Od autorki: Po trochu mam wszystkiego dość ale wakacje są...
Julietta: Żeby jeszcze którejś z nas się podobały...
Mai: A kyż mendo, nie są złe. myślisz że pomagasz mi swoim gadaniem? W ten właśnie sposób wena jest obrażona i piszę sama. Ocene można wystawić z tego czegoś co mi wyjdzie. Może ona jeszcze zmieni zdanie.
Beta: Tsa, zobaczę co się da zrobić.
Dedyk: Dla Kiry i Moich "Emilka &Zuzia. sp. z o.o"
Czy to możliwe że widziałam przez ścianę? Przecież to niemożliwe. I co ona do cholery robiła? Wpadłam do domu jak burza, nie mogłam pozwolić na to żeby coś jej się stało.
- Co ty robisz? Jak możesz robić to jej? Swojej najlepszej przyjaciółce?- Wybuchłam wściekłością patrząc na nią z nienawiścią. Chciało mi się płakać i rzucać przedmiotami na raz a najlepiej gdyby na drodze moich "pocisków" znalazła się Omi. W czasie gdy ja histeryzowałam Naoto podeszła do siostry tak jakby chciała sama oddać trochę swojej energii, musiałam nieźle się uspokoić aby zrozumieć co do niej mówiła. Był to niemal szept tak przepełniony spokojem jakby zwracała się do dzikiego zwierzęcia a nie własnej starszej siostry.
- Omi słyszysz mnie? Siostro wiem przed jakim wyborem stałaś, nie gniewam się na ciebie ale popatrz co robisz, popatrz jak niszczysz ludzi których kochasz.- Mówiła cicho i głęboko jakby chciała przekonać ją do czegoś co ta już wie ale nie przyjmuje do wiadomości.
- Kocham? Nie widzisz mnie siostro? Ja nikogo nie kocham, miłość jest dla słabych. Może ty jej potrzebujesz ale ja nie, jestem już dość silna żeby móc się zupełnie wyzbyć słabości ludzi. "Przyjaźń" co za przereklamowany układ, choć muszę przyznać że nieco się opłacił.- gdy słuchałam co mówi włos mi się jeżył na plecach, to było okropne, nie chciałam już słuchać jej dalszego wywodu.
- Przestań proszę, nawet jeśli dla ciebie nic ona nie znaczy nie uprawnia cię to do krzywdzenia jej bo są jeszcze inni.- powiedziałam cicho, może nieco zbyt cicho by brzmieć na pewna siebie ale każdy mówiłby do niej cicho w takiej sytuacji. Nie wiadomo co zrobiłaby pod wpływem emocji.
- A co mam robić? Przejmować się tak nic nie znaczącym człowiekiem zza lustra jak ty? Przecież to jest śmieszne, może przeszłaś jakimś cudem lustro a nawet ceremonię ale dla mnie znaczysz tyle samo co ta żałosna ogrodniczka która stoi przed domem.-zaśmiała się złowieszczo patrząc na mnie z niemą pogardą jednak nie wiedziałam co było gorsze, jej słowa czy ta mina.
- Ona nie jest nikim, już sama miłość stawia ją wyżej od ciebie a to nie jedyna rzecz przemawiające na jej korzyść.- powiedziała do siostry patrząc na mnie z ciepłym uśmiechem. Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości co do tego która jest zła w tej chwili rozprysłyby niczym bańka mydlana.
- I tak osiągnęłam już swoje. Nie obudzicie jej choćbyście znalazły antidotum które ostatnie zerwałam. I tak będzie za słabe.- powiedziała i wyszła z domu. Już bez uśmiechu i radości która mimo wszystko towarzyszyła mi w drodze założyłam swój i Mally "diadem". Uklęknęłam przy niej patrząc jak śpi, przypominało mi to bajkę o śpiącej królewnie z tym ze to ja miałam być księciem.
- Gdy wodna królewna cię dotknie, poczujesz prąd jej strumienia lecz nie pozwól się dotknąć dziewczynie co w ogień się zmienia, jej miłość podsyca płomienie . Gdy zaś obie cię dotkną twe żądy są tylko złudzeniem i niespelnionym marzeniem.- zaśpiewałam cichutko i cmoknęłam ją w usta jak książę.
- Wstawaj kochanie, nie po to tak długo czekałem na ciebie i tak się wysilalam żebyś i ty już się nie obudziła. Może nigdy tego nie mówiłam ale kocham cię Mally, nie chce tracić i ciebie.- niemal plakalam tuląc się do jej skóry. Nagle poczułam ruch jej ust przy policzku. Popatrzylam na nią, na jej usta które choć napewno tylko nieświadomie ruszyła ale to jakiś postęp. Układały się w słowa " tez cię kocham" nic wiecej, może dwa trzy powtórzenia ale za każdym razem to samo. Jednak nie wiedziałam czy wszystko jest normalne, jej cialo na początku zimne jak u trupa już zdążyło przewyższyć temperaturę przeciętnego człowieka. C.D.N...
Od autorki: Taki mały bonusik, nie wiem co to jest.
Od autorki: Przepraszam że tak długa przerwa ale piszę części na bieżąco a teraz miałam małe urwanie głowy ze szkołą i ocenami. W końcu to już 3 klasa, idę do innej szkoły zaraz.
Beta: Brak (ćśśśś, chcę zrobić Lulu niespodziankę)
Dedyk: Dla Kiry i Lulu
- Tego się obawiałam, choć ze mną. - Złapała mnie za rękę i poprowadziła w nieznane.
- Mała, nic ci nie jest? Żyjesz malutka?- Pytałam się troskliwie, tak bardzo przypominała mi mnie z czasów gdy nie byłam jeszcze samodzielna. Mała, schowana w sobie dziewczyna która nie miała prawie nic. Popatrzyłam na Naoto a ona pokręciła głową ze smutną miną jakby mi mówiła że zrobiłam coś źle lub się o mnie martwiła.
- Nie, nic mi nie jest. Czasem muszę sobie posiedzieć sama. Mam do tego zbyt dużo okazji.- Dziewczyna popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła. Jej zęby były zaostrzone jak u drapieżnika a oczy całkowicie czarne. Przerażona cofnęłam się o krok do tyłu.Czułam napór wody tak jak wtedy gdy Mally miała się zapalić. Przyłożyłam dłonie do muru i puściłam po nim strużkę wody. Przepłynęła po kamieniach i leciała dalej tworząc mały strumyk płynący przez środek ogrodu. Rośliny poruszyły liśćmi jakby się rozciągały w stronę wody. Zaciekawiona skierowałam ją na nie. Mrok w ogrodzie ustępował szafirowemu odcieniowi liści roślin które jak róża z Jerycha rozwinęły się pod wpływem wody. Ogrodniczka patrzyła na to wszystko z cichą fascynacją nadal siedząc w swoim kącie.
- Wszyscy tak reagują na mój wygląd. Gorsze niż zwierzęta mówią. Tak, to prawda. Większość takich jak ja traci zmysły jednak u mnie pogłębiła się jedynie moja choroba i lekko zmienił wygląd. Może u każdego tak jest, nie wiem.- Powiedziała cicho patrząc przed siebie pustym wzrokiem.
- Jesteś wyrzutkiem prawda? Aki?- Nie byłam do końca pewna ale to było najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie.
- "Wyrzutek". Jak to brzmi. Ale tak, jestem Aki.- Patrzyłam się przed siebie, naprawdę to ta druga która posiada Wzrok. Nagle znów zaczęły latać te małe światełka, Złapałam jeden patrząc z uśmiechem na Naoto. Nie wyglądała dobrze, jakby właśnie zauważyła że coś jest bardzo nie tak.
- Aki, czy z Azalią diamentową wszystko dobrze? Od ostatniego razu niezwykle się rozrosła.- Popatrzyła ze strachem na roślinę na którą ja też zwróciłam uwagę gdy przyszłam.
- Nie wiem, może to przez to że ostatnio częściej przychodzi tu twoja siostra. Ostatnio zerwała ostatni pąk Ekleptic zbierający światło. Od tamtej pory roślina wydaje się dążyć do jak najszybszego odbudowania pierwotnej ilości.- Wytłumaczyła mądrze patrząc na roślinę. W tym właśnie momencie moją uwagę zwrócił mały, maleńki pąk w centrum rośliny. Z iskierką w dłoniach podeszłam do niej lecz nadal nie dosięgałam. Podświadomie rozlałam na boki wodę a roślina starająca się dostać choć kropelkę rozstępowała się przede mną. Usiadłam obok tego najmniejszego pączka i oddałam mu ognik. Roślina wchłonęła go a pąk zacżął rosnąć aż w końcu prawie zakwitł. W tym czasie zakwitły inne pąki. Pędy otuliły mnie jakby chcąc mnie chronić przed tym co było poza zasłoną roślinności.
- Miko? Co ty zrobiłaś? Nigdy jeszcze Ekleptic tak szybko nie zakwitła.- Powiedziała Naoto. Ale ja tego prawie nie słyszałam. Wewnątrz kopuły działo się coś innego, pąk pęczniał i pęczniał ale nawet mimo poruszania nie mógł się otworzyć. Dotknęłam dna kielicha delikatnie posyłając mu wodę. Wtedy właśnie się otworzył, w środku stała mała, maleńka wróżka. Niczym Calineczka rozciągnęła się i zatrzepotała swoimi nieproporcjonalnie długimi rzęskami. Następnie podleciała do mnie, zerwała maleńki pęd rośliny i zawinęła wokół mojej głowy tworząc coś niby diadem. Kolejny uplotła i położyła na rozwiniętym kwiatku. Zerwała pare pręcików i obsypała moje włosy pyłkiem. Następnie wplotła w ten drugi płatki kwiatu i mi go wręczyła. Czułam się naprawdę dziwnie. To było specyficzne uczucie. Nim się obejrzałam to małe stworzonko zmieniło się w taką samą jeśli nie piękniejszą iskierkę jak ta którą ja przyniosłam, zakręciło się wokół mojej głowy i "diademu" w rękach. A potem odleciało. Tak po prostu, bez żadnego słowa, wykluło się, stworzyło dwa diademy i zniknęło razem z tym tajemniczym pękiem nad którym się tak opiekowałam.Roślinność wokół mnie się rozrzedziła na tyle że mogłam przejść. W podzięce jeszcze polałam im trochę wody ale już nie interesowały się nią. Czyżby była potrzebna jedynie do tego by wydać na świat tę kruszynkę?
- Co ty tam robiłaś?
- Dlaczego nas nie ostrzegłaś?
- Wiesz co się mogło stać?
- Co ty sobie myślałaś?
- Co to jest?!
Dziewczyny zasypały mnie pytaniami na które nie zdążyłam odpowiedzieć. Jednak to ostatnie, powiedziane razem zwróciło moją uwagę. Wskazały na maleńką iskierkę lecącą w stronę księżyca i osiadającą tuż obok niego.
- Moja mała przyjaciółka. Teraz jest już chyba gwiazdą. Dała mi to.- Pokazałam im diadem z maleńkim kwiatuszkiem w kolorze ognia zamiast oczka kryształu.
- Ale przecież to...
- To niemożliwe...
Ich oczy stały się wielkie jak spodki.
- Idę to założyć na głowę Mally, wy możecie tu stać i zastanawiać się nad tym co się stało lub iść. Momentalnie oprzytomniały i obie ruszyły za mną.
Gdy doszłyśmy do domu zobaczyłam bardzo dziwny widok. Omi stojąca nad śpiącą Mally. Trzymała dłoń na jej obojczyku a wokół tego miejsca tworzył się pokaźny siniak...
Chwilę, jesteśmy na dworze a Mally leży w domu. Jak to możliwe że ją widzę?
Od autorki: O i jest ktoś jeszcze. Witam cię drogi anonimku i mam nadzieję że mój blog ci się spodoba. Obsuwa trochę przez to że Lulu nie wysłało opowiadania i musiała jeszcze raz. Ale będę publikować zazwyczaj we wtorki. Tak żeby było wiadomo chociaż w jakim dniu tygodnia się spodziewać. Miłego czytania.
Beta: Lulu
Dedyk: Dla Kiry i anonimka
- Czy coś się stało? - Spytała Omi, a na jej twarzy widniał niepokój. Wyglądała na nieświadomą, lecz coś w niej, jakby w jej oczach, mówiło, że nie to nieprawda. Popatrzyłam głębiej w jej oczy, wykorzystując umiejętności, które poznałam całkiem niedawno. Ujrzałam ciemność - niezwykły mrok - na widok którego zazwyczaj przechodzą wszystkich dreszcze. W tych oczach zobaczyłam małą dziewczynkę - niemowlaka - który patrzył przeszywająco na swoją rodzicielkę. Kiedy ze przerażeniem odkryła jak, przez chwile, mrok, który teraz oglądałam wyszedł na powierzchnię. Płynęło do niej światło, tworząc wrażenie jakby promieniała. Jednak ja widziałam jak jej skóra pochłania wszystko. Niemowlak złapał matkę za nadgarstek, a ta się skrzywiła. "Jesteś silną dziewczynką, a przecież miałaś nie żyć. Urodziłaś się jako wcześniak." - Wyczytałam z ruchu warg kobiety. Nadal była brzemienna, tak jakby jeszcze nie urodziła. Mimo to w miejscu, które dotknęło dziecko pojawił się siniak. Następny obraz - kobieta trzymająca na rękach dwie dziewczynki. Nie mogło to się wydarzyć w długim odstępie czasu, ponieważ Omi nie zdążyła jeszcze zbytnio podrosnąć. Ślad na ręce był zawodowo zamaskowany tak, jak i wiele innych. Zobaczyłam te same sceny, jak wcześniej.
Pomimo tego, teraz, kobieta była jak za maską. Dzień, w którym Omi wyrzuciła siostrę z domu, moment wcześniej, gdy dotknęła jedynego miejsca na ciele matki, gdzie nie kwitły siniaki, skóry tuż nad sercem kobiety, wiedząc, że dzięki temu zakończy to, co zaczęła jako niemowlak. Musiała to zrobić, bo inaczej straciłaby całą energię życiową.
Już jako mały brzdąc zrozumiała, że jeśli nie będzie pobierać światła i energii, to przemieni się w czysty mrok. Jednak jedyną osobą, której nie mogła dotknąć była... jej siostra. Jej ciało nie dostarczała prawidłowo energii - ono nią promieniowało, tak bardzo, że przebywanie obok niej parzyło. Jej siostra miała być bliźniaczką, ale okazała się przeciwwagą. Jej przemiana jedynie podsunęła Omi pomysł, który wykorzystała. Zrzuciła winę za to, co złe, na siostrę, której już i tak ludzie się boją. A teraz? Kiedy do społeczności dołączył ktoś nowy, musiała utrzymać intrygę jeszcze bardziej w ukryciu. W momencie, kiedy usłyszała, że Mally spotkała się z jej siostrą, dała jej przepis na środek nasenno-uspokajający w "odrobinkę" zbyt dużych proporcjach. To wszystko zostało wyczytane z oczu. Czytałam jej myśli przez spojrzenie. Musiałam udawać, że nic się nie dzieje. Przyjmuję zaproszenie do gry. Oby tylko skończyła się dla mnie pomyślnie...
- Coś jest nie tak z Mally. Zemdlała i nie mogę jej dobudzić. Podobno coś wypiła, ale od czasu, kiedy przybiegła od Naoto dziwnie się zachowywała.. .-Westchnęłam. Mam nadzieję, że złapała przynętę.
- Ach Naoto. Byłoby dla ciebie lepiej, gdybyś się do niej nie zbliżała. Nie wiem kim lub czym jest, ale na nikogo dobrze nie wpływa. Od tej feralnej przemiany coś się z nią stało. Widziałaś jej oczy? Lub to jak zachowują się rośliny, które znajdują się w jej otoczeniu? - Wszystko doskonale widziałam. Pokiwałam głową, bo stało się dla mnie jasne, że każde stworzenie, które pobiera energię do życia, dostawało ją od niej w nadmiarze. Jak żarówka, która się przepala, gdy przepłynie przez nią jednocześnie zbyt duża ilość prądu.
- Rozumiem, ale mimo wszystko coś mnie do niej ciągnie. Ona jest wyjątkowa. Nie wpływa na nikogo dobrze? Był ktoś jeszcze, któremu przytrafiło się coś złego? - Zapytałam.
- Nasza matka Luna była pierwszą, która poznała smak śmierci... przez swoją córkę. I przez Tę sama osobę również może zginąć Mally, jeśli jej nie pomożesz. - Odrzekła. "Wreszcie powiedziałaś coś, co jest prawdą." Pomyślałam.
- Jednak nie powiedziałaś, przez którą córkę to się stało, przecież to nie jest takie trudne prawda? Mówić prawdę, choć starasz się by ktoś inaczej ją odebrał.
- Możesz mieć rację. Prawdopodobnie sprawiła to ta sama osoba. Jednak muszę coś zrobić. Idę poczytać w bibliotece Mally czy jest jakiś środek, coś dzięki czemu będę mogła jej ponoć. Dziękuję za przestrogę. Zgadzam się z tym, że trzeba być uważnym w kontaktach międzyludzkich. - Dziewczyna przytaknęła i odeszła, sądząc, że nie zorientowałam się w tym, co się stało. Jednak miałam pewne przeczucia.
- Stella! - Kocica była starsza niż we wspomnieniach Naoto, ale przyszła, podchodząc do mojej nogi z wyrazem mądrości na swoim pyszczku. - Poprowadzisz mnie do swojej pani? - Kocica ruszyła przez las, a ja ledwo za nią nadążałam. Mimo tego, że co chwilę zatrzymywała się, aby spojrzeć na mnie, doprowadziła mnie w dość dziwne miejsce. Kojarzyłam je, tylko nie wiem skąd.
- La mia piccola Stella. - Przywitała ją tak, jak kiedyś, przytulając twarz do jej miękkiego futerka. Kotka przeciągnęła się leniwie, widocznie zadowolona. - Kogo do mnie przyprowadziłaś? - Dziewczyna z czułością, najprawdopodobniej wywołaną przez futrzastą istotkę, jeszcze widoczną w oczach, zerknęła w moją stronę. Jednak, gdy zobaczyła wyraz mojej twarzy, natychmiast spoważniała.
- Co się stało? - Spytała, gdy podeszłam do ławki, na której aktualnie siedziała. Potrafiłam rozpoznać to miejsce. To tu, kiedyś musiał znajdować się jej dom. Teraz były tu tylko spalone zgliszcza i ta ławeczka, lekko od nich oddalona. Może dlatego został a ocalona.
- Omi dała Mally przepis na herbatkę uspokajającą. Z tą różnicą, że teraz Mally leży nieprzytomna w swoim domu, a ja bezowocnie próbuję ją obudzić. - Powiedziałam cicho. Nie byłam pewna swoich odczuć. Z jednej strony byłam zdeterminowana, chciałam jej pomóc, uratować ją, ale z drugiej... śmiertelnie przerażona.
- Co było w tej herbatce? - Zapytała. Czułam, że te pytanie może o wszystkim zadecydować.
- Nigrum Aglaophotis. - Odpowiedziałam trochę łamliwym głosem.
- Tego się obawiałam, choć ze mną. - Złapała mnie za rękę i poprowadziła w nieznane.
Od Autorki: No i od razu lepiej. Jak ktoś się udziela to i ja szczęśliwa i wena ma czym się pożywić. Mam nadzieję że się podoba. Lulu, jesteś najlepszą betą pod słońcem. Kochana Lulu.
Beta: Lulu-chan
Dedyk: Dla Kiry, Zosi i Emilki.
Obudziłam się po paru godzinach. Może to były minuty albo dni? Nie wiem. Nie orientowałam się już w czasie. Przez chwilę siedziałam na jasnozielonej trawie, a przed oczyma miałam mroczki. Wyobraziłam sobie tych biednych ludzi. Ale czy można jeszcze tak ich nazwać? No cóż... Nie mam pojęcia. Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. Ciągle czegoś mi brakowało. Jakbym żyła teraz w śnie, nic nieznaczącym. Takim, z którego zaraz się obudzę. Zapamiętam to jak Alicja - Krainę Czarów. W końcu i ona przeszła na Drugą Stronę. Tylko ile jest tych Drugich Stron? A gdyby to jednak była tylko bajka? A co, jeśli nie? W końcu w każdej bajce można znaleźć coś prawdziwego. Jestem tu jak owa Alicja, zagubiona w swojej własnej "krainie czarów". Ruszyłam w stronę pięknego domku. Przypomniała mi się kolejna opowiastka. Któż szedł przez las i dotarł do baśniowej chatki? Tak, jestem taka oryginalna. To Jaś i Małgosia. Ciekawe czy bajkopisarze też tu kiedyś byli? Czy to, o czym piszą, widzieli kiedyś na własne oczy? Ja widzę: krainę czarów, mały domek z szarawym dymem, wydobywającym się, przez komin, z pieca, przy którym suszą się różnorakie zioła. Mimo wszystko widok domku i tego dymu tak bardzo kojarzył mi się z "Jasiem i Małgosią". Brakowało tylko jednego elementu - złej czarownicy... I może jeszcze Jasia, bo ja, mogłabym upodobnić się do Małgosi.
- I Mally mnie utuczy, i zje niczym zła czarownica. - Dopowiedziałam sobie pod nosem, gdy znajdowałam się w niewielkiej odległości od budynku. Coś zaśmiało się pomiędzy drzewami. Kto to mógł być? - Ja czarownicą? Starą? Poza tym nie