłam do kamienia. Był naprawdę piękny, światło wewnątrz niego pulsowało równomiernie. - Pięknie prawda? Sama też tak zareagowałam w 15 urodziny, gdy rytuał wykonała moja matka. - Uśmiechnęła się. - Jaki rytuał? Czy teraz już tu zostanę? - Spytałam rozszerzając oczy ze zdziwienia. - Rytuał dojrzałości i przynależności do tego świata i tak, jako należna tu, możesz zostać na zawsze. - Zaśmiała się perliście. - Skoro tutaj należę, to wyglądam... - zaczęłam niepewnie. - Jak ja? Nie, ty masz zupełnie inne zdolności, więc i inny wygląd. - Wskazała na mój kamień, który właśnie trzymałam w dłoni. - I trzeba ci to zawiesić na szyi. Ujęła w dłonie kamień, pięknie oplatając go cienkim rzemykiem i wieszając mi na szyi. - Jakie zdolności? - Spytałam zdziwiona, trzymając w dłoni błyszczący kamyk. - Coś związanego z wodą, ja mam na przykład kamień symbolizujący zdolności ogniste. - Wskazała na kamień, który mnie zahipnotyzował przy pierwszym spotkaniu. - Mogę zobaczyć swoje odbicie? - Spytałam słabo. - Tylko ubierz się odpowiednio, przyniosę ci coś. - Powiedziała, znowu znikając za jakimiś drzwiami. Wszystko stało się tak nagle, w jednej chwili byłam przeciętną dziewczyną, a teraz siedzę jako ktoś inny. Po chwili wróciła Mally z piękną, błękitną sukienką. Założyłam ją delikatnie i obróciłam się kilka razy w miejscu. - Czyli chcesz się zobaczyć? - Spytała ze śmiechem. - I ty się pytasz? Jasne że chcę. Dziewczyna przytarzczyła wielkie lustro, obejrzałam się ze wszystkich stron, nie byłam już sobą, wyglądałam jak... C.D.N...


Tytuł: Dwa światy-druga strona lustra
Dedyk: Dla Kiry
Paring: Mally x Miko
Beta: Sadako-chan
Postaci: Exist Trace
Od autorki: Mai: znów pisze choć potworki nie mają widocznie poczucia obowiazku do komentowana i dodawania mi tym otuchy. Nie bójcie się, przycisk "komentuj" nie gryzie. Dziękuję mojej becie za tak piękne zbetowanie tego opowiadania które było początkowo okropne, nie zamierzam tak tego skończyć i o to sie nie martwcie
Julietta:Jakby oni sie martwili...
Mai: Pokarzcie ludzie że ta menda-wena nie ma racji...
Julietta: Sama jesteś menda a racje mam... Przecierz i tak tego nikt nie komentuje oprócz Sadako.
Mai: Ludzie pokarzcie ze żyjecie...
To tak w ramach walki z weną-mendą... i coś od mojej bety i jej kolerzanki z TV...

"Polecam Ewa Wachowicz" :D
Prosze bardzo Sadako...


Noc jak każda inna - spędzona na imprezie. Parę drinków, kilka ciekawych znajomości o których zapomnę nad ranem… Jednak dziś czułam, że stanie się coś ważnego.
Znowu jakiś facet się do mnie przystawiał. Nie wiem czemu nie chcą zrozumieć że mnie nie interesują. Ale tylko tutaj mogłam zapomnieć o swoim życiu. O ojcu katującym całą rodzinę, o pracach dorywczych by mieć w co sie ubrać, o braku miłości w życiu...
Nim zdążyłam do końca się nad sobą rozkleić byłam w łazience, jednym z obskurniejszych pomieszczeń na imprezie. Ustępowała ona pod tym względem jedynie „tanim pokojom” które wynajmowane są zazwyczaj na kilka godzin. Przymuszona jedynie silną potrzebą skorzystania z ubikacji. Tutaj było okropnie, odrapane i pomazane ściany w połączeniu z „gołą” żarówką dyndającą pod sufitem i świecącą słabo na obdrapane umywalki. Tuż nad nimi na upapranej ścianie wisiały lustra, jedyne chyba w tym budynku. Umyłam ręce i postanowiłam poprawić makijaż. Gdy wychodziłam usłyszałam śmiech dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się za siebie lecz nikogo tam nie było. Pomyślałam, że coś mi się przesłyszało, jednak znów ktoś się zaśmiał. Głos dobiegał znad umywalki, jednak tam nie było nic poza lustrami. Przyjrzałam się im dokładnie i dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie moja twarz się w nich odbija. To co ujrzałam nie zachwyciło mnie zbytnio. Postać płci nieokreślonej- zakładam, że kobieta- patrzyła prosto w moje oczy.
-Być może mi nie uwierzysz, ale jeśli mnie dzisiaj odnajdziesz, masz szansę stać się kimś niezwykłym.- głos który wydobył się z lustra był zdecydowanie kobiecy jednak niedelikatny, dźwięki wydobywały się jak przez ściśnięte gardło wywołując u mnie dreszcz przerażenia.
Choć chciałam, nie mogłam ruszyć się z miejsca. Byłam zbyt zszokowana i zaciekawiona ową dziewczyną z lustra.
- Kim jesteś?-spytałam. Dziwne uczucie mówić do lustra, jednak wiedziałam że muszę coś powiedzieć bo inaczej dziewczyna zniknie. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi coś mnie do niej ciągnęło, coś mnie w niej intrygowało.
- Jestem każdym i nikim, dobrem i złem. Jestem Mally, podejdź do mnie.
Mimowolnie ruszyłam w jej kierunku. Czułam że tak trzeba, że muszę jej wysłuchać bo to jedyna szansa by coś zmienić. Gdy byłam tuż przy lustrze dostrzegłam jej oczy, mieniące się barwami o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zobaczyłam palący się w nich ogień jednak na ich dnie, tam gdzie ogień nie docierał ujrzałam samotność. W wisiorku na jej szyi przelewał się płyn w kolorze krwi, a każdy ruch tej substancji kusił swym pięknem. Teraz gdy jej tęczówki przewiercały moją duszę na wylot, a moje serce powoli zaczęło bić w tempie jej wisiorka zastanowiłam się co by było gdybym uciekła gdy był na to czas.

Gdy byłam już z nią niemal jednością dziewczyna odezwała się.
- Już jestem pewna że to ciebie szukałam. Do zobaczenia po mojej stronie lustra!
I zniknęła, zostawiając mnie samą z niepoukładanymi myślami. Nie wróciłam już na imprezę, nie interesowała mnie. Nagle spojrzałam na nią innymi oczami… Tak, jakbym nigdy nie należała do tego skłębionego tłumu cuchnącego mieszanką potu, perfum i alkoholu. Teraz ci ludzie mnie obrzydzali tańcząc i przystawiając się do siebie. Kiedyś miejsce idealne do zapomnienia ujrzałam jako starą, odrapaną salę z obrzydliwymi ludźmi. Postanowiłam wrócić do domu,jeżeli mogę tak nazywać nadal ten budynek który służy mi jedynie do spania. Moje życie nie ma sensu. Jem tyle ile dadzą mi z ośrodka pomocy, pije gdy ktoś mi postawi drinka i śpię w domu ojca dla którego już mogłabym nie żyć. Mieszka tu też moje rodzeństwo- siostra i brat. On wyrasta na takiego samego skurwiela jak ojciec, a Mina sprzedaje się bo boi się że jak nie da mu pieniędzy na alkohol to ją zabije jak matkę.
-Nie ma to jak życie i dorastanie w patologicznej rodzinie.- powiedziałam cicho do siebie. Położyłam się na łóżku i zasnęłam twardym snem.
Obudziłam się na jakiejś polance… a może nadal śnię?
Jak by nie było, wstałam i ruszyłam przed siebie. I tak nie wiem gdzie jestem, a trochę marszu nie zaszkodzi. Z każdym krokiem oddalałam się od polanki, a las stawał się coraz gęstszy.

Nagle między koronami drzew ujrzałam dym. Ktoś musi być w pobliżu. Biegłam. Ktoś tu jednak jest. Ucieszyłam się, a łza spłynęła mi po policzku. To nie mógł być sen, bo już bym się obudziła. Gęsty las tarasował drogę do dymu cierniami, ale ja biegłam nie zważając na ból. Byle tylko dotrzeć do źródła.
Łzy rozmazywały mi widok na świat, nie wiedziałam gdzie biegnę, nie czułam bólu, wiedziałam jedynie, że maska mojej codzienności zniknęła i jestem teraz niezwykle krucha. Przede mną wyłoniła się niewielka chatka, to ona była źródłem dymu który zobaczyłam. Zapukałam do drzwi, po drugiej stronie usłyszałam ciche stąpanie i ów dziwnie zachrypnięty głos dziewczyny z lustra.
- Kto puka?- spytała Mally
- To ja, Miko. Wpuść mnie, proszę.
Drzwi otworzyły się, a w progu ujrzałam postać dziewczyny. Była ubrana w ciemno zieloną suknię i miała na szyi naszyjnik, który teraz zdecydowanie poruszał się w rytmie mojego serca. Nie wiedziałam jak się zachować, smutek przeważał nad zadowoleniem. Dziewczyna zaprosiła mnie do siebie. Nie jest człowiekiem, mimo to wyglądała niemal jak normalny człowiek. Nie interesowało mnie teraz nic poza odpoczynkiem, chciałam wreszcie rozluźnić mięśnie. Gospodyni zaprowadziła mnie bez słowa do pomieszczenia które ze spokojnym sercem mogłam nazwać łazienką. Poprowadziła mnie do bali z gorącą wodą, zostawiła ręcznik i wyszła z pomieszczenia zamykając bogato zdobione drzwi.

Dopiero teraz obejrzałam dokładniej łazienkę kobiety. W całym pomieszczeniu znajdowały się porozstawiane czerwone i fioletowe świece, tak ładnie współgrające z niemal czarnym drewnem na ścianach. Na środku łazienki stała bala z wodą pachnącą przyjemnie różami. Powoli zanurzyłam się w wodzie rozluźniając swoje mięśnie. Wokół mnie unosił się zapach róż i świec które po jakimś czasie zaczęły uwalniać swój subtelny aromat. Utonęłam w zmieszanych woniach które utworzyły zapach piękniejszy niż najlepsze perfumy. Po pewnym czasie zasnęłam ukołysana przez cudowny zapach.
Nad ranem obudził mnie świt, ku mojemu zdziwieniu obudziłam się na odrapanym, okropnym poddaszu, miejscu gdzie spałam od wielu lat. Czyli jednak to był tylko sen...


Tytuł: Bańka
Paring: Aoi x Uru (Die x Uru)
Beta: Sadako-chan
Postaci: The GazettE
Od autorki: Witam moje potworki. Drugi miesiąc a ja mam już ponad 150 wejść, nie jest źle. Proźba do was, niby czytacie a nie komentujecie, jak nie macie pomysłu to napiszcie chociarz "przeczytałam/em" żebym wiedziała ile osób naprawdę to czyta. Proźba do Sadako, męcz mnie o nowe opka bo potworki mnie nie motywują do pisania brakiem komentów. I ogłoszenie, Mai wraz z Sadako założyły bloga o naszych super odpałach i nie tylko. Jak ktoś zainteresowany może zerknąć na moje blogi, niedługo blog ruszy. To tyle, życzę miłej lektury.

- Odchodzę- to były pierwsze słowa po jego powrocie z trasy. - Poznałem kogoś, kobietę. Nie potrafię więcej żyć wytykany palcami, może gdybyśmy nie byli sławni...nie, po prostu koniec z nami.
Wbiło mnie w podłogę, jak on tak mógł... Ja go tak kocham, to nie może się tak skończyć. Po moich policzkach spłynęła łza. Rzadko płakałem… Nawet bardzo rzadko, ale teraz nie potrafiłem tego zatrzymać. Stałem tak patrząc tylko na niego, płacząc i nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem. Chłopak jeszcze chwilę obserwował mnie i wyszedł z mojego mieszkania, zostawiając za sobą pustkę. Gdy jego tu nie było czegoś potrzebowałem, czegoś mi brakowało. Gdy wyszedłem z szoku usiadłem na kanapie i rozkleiłem sie do końca, siedziałem i płakałem jak dziecko. Tak bardzo chciałbym to naprawić, cofnąć czas i nie puścić go w trasę, zrobić cokolwiek aby go nie stracić. Gdyby teraz ktoś wszedł do mieszkania zobaczyłby dorosłego już faceta płaczącego i kiwającego się jak w chorobie sierocej. Nie lepiej się też czuję, moje serce zostało złamane... Płacząc zasnąłem na jakieś dwie godziny po czym obudził mnie ciągły i nieustający dzwonek telefonu. Z wielkim bólem głowy, czerwonymi od płaczu oczami i ogromnym dołem odebrałem telefon od Kaia.
- Ty wiesz która jest godzina?!-krzyczał do słuchawki rozwścieczony.
- Około szóstej?- spytałem z nadzieją.
- Dziesiąta! Jest godzina dziesiąta, a ty powinieneś być na próbie od GODZINY! -wrzeszczał perkusista po czym rozłączył się. I dobrze bo moja głowa ledwo wytrzymywała ten jego wrzask. Ubrałem się i wyszedłem na próbę.
Nie malowałem się zbytnio, tylko tak by ukryć stan jaki zawdzięczam przepłakanej nocy. Po drodze jeszcze ogarnąłem trochę fryzurę. Gdy byłem na miejscu wyglądałem już jak człowiek, założyłem tylko okulary przeciwsłoneczne by ukryć oczy i ruszyłem w stronę sali. Moje dotarcie rozpoczęło próbę. Niestety nie szło mi za dobrze, ciągłe myśli o Nim skutkowały tym że albo nie grałem albo fałszowałem. To był zły pomysł by w ogóle przyjeżdżać.
- Co to ma być? Najpierw się spóźniasz a jak łaskawie się pojawisz to grasz jakbyś pierwszy raz w życiu trzymał w ręku gitarę.- Wydzierał się na mnie Kai.
-Daj chłopakowi spokój, źle sie czuje- powiedział Aoi.
- Dzięki- uśmiechnąłem się pierwszy raz od wczorajszej sytuacji.
Po próbie która skończyła się równo z cierpliwością Kaia poszedłem na piwo z Aoim, przecież to mój kumpel, ma prawo wiedzieć co mi jest. Z jednego piwa, zrobiło się więcej, z wyżalenia się kumplowi wyszły wielkie smutki jaki to ja nieszczęśliwy. Szczęście że Aoi to wszystko wytrzymywał i jeszcze mnie nie zdzielił przez łeb za gadanie głupot. Słuchał co mam do powiedzenia, do czasu pewnego pytania.
- Aoi, a ty byś mnie tak porzucił? -spytałem już nieźle podchmielony. Podobał mi się.  Ciepło rozeszło sie po moim ciele.- Nie, nie zraniłbym cię tak jak on to zrobił.- powiedział, tuląc mnie do siebie. Nagle poczułem się bezpiecznie i miałem wrażenie, że teraz już nic złego nie może się stać.
Wtuliłem sie w niego jeszcze bardziej.
- Dziękuję.
Chłopak odsunął sie ode mnie tak abym patrzył mu w oczy.
- Nie masz za co mi dziękować, ten wypad jest najlepszym co mnie dzisiaj spotkało.- po tych słowach musnął moje usta swoimi. Nie mogłem uwierzyć, ale zapragnąłem by ta chwila trwała wiecznie, nie mogłem jednak stracić jeszcze jego, to by mnie zabiło.
- Kocham cię- powiedział cicho znów mnie tuląc.
- Ja chyba ciebie też, ale nie chcę znów cierpieć.- Przyznałem ze smutkiem, dopiero teraz zrozumiałem że nie kłamie... Naprawdę go kochałem.
- Powiedziałem ci już, że cię nie skrzywdzę.
Znów mnie pocałował, tym razem dłużej, instynktownie rozchyliłem wargi by dać mu dostęp do wnętrza swoich ust. Wykorzystał to skwapliwie i pogłębił pocałunek. Cały świat wyparował, byliśmy tylko my. Z otępienia zbudziła mnie jego dłoń błądząca po moim ciele. Nie wiem co spowodowało moją reakcję ale uciekłem stamtąd zostawiając go w szoku. W drodze stronę mieszkania otrzeźwił mnie nieco zimny wiatr. Wbiegłem do domu i znów się rozbeczałem.Coś ostatnio jestem zbyt podatny na łzy, wcześniej były prawdziwą rzadkością. Ale gdy poczułem jego dotyk tak delikatny choć stanowczy przypomniały mi się te wszystkie noce gdy Die dotykał mnie tak, by potem mnie poniżać i przelecieć. Nie, nie mogę myśleć o czerwonowłosym, gdy właśnie odkryłem smak PRAWDZIWEJ miłości. Bez upokorzeń i "złego dotyku".
Następnego dnia przyszedłem przed salę godzinę przed próbą, musiałem pomyśleć ale nie chciałem się znów spóźnić.
- A ty co tak wcześnie?- wyrwał mnie z rozmyślań głos mej miłości, jeśli mogę już go tak nazwać.
- Musiałem pomyśleć... przepraszam za wczoraj, nie wiem czemu uciekłem. -spuściłem oczy choć i tak siedziałem na ziemi z podwiniętymi pod brodę kolanami. Podniósł mój podbródek tak bym spojrzał mu w oczy.
- Nie gniewam się.- powiedział całując mnie przelotnie.
Ustawiliśmy się w sali i nastroiliśmy instrumenty (dop.aut. Mi tylko to się kojarzy?) i po jakimś czasie brzdąkania bez celu pojawiła sie reszta. Oczywiście szok Kaia był niesamowity, gdy spotkał nas już w środku brzdąkających i gotowych do gry.
- A co wy takie ranne ptaszki, zazwyczaj was z wyra wyciągnąć nie mogę a tu nagle siedzicie i gracie PRZED czasem. –tak, był zdecydowanie zszokowany.
- Musiałem pomyśleć, a co lepsze do myślenia niż brzdąkanie na gitarze? –zaśmiałem się.
- Dobra koniec gadki, gramy jak jesteśmy w komplecie.
Dzisiaj próba była nareszcie udana, zero krzyków czy innych niedogodności. Zakończyła się w równie dobrym humorze jak się zaczęła. Najlepsze jednak było zakończenie, gdy Aoi zaprosił mnie do parku. Droga była bardzo przyjemna, szliśmy trzymając się za ręce i okazując sobie lekkie czułości. Gdy przekroczyliśmy bramę parku coś zakryło mi oczy.
- Co to? -spytałem zaintrygowany.
- Powiedzmy że pożyczyłem coś od Reity -zaśmiał się chłopak.
- Jak się dowie, że zabrałeś bez jego wiedzy to cię zabije. -ostrzegłem ze śmiechem.
- Ma tego tyle że nie zauważy. -powiedział mi do ucha, prowadząc mnie przez park. Po pewnym czasie doszliśmy na jakąś polankę co zauważyłem gdy zdjął mi chustkę Reia z oczu. Dokładniej była to polanka gdzieś w centrum parku bo nie widziałem stąd prawie miasta. Gdy odwróciłem się w stronę gdzie powinien stać Aoi zauważyłem jedynie mały koszyk na kraciastym kocu. Usiadłem na nim i zajrzałem do kosza, w środku znajdowało się jedynie opakowanie z bańkami mydlanymi.
Zza drzewa wyłonił się Aoi, podszedł do mnie kocim krokiem, pocałował mnie i zaczął puszczać bańki. Nagle wyszła mu taka piękna, duża. Wylądowała na trawie i pękła. Widząc moje zaciekawienie tym zjawiskiem przerwał tą magiczną ciszę.
- Miłość jest jak bańka mydlana: gdy pęknie, drugi raz taka sama już nie powstanie - lecz nowa może być jeszcze piękniejsza.
Po wypowiedzeniu tych słów rzeczywiście utworzył jeszcze większą, mieniącą się wszystkimi kolorami bańkę która wylądowała na mojej bluzce w miejscu serca i niemal się w nią wtopiła.
- Kocham cię. -powiedziałem cicho. Tę piękną chwilę przerwał telefon.
- Chłopaki, nie widzieliście mojej ulubionej chustki? Tej białej.- Usłyszałem ze słuchawki głos Reity.
-  Niestety chyba nie wiem o którą ci chodzi. -powiedziałem patrząc na podaną mi ze śmiechem przez Aoia chustkę.
- Dobra, nie zawracam już głowy ale jak znajdziecie to oddajcie. –dodał, po czym się rozłączył. Wybuchliśmy śmiechem.
- A nie mówiłem? -powiedziałem cynicznie.
- Jednak zauważył. -zaśmiał się, po czym mnie pocałował. Oddanie Reiowi jego szmaty zeszło na dalszy plan…


Tak więc dam potworkom coś na zachętę do komentowania...kolejną część "tego czegoś"

wierszo-coś 3





Reita kochany
W trupa zalany

Kolo niego Uruha
Jakiegoś rudzielca rucha


Rudzielec placze
Az czekoladę zobaczy

Po wrazeniach Uru kawę wypije
I kawaii rudzielca umyje.














wierszo-coś 4

Idzie z kozą po zadupiu Aoi
Bo zoofilem brat jego Roi
A w ten czas
Tam gdzie las
W domku z drewna zrobionego
Ruki w mleku kozy kapie się i nie ma nic do tego.
Uru kredką w nosie dłubi
Mówi ze Kai kiślu nie lubi
Przecie to Kai
Dla niego to majonez to w smaku raj.


Tytuł: Nie chciałam by ktoś znów mnie skrzywdził...
Parka: Viatonta x Ensign
Źródło: Moja głowa
Dedyk dla: Sadako-chan
Ostrzeżenia: Brak bety (jak ktoś zna niech poleci)
Od autorki:Witam moje potworki, wiem ze nie miałam wstawiać ale macie tutaj takie małe opko oparte w części na przeżyciach pewnej bliskiej mi już osoby.


Cale moje Ciało było jednym wielkim drganiem, czułam ze moje serce bije szybciej ale i mocniej. Nareszcie czułam ze naprawdę żyje i to było piękne. Pokój wokół mnie stal w miejscu nie dzieląc atmosfery rozedrgania łączącej mnie z tym co miałam zrobić. Wcześniej planowane zadania były proste teraz wiedziałam ze nie pójdzie mi tak łatwo jak na początku sądziłam. Jak wcześniej chłopaki nie byli trudni tak oczarować tak z tak delikatną osobę jak Ensign będzie trudniej. Tym bardziej ze chyba ją kochałam podczas gdy ona traktowała mnie jak siostrę. Zawsze wiedziałam ze potrafię kochać kobiety i to równie jak męszczyzn, mimo to relacje z obiema płciami były tak różne z niemal się dopełniały. Męszczyzn co najwyżej pożądałam i to było oczywiste biorąc pod uwagę moje przeżycia gdy facetów nie obchodziłam ja a moja dupa i jedyna ich myślą ze mną związaną było "Jak ją przelecieć?". To bolało a potem poznałam smak prawdziwej miłości gdzie zostałam objęta opiekuńczym ramieniem a osoba do której to poczułam nie dość ze odwzajemniła me uczucia to nie wymagała ode mnie niczego, był tylko jeden problem...była kobietą. Pokochałam piękną, Młodą kobietę o włosach w kolorze mahoniu która wzięła mnie pod swoje skrzydła i zaproponowała opiekę gdy najbardziej tego potrzebowałam. Ale odeszła, nie tak jak faceci, ona nie chciała ode mnie nic a jednak była moim aniołem stróżem.To była moja wina, nie dość często pewnie ja zapewniałam o swojej miłości, byłam wobec niej zła, ona oddala mi część swego życia a ja nawet nie podziękowałam jej należycie. Przeciesz Anioły nie opuszczają bez powodu. Jednak bez niej moje serce umarło, nie bylo więcej mnie a pusta skorupa która nigdy nie zapomni o pierwszym aniele który poruszył serce a potem odszedł z nim w dal. Serce odbudowuje się bardzo powoli ale mimo wszystko jest ono naszym skarbem. Słyszałam kiedyś ze "Trzeba czasem serduszko złamać, żeby poczuć, że jeszcze jest" ja nie czułam nic, moje serce odeszło razem z nią i teraz musiałam spróbować załatać czymś dziurę po nim. Nie było to łatwe ale po latach i wielu przelotnych flirtach z obojgiem płci znowu zaczęło dla kogoś bić, teraz gdy akurat zaczynałam zapominać o bólu który wywołało to zjawisko ostatnim razem, postanowiłam dać sobie szanse. Od tej pory opiekowałam się moim skarbem jakim była młodsza o zaledwie kilka miesięcy dziewczyna, cieszyłam się jej szczęściem, starałam się być dla niej najlepszą starsza siostra jaka mogłaby mieć. Z czasem moje przywiązanie do uroczej, fioletowowłosej dziewczynki o złotych oczkach rosło, nie chciałam by ktoś znowu mnie skrzywdził. Tyle razy słyszałam od niej "kocham cie" lecz nie mogłam się chyba łudzić ze ona mnie KOCHA a nie poprostu traktuje jak siostrę. Odeszłam by oszczędzić sobie bólu. Niedługo potem dostałam małą, różową karteczkę tak słodko pachnącą jej perfumami i odczytałam słowa "Mnie już tu nie ma, zabrałaś mi serce odchodząc a bez niego nie przeżyję. Przepraszam..." To ja przepraszam...przepraszam ze cie tak skrzywdziłam... powiedziałam i podcięłam sobie żyły małym, złoto-różowym nożykiem do listów. Byłam dla,ciebie jak ONA dla mnie...czemu tego nie zauważyłam?


Dostałam nominacje do Blog Liebster Award, dzięki.
Pytanka do mnie od Pesymistycznej Optymistki
1. Malujesz się na co dzień?
Czasem
2. Spodnie czy spódnica/sukienka?
Zalerzy od sytuacji
3. Ile masz lat? - Na ile się czujesz?
Mam 14/15 czuje sie na jakieś 16
4. Uważasz się za towarzyską, czy raczej jesteś typem samotnika?
Zazwyczaj samotniczka z przymusu
5. Co masz po swojej lewej stronie?
Ściane z plakatem The GazettE
6. Jesteś zakochana?
Zakochana nie, alle kocham kilka osób
7. Jaki masz kolor pokoju?
Zielony
8. Uważasz, że Liebster Award to fajna zabawa, czy wręcz przeciwnie?
Pokazuje blogi kture sie podobają dzieki temu ich właściciele czują się docenieni.
9. Psy czy koty?
Kotki
10. Do której klasy chodzisz?
II gim
11. Masz już ferie?
Od piątku
Dla innych
1. Pierwszy typ bloga który cie zainteresował?
2.Portale społecznościowe?
3. Wiek twojej pierwszej miłości?
4. Cechy szczegulne?
5. Jaki masz/ chcesz mieć kolor włosów?
6. Mangi czy Anime?
7. Ile lat masz?
8. Ile masz blogów?
9. Podoba ci się moj blog?
10. Miasto w którym mieszkasz?
11. Masz już kogoś na walentynki?
Nominacje wpisze w komentach potem.


wierszo-coś 1

Gazeciarze grają w butelkę
I jednorożec skacze przez belkę
Kai swój majonez pożera łyżkami
I Uruha pije już z nami
Z chłopakami więc zagrajmy
Z Kaiem majonez wżerajmy
Niech Uruha nadal pije z nami
Chodźmy, poskaczmy z jednorożcami
Nakręcimy pornola w kościele
ReiRei i Aiji to przecież niewiele
Więc zapraszamy lizakożercę
Żeby było ich tam więcej
"Zapraszamy do kościoła!"
Razem z nami moher woła
Że tam Kai-ksiądz w konfesjonale
Uruszkę posuwa-nikt nic nie wie wcale

wierszo-coś 2

My kochamy chujwielowąty!
Macie jakieś wąty?

Reita z Uru
Uru z Rukim
Między nimi cztery dupy

Trzy Julietty
Cztery Anie
Kijem jebły Kaia w banie.

Nie wierzycie?
To zobaczcie!
Że was nie ma
tutaj płaczcie.


Witam znowu, postanowiłam zrobić wszystkim kare za brak komentów i wstawiam z opuznieniem.Na lenia każde wytłumaczenie dobre. Od teraz wstawiam w poniedziałek po pierwszym komencie pod notką. Opowiadanie napisane z moją Chinatsu.
Miyavi-Chinatsu
Uruha-Mai
Miyavi
Zimno, jest chyba na minusie, jeszcze przyszło mi lecieć do sklepu po wodę, Ugh. - Jak chciał bym pojeździć na lodzie poszedł bym na lodowisko ! Krzyknąłem wchodząc do domu i zdejmując kurtkę, usiadłem na krześle zamykając oczy, wzdychając ciężko, nie chciało mi się zdejmować butów. Wodę i papierosy rzuciłem pod szafkę do kuchni, spadły, ale nie ważne. Powolnie schyliłem się żeby zdjąć buty.
Uruha
Wyciągnałem komórke, do kogo by tu zadzwonić. Kai jak zawsze w papierach i nie ma czasu, Aoi u rodziny na święta a reszta zespołu czyli moi kochani Ruki i Reita pewnie się teraz seksią. I z kim tu pojeździć? Przeglądam kontakty i olśnienie. Dzwonie.
- Meev, nie miałbyś ochoty ze mną pojeździć na łyżwach?
Miyavi
Ledwo ściągałem buty, nagle telefon. O Uruha ? Już dawno z nim nie gadałem.
- Tak... mogę, w zasadzie nie mam co robić. Daj mi czas i miejsce, spróbuję się ogarnąć.
Uruha
-Dasz radę za godzinę na lodowisku w centrum?- mówię uradowany myślą że nie będę jeździł sam.
Miyavi
- Ok. Mam blisko, to do zobaczenia ! - odkładam telefon, od razu żywszy zdejmuję buty, biegnę na górę żeby się przebrać. Wyciągnąłem sobie z szafy jakiś komplet, założyłem go, i pobiegłem na dół, miałem jeszcze trochę czasu, więc zrobiłem sobie herbatę z miodem. Po rozgrzaniu się, ubrałem się i wybiegłem z domu.
Uruha
Uśmiechnięty idę powoli w stronę lodowiska po drodze zahaczając o jakiś sklep i kupując dobre czerwone wino, chowam je do torby i po chwili jestem na miejscu. Mam jeszcze czas wiec wypożyczam łyżwy i czekam.
Miyavi
Wchodzę do środka, widzę Urusia , macham Mu i uradowany podbiegam do niego.
- Hey ! - mówię z uśmiechem. Gdzie mogę wypożyczyć łyżwy ? Nigdy nie byłem akurat na tym lodowisku.
Uruha
-Tam jest kasa i wypozyczalnia- wskazuje na mały budyneczek. Gdy już założyliśmy łyżwy akurat zaczynała się nowa godzina. Szybko weszliśmy na lodowisko.
Miyavi
Lodzie, znowu się spotykamy ! - krzyknąłem jak debil, i zacząłem kręcić się w kółko.
Uruha
Gdy wszedłem na lodowisko spotkało mnie bliskie spotkanie z jego taflą.
- Au- powiedziałem dotykając bolącego policzka. - Zobacz dopiero zaczynam a ten mnie spoliczkował -zażartowałem.

Miyavi
Podałem Mu rękę i pomogłem się podnieść - Widzisz, wiedziałem że jest podły ha ha, zaraz go porysujemy - zażartowałem sobie. - To co jedziemy ? - zapytałem łapiąc go za rękę.
Uruha
-Jasne- powiedziałem rumieniąc się pod wpływem dotyku.
-Tylko trzymaj mnie za rękę żebym znowu się nie przewrócił.
Miyavi
Dobrze - odparłem z uśmiechem. Zaczęliśmy jeździć, wyglądał ślicznie, na jego policzku było jeszcze trochę śniegu, ustaliśmy, przetarłem mu policzek i nachyliłem się po pocałunku.
Uruha
Pozwoliłem mu się pocałować, dreszcze przyjemności przeszły po moim ciele, po raz pierwszy z takim natenrzeniem. Ugryzłem go delikatnie w wargę przy okazji dając dostęp do wnętrza moich ust.
Miyavi
Czułem że na tym lodowisku jesteśmy zupełnie sami. Moje ręce oplatały jego plecy. Zrobiło mi się ciepło, liczył się tylko on i jego usta.
Uruha
Wplotłem dłonie w jego włosy delikatnie za nie ciągnąc. Nagle jakaś łyżwiarka wpadła na mnie przewracając nas obu.
Miyavi
Popsuła wszystko, tyle miejsca na lodowisku a suka musiała wpaść akurat na nas, ugh, żeby nie było z tego siniaków, niedługo mam sesję. - Nic ci nie jest - spojrzałem na Uru, który leżał na tafli.
Uruha
- Nie nic, ale może przeniesiemy się gdzie indziej.- powiedziałem strzepując śnieg z tylka. - Zapraszam do mnie, napijemy się grzanego wina i sobie ...posiedzimy?- nie wiem jak przy ostatnim słowie zmieniło się to w pytanie.
Miyavi
No dobrze to chodźmy - Powiedziałem. Po chwili wyszliśmy z budynku. Sam spacer także przypominał łyżwy, tylko że gorzej, ale doszliśmy na aleję gdzie mieszkał, odkluczył drzwi i wpuścił mnie do środka.
Uruha
Usiedliśmy na kanapie, podgrzałem wino i podałem mu grzany alkohol ustami.
Miyavi
Miał takie gorące usta. Uru... - jęknąłem i wsunąłem się na niego i obcałowywałem jego tors.
Uruha
Mmm...-zamruczałem gdy poczułem jego pocałunki a ciarki przeszły po moim ciele kumulując się w jednym, najwrażliwszym miejscu.
Miyavi
Zdjąłem koszulkę, i nadal całowałem go, nadgryzając jego uszy i wargi. Było wspaniale, chciałem zatrzymać czas.
Uruha
Ten moment był magiczny, jakby nie istniał cały świat i bylibyśmy tylko my. Mimo tej przyjemności a może dzięki niej to co innego ukrytego pod za małymi już spodniami prosiło się o uwagę.
Miyavi
Po chwili zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania. Wszedłem w niego lekko, rękoma objął moje plecy i lekko wbijał mi w nie palce.
Uruha
- MOCNIEJ! Proszę,nie jestem porcelanową lalką- Niemal krzyknąłem.
Miyavi
- Mmmm - mruknąłem i zacząłem machać tyłkiem coraz mocniej, krew zaczęła pryskać, pomyślałem BATY, BICZE, BEATRYCZE.
Uruha
-Ach...-jęczałem z bólu i rozkoszy gdy trafiłeś w mój najczulszy punkt.
-Jeszcze raz!-krzyknąłem zachrypnietym głosem.
Miyavi
Zrobiłem jak kazał. Dziwiłem się że jeszcze nie padł ze zmęczenia, jeszcze nigdy tak mocno kogoś nie ujeżdżałem, myślałem ,że zajeżdżę go na śmierć.
Uruha
Po jeszcze kilku chwilach doszedłem z jego imieniem wykrzyczanym na całe gardło.Nigdy nie doszedłem tak obficie przed nim.
Wyszedł ze mnie nie wiedząc chyba co dalej jednak z podnieceniem widocznym w oczach. Położyłem go na plecach a sam nachyliłem się nad jego sterczącą męskością delikatnie ją liżąc.
Miyavi
Z góry patrzyłem na to co robi, sprawił mi nielada sielankę.
Uruha
Liznąłem po całej długości i zamknąłem to jakże delikatne miejsce między moimi wargami. Zajęczał z rozkoszy łapiąc mnie za włosy, dostosowałem się do twojego rytmu i zamruczałem czując że jesteś już blisko spełnienia. Zacząłem ssać samą główkę a ty doszedłeś prosto w moje usta. Wszystko przełknąłem i pocałowałem cię w policzek.
- Podobało się? - Spytałem z uśmiechem.
Miyavi
- Jeszcze pytasz ? - odparłem z dowcipem. - Jasneee ! Jeszcze z nikim nie było mi tak dobrze. - wyznałem i pocałowałem go w policzek
- Dziękuję.
Uruha
- Nie ma za co-powiedziałem- Wiesz co? Pyszny jesteś.
W tej chwili zadzwonił mój telefon grając na cały głośnik "aho matsuri".
Miyavi
- Heh- zaśmiałem się. Ma na dzwonek moją piosenkę, słodkie, pomyślałem i czekałem aż odbierze, byłem ciekawy kto to, zakłóca nam spokój.
Uruha
- Tak... Preszkadzasz a czego chcesz?...znowu?...dobra-powiedziałem z rezygnacją.
- To Kai, zwołał cały zespół na niezapowiedzianą próbę...i mówił że zachowuje się jak "Ruki wychodzący z mieszkania Reia".- dodałem ze śmiechem.
Miyavi
- Heh, kiedy ?-zapytałem ze smutkiem
Uruha
Za 30 minut mam być w studiu a jestem delikatnie mówiąc "roztrzepany"- powiedziałem patrząc w lusterko na szawce nocnej.
- A tam bym chciał zostać- powiedziałem z żalem.
- Ale Kai by mnie zabił.
Miyavi
- Ehhh jeżeli musisz ... szkoda, to ja pójdę do siebie do domu, nie będę ci na głowie siedział.
Uruha
- To może jutro o 15 na lodowisku się spotkamy- Powiedziałem jednocześnie ubierając się, czesząc i malując.
Miyavi
Znowu... na lodowisku ? Może gdzieś indziej... ?
Uruha
- Może odrazu u mnie? - Spytałem mrugając do niego.
Miyavi
No dobrze - powiedziałem wstając - a w którą stronę idziesz na spotkanie ? może się odprowadzę... ?
Uruha
Do studia nagraniowego a gdzie? - Zaśmiałem się.
Miyavi
No to mogę cię odprowadzić... Idziemy zapytałem stojąc przed drzwiami ubrany.
Uruha
- Idziemy- odparłem zrobiony na bóstwo. Szliśmy rozmawiając.Odprowadziłeś mnie pod drzwi studia i pożegnałeś.
"Kocham cię Meev" wysłałem sms'a i rozpoczęliśmy próbę.

THE END


Witam, kolejna notka tak jak mówiłam pojawiła się w terminie, za dwa tygodnie pojawi się część druga rozdziału 1.
Następną notką będzie coś pisane teraz na święta, mam nadzieje że się spodoba.
Dedyk dla Taleji za to że jako jedyna skomentowała ostatni wpis, dziękuję.

Byłam pewnego razu w studiu nagraniowym gdy zadzwonił telefon To musi być Felix, tylko on wie że to tu siedzę gdy chcę pobyć sama. Przebywam w studiu coraz częściej od kiedy Nataniel znalazł sobie jakiegoś cholernego piłkarzyka który odwraca go od zespołu. Nie potrafi odciąć się od wpływów piłkarza a z zespołu nie odejdzie dla Felixa. Tak więc wyżywa się na mnie, mając chyba nadzieję że wyrzucę go a wtedy rozrzalony Felix odejdzie za nim. Nie mogłabym ich jednak stracić. Po pierwsze Felix jest najlepszym gitarzystą i przyjacielem jakiego znam, po drugie bez któregokolwiek z nich zespół by się rozpadł. Tu każdy ma rolę, ja wszystkim kieruję, Felix jest naszą gwiazdą, Nataniel klejem trzymającym nas w kupie, Dine naszym słoneczkiem a Aaron "tym tajemniczym". Czasem rzeczywiście Nat działa mi na nerwy ale nie potrafię go wyrzucić. Ten zespół jest sensem mojego życia więc teraz "tworzę" słodkie ślady tej chwili na swoim ciele, powiesz że to nie mądre? Wiem o tym doskonale, ale gdyby nie to dawno bym się załamała. Jeszcze większą "frajdę" sprawia to mi-masochistce dla której ból jest przyjemny a smak własnej krwi uspokaja. Teraz jednak przerwał mi telefon, chcąc nie chcąc odebrałam.
- Co?- spytałam gdy podniosłam słuchawkę.
- Chciałem z tobą pogadać i cię pocieszyć po tym cyrku co dziś wyprawił Nataniel na próbie.- powiedział wesołym tonem, pewnie teraz się uśmiecha sądząc że już jest ok bo on zadzwonił.
- I jak ci się to udaje?- polałam sobie ranki wodą utlenioną, zasyczałam.
- Co się stało?- Spytał zaniepokojony, ciekawe czy się domyśla.
- Nic- powiedziałam zdenerwowana samą tą myślą.
- Znów się cięłaś?- spytał znając odpowiedź którą potwierdziła cisza w słuchawce. - Wiedziałem.
- Felix ty wiesz że to nie tak. Ja tego nie chcę- Powiedziałam, co ze mnie za lider kiedy prawie beczę w słuchawkę.
- Wiem, tylko dam ci radę- Powiedział cicho.
- Jaką kocie?- Ach on i te jego rady.
- Nie daj dupy byle komu- Powiedział poważnie, on mi coś sugeruje?
- Żartujesz sobie ze mnie?- zapytałam oburzona.
- Nie, to przez to teraz siedzisz i się tniesz- powiedział do słuchawki niemalże szeptem, tego jest już za wiele.
- Śmiesz twierdzić że to nie przez twojego przyjaciela tu siedzę tylko że ja...
- Nie, no co ty. A gdyby on był tylko moim przyjacielem to wszystko byłoby łatwiejsze.- Wyznał.
- Czyli że wy ...
- Tak jakby- Przerwał mi.
- A ty naprawdę jesteś...
- Tak...nie...nie do końca- Gubił się.
- Ale jesteście razem?- spytałam zdyzoriętowana.
- Tak dotąd myślałem, a potem ten "Marsik"...- westchnął smętnie.
- Więc co "nie"?
- Myślałem że pytasz o moją...- Przerwał z zawstydzeniem.
- Oriętacje?- spytałam wprost.
- Tak- Wyznał cicho.
- A jaka ona jest?
- Tego nie umiem chyba jednoznacznie nazwać, jestem z Natem a podoba mi się kilka dziewczyn.- Wyznał ze skrępowaniem, rozumiem że to trudne ale dobrze że się przełamał i mi powiedział, teraz będzie łatwiej.
- Więc witam w klubie Bi- Zaśmiałam się.
- Ty też?- Zapytał zszokowany.
- Tak, chociaż od byłego gdy dowiedział się że spałam z dziewczyną usłyszałam że przespałabym się ze wszystkim co się rusza.- Roześmiałam się.
- Spałaś z dziewczyną?- Jego mina w tej chwili musiała być bezcenna.
- I było lepiej niż z nim- Przyznałam ze śmiechem, cóż humor mi od jakiegoś czasu wrócił.
- Nie był dobry w te klocki?- Spytał ironicznie.
- No nie był, potwierdziła to moja kuzynka która dla mnie się z nim przespała.
- No to nie trafiłaś za dobrze- Zaśmiał się Felix.
- A ty jak trafiłeś?- Zapytałam
- Ty się pytasz o Nata?- zdziwił się.
- Nie, o Świętego Mikołaja- Powiedziałam z ironią.
- Ej, z nim nie spałem- Powiedział udając obrażonego. Oboje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem.
- Wydaję mi się, czy unikasz odpowiedzi- powiedziałam po chwili, gdy się uspokoiłam.
- Jak trafiłem? Pomyślmy...ŚWIETNIE.- Zaśmiał się znowu.
- A on?- Zapytałam spokojnie.
- Ze mną czy Marsem?- chłopak miał nadzieję na to drugie.
- Z tobą idioto, piłkarzyk mnie nie obchodzi.- Zaśmiałam się, chyba dobry humor już mnie nie opuści.
- Z tego co wiem to nieźle ale on może kłamać.- Zaśmiał się do słuchawki.
- Miło wiedzieć- Powiedziałam poważnie.
- A po co ci te informacje?- Spytał podejrzliwie.
- Mam pewne plany jak mógłbyś go odzyskać na dobre i zobaczyć jak bardzo mu na tobie zależy.- Powiedziałam uśmiechając się chytrze, mój plan się wreszcie wyklarował.
-Jaki?- spytał z powątpiewaniem.
-Nie wiem czy ci się spodoba...trzeba wywołać w nim zazdrość- powiedziałam z uśmiechem.
- Niby jak?- Zapytał się.
- A co on robi?- Zadałam pytanie tonem aniołka.
- On śpi z Marsem przez co ja czuję się jak szmata- powiedział smutno.
- Niech zobaczy jak to jest...jeśli cię kocha zrozumie swój błąd i wróci.
- Ale on powiedział że z JAKIM bym się nie przespał on zostanie tam gdzie jest- Załkał do słuchawki.
- To nie śpij z ŻADNYM, prześpij się z dziewczyną,to go może bardziej zaboleć.
- Ale z kim? Jedyne dziewczyny które na tyle znam to ty i Dine. Ona ma Aarona a ty złe wspomnienia z chłopakami.-powiedział, nie powinien tyle myśleć ale odpowiedź w miarę po mojej myśli.
- Więc to napraw, muszę ci pomóc jeśli jedyny sposób to w to wchodzę- Wyznałam.
- Jest tylko jeden warunek, masz przespać się potem z każdym z zespołu- Powiedział.
- Z każdym?- Upewniłam się z uśmiechem.
- Tak, z każdym- Powtórzył znudzony.
- A Nat?
- Jemu też się należy spróbować z dziewczyną a tobie ufam że mi go odbijesz.- Zaśmiał się.
- Umowa stoi ale ty masz zrobić to samo- Roześmiałam się.
- Dobra, widzimy się w Euforii w piątek o 18.
- Tylko przyprowadź Nata- Powiedziałam.
- A ty resztę zespołu- Zaśmiał się.
- Załatwione, zrobimy niezłe przedstawienie.


Druga nota na moim blogu, mam nadzieję że się spodoba. Dzięki dziewczyny za wypomnienie mi błędów. Szczere nie cierpię przecinków bo one są zUe. ;)
Cóż wstawiam to "coś" co ma być wstępem do  partowca który będzie złożony zarówno z fabułowych notek jak i czegoś typu one-shotów.
Dedyk dla Hannami której obiecałam ze wstawię coś starego.

Przyszłam na rampy po raz pierwszy. Obiekt był ogromny, poczułam się nieswojo z faktem że w tym mieście jestem nowa i nie znam nikogo kto mógłby mi czasem pomóc w takich jak ta chwilach gdy moja dyzorientacja sięga szczytów. Weszłam chwiejnym krokiem na część dla początkujących na której uwielbiało jeździć wielu deskorolkarzy wyprubowywujących nowe tricki teraz także ich nie brakło, hałas jaki wydawały rampy pod ciężarem ludzi tak bardzo przypominały mi moje rodzinne miasto gdzie co dzień oglądałam moją drugą czołówkę jeżdżącą na desce. Rozpędziłam się na rolkach i zaczęłam zataczać coraz większe koła,przeplatają nogami i jeżdżąc do tyłu. Niestety przypadek chciał że wpadłam na chłopaka ćwiczącego kick flipa.
- Przepraszam, to moja wina, powinnam bardziej uważać- Powiedziałam odwracając się w jego stronę. Zobaczyłam pięknego blondynka i zapadło mi dech w piersi na widok przede mną, chłopak miał duże,niebieskie oczy i choć był skromnej budowy to z pod bluzki widać było trochę mięśni. Chłopak leżał w rozkroku z bólem widocznym w oczach a w jego stronę biegł kolejny przystojniak.
- Felix, nic ci nie jest?- Spytał bordowowłosy cud.
- Nie, nic tylko mnie dupa boli- odpowiedział Felix z kwaśnym uśmiechem.
- No nie dziwię się...po wczoraj-zadrwił drugi chłopak, blondynek zarumienił się pięknie.
- To moja wina, wpadłam na niego przypadkiem- Wtrąciłam.
- Nataniel nie słuchaj jej, każdemu się mogło to zdarzyć, to ją powinienem zejść z drogi gdy ją zobaczyłem- Powiedział patrząc mi w oczy że skruchą, ach jak można mu nie wybaczyć po TAKIM spojrzeniu.
- Jestem Mai- Powiedziałam że śmiechem.
- Ja Felix a to Nataniel- Wskazał na bordowowłosego który wyraźnie teraz gdy zauważył moją obecność przyglądał mi się uważnie.
- Domyślałam się już- Powiedziałam ze śmiechem.
- Może pojeździmy razem?- Zaproponował Nataniel widząc moje zagubienie, coś tu się dzieje i muszę dowiedzieć się co.
- Z chęcią
W sumie dobrze się z nimi bawiłam, oprowadzili mnie po całym placu, wkońcu usiedliśmy sobie na ławce i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się że Nataniel był kiedyś w zespole i to tam poznał Felixa. Miał wtedy chyba z 11 lat i grał na perkusji a Felix na elektryku. Podobno resztą zespołu były same dziewczyny które wyrzuciły ich z zespołu gdy świętował się że oni wolą chłopców. Pomyślałam że udowodnię im że 11 pierwszych lat życia gdy ich interesowały dziewczyny nie poszło w las. Nagle jakaś blondynka o apetycznych kształtach i tajemniczy ciemnowłosy chłopak podeszli do nas.
- Ej, jak się nazywasz?- Spytała podchodząc do Felixa, .
- Felix, to Nataniel a to jest Mai- Powiedział wskazując najpierw na bordowowłosego a potem na mnie.
- Ja jestem Dine a to Aaron- Uśmiechnęła się dziewczyna. Do wieczora siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy, wyszło na to że Dine i Aarona także interesuje muzyka oraz że nawet nieźle grają.
- Mam pomysł, założymy zespół- zaproponowała że śmiechem, nie zaskoczyła mnie bo rozmowa zmierzała właśnie w tym kierunku.
- Ok, a na czym wy gracie?- spytałam.
- Akustyk- powiedziała Dine.
- Bas- dodał Aaron.
- Tylko ja nie umiem na niczym grać- Przyznałam.
- Nie mamy wokalu- Powiedział Aaron.
- No z tym to ja sobie chyba poradzę- Zażartowałam- Ale już muszę lecieć- dodałam patrząc na zegarek.
Następnego dnia spotkaliśmy się u Felixa w domu. Gdy weszłam tam w oczy rzucił mi się perski dywan leżący w salonie a także oryginalne kolory ścian. Zaskoczyło to mnie, nigdy nie myślałam że ktoś potrafi z domu zrobić czyste arcydzieło, widać że w wystroju kazała palce kobieta i to prawdziwa estetka.Mimo emocji jakie wywołał we mnie dom, pokój Felixa naprawdę mnie zaintrygował. Fioletowe zasłony zasłaniały wielkie okna z cudownym widokiem na park nieopodal, tapeta ala graffiti przypominała skatepark, mahoniowe panele odwzorowywały podłogę w domku na drzewie a ciemne meble robiły na mnie tym bardziej niezwykłe wrażenie biorąc pod uwagę piękne, krwistoczerwone łoże obok nich, połączenie tych przeciwieństw po prostu mnie powaliło. Pierwsze spotkanie zespołu odbyło się gdy już wszyscy wyszliśmy z szoku.
- Witam wszystkich mamy kilka spraw do omówienia, po pierwsze nazwa zespołu i rodzaj muzyki-Powiedziałam poważnie zastanawiając się czy damy sobie radę.
- Co do muzyki to jestem za rockiem- Powiedział Felix z uśmiechem na twarzy, podczas gdy reszta zespołu ochoczo zgodziła się na ten pomysł. Przez to pokój wyglądał jakby szalało w nim stado małp.
- Więc ustalone, a nazwa?- spytałam szczęśliwa z faktu że chociaż zespół jednogłośnie zadecydował, co z tego że miałam małe wątpliwości co do ich zaangażowania.
- Może coś tajemniczego na przykład Księżycowi- zaproponował Aaron bez namysłu.
- Mi się podobają nazwy japońskich zespołów a szczególnie The GazettE, może pójdziemy w ten deseń- Powiedział Nataniel. Szczerze ten pomysł bardziej mi przypadł do gustu ale będę liczyć się ze zdaniem, całego zespołu, a może tak...
- Mam pomysł, połączenie obu propozycji...The MooN- Śmiałam się. No i wszyscy zadowoleni a i mi nazwa się podoba.
- Świetny pomysł!- Rozentuzjazmowała się Dine. Ach to nasze wieczne słoneczko, wprowadza dobry nastrój do całego zespołu.
- Dobra, ostatnia sprawa na dziś, kto będzie liderem?- Spytałam poważnie.
- Jak to kto? Ty!- Zaśmiał się Felix - Dzisiaj świetnie "liderowałaś"- Dodał z uśmiechem na tej swojej ślicznej paszczy.
Próby były co kilka dni, pracowaliśmy bardzo długo, niekiedy zarywając nocki i narażając się na gniew sąsiadów ale się opłaciło. Na pewnym koncercie w drugim roku naszej gry pojawił się łowca talentów z Mistic Music i rozpoczęliśmy karierę muzyczną. Cóż nie dziwię się, to zasługa naszego zaangażowania i ciężkiej pracy włożonej w ten zespół. Postanowiliśmy korzystać że sławy jaką uzyskaliśmy po tym koncercie ale nadal być sobą a nie rozpieszczonymi gwiazdkami.
Felix został mistrzem kraju w jeździe freestylowej.Cały zespół jest z niego dumny ale już czas na pierwszy krążek więc mamy co robić.


Siedziałem i patrzyłem na tą karteczkę już pół godziny nadal nie rozumiejąc co napisałeś.Teraz czytam znowu lecz nadal nie wiem czemu mi to zrobiłeś,czemu zawarłeś zostawiając tylko pustkę i liścik.

'KOCHAŁEM CIĘ,KOCHAŁEM I TO MNIE ZABIŁO.NIE MOGŁEM WYTRZYMAĆ WIĘCEJ KPIN I WYZWISK Z TWOJEJSTRONY.PRZEPRASZAM,ŻEGNAJ'.
Kochany,gdybyś wiedział o tym że też cię kocham zostałbyś? Nie znałem 
twych uczuć,mimo to kochałem cię nad życie.Kochałem,pożądałem...potrzebowałem.Dlatego tez docinałem
ci gdy podrywałeś innych.Nie miałem pojęcia że to cię może zabić.Pamiętam ten dzień gdy zakochałem się w tobie.
'Był piękny,słoneczny dzień ,ty bez koszuli opalałeś się na trawniku w parku.Chciałemcię dotknąć ,zabrać stąd i mieć tylko dla siebie,gdyby coś ci się stało już wtedy oddałbym za ciebie życie tylko po to aby twoje serce nadal wybijało rytm życia.Jednak nie mogłem ci tego powiedzieć,byłeś moim przyjacielem, nie chciałem tego niszczyć,wolałem o tobie zapomnieć.Upijałem siebie i innych,co dzień spałem z kimś obcym.Nie zapomniałem jednak o tobie dłużej niż na czas sexu. Co wieczór wyobrażałem sobie że to ty będziesz wił się dzięki mnie z rokoszy.Chciałem słyszeć twoje jęki,czuć twój dotyk,pocałunki...twoje ciało.Chciałem budzić się rano pocałunkiem i śniadaniem do łóżka ,być przy tobie w najważniejszych chwilach,po prostu być z tobą i być twój.'
Teraz już nie słyszę twojego boskiego głosu gdy śmiałeś się ze mną,twojego płaczu gdy nie chcący cię zraniłem gdy zraniłem twoje uczucia.Pamiętam też moment gdy zraniłem cię najbardziej.
'Świętowalismy w klubie moje urodziny,niestety ty za dużo wypiłeś i podrywałeś jakiegoś młodego chłopaczka mnie zostawiając samego.Wyszedłem z klubu wcześniej nazywając cię zwykłą dziwką choć wtedy to pojęcie pasowało jak ulał do mnie,nie do ciebie.'
Teraz jednak to ty mnie skrzywdziłeś bardziej niż mógłbym wytrzymać.Zabiłeś się,popełniłeś samobójstwo zawczasu wysyłając mi list.Miałeś jeszcze wyjście ale wybrałeś śmierć.
14:59 Łyknąłeś garść proszków nasennych i zasnąłeś z tą różnicą że z tego snu się nie obudzisz.
Tak często mówiłeś mi w żartach że jestem nieodpowiedzialny i bez ciebie zginę. Nawed nie wiesz jak bardzo miałeś rację. Wziąłem te same tabletki które odebrały mi ciebie,chcąc złączyć się z tobą  w śmierci...nic nas już nie rozdzieli.
-kocham cię-wyszeptałem umierając.
-ja ciebie też-usłyszałem twój głos dobiegający mnie ze światła,poszedłem za tobą.


Witam, jestem Mai, ten blog będzie opierał się na opowiadaniach wszelkiego typu na temat zespołu przeze mnie stworzonego ale przyjmuje również zamówienia na zespoły j-rockowe. Blog mam nadzieje prowadzić w formie one-shot'ów krótszych lub dłuższych ew. jak mnie najdzie mogę zrobić kilku-partowca. Notki będą się wydawać co tydzień(postaram się) albo rzadziej jeśli moja kochana Julietta (wena) się fochnie. Chciałam od razu ogłosić że poszukuję bety ze względu na moje niewybaczalne błędy w ortografii.
A teraz The Moon:
- Mai (wokal)- rude włosy z granatowymi końcówkami, oczy w kolorze pochmurnego nieba (na serio inaczej tego określić nie mogę), zboczona, śmiała, intrygantka, osiąga wszystko co chce.
- Felix (elektryk)- blond kudełki, błękitne oczy, nieśmiały, przyjacielski.
-Nataniel (perkusja)- ciemno czerwone włosy, czarne oczy, tajemniczy, ukrywa swoje emocje przed obcymi mimo to wobec znajomych śmiały.
-Aaron (bas)- ciemne włosy mieniące się delikatnie zielenią, zielone paczadła, małomówny, w towarzystwie diablik, zboczony ale nieśmiały.
- Dine (akustyk)- blondynka z niebieskimi pasemkami, piwne oczy, lubi wpadac w kłopoty, wszczyna bójki gdy ktos obrazi kogoś z zespołu, szczera.

muahahaha skończyłam.

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Obserwujący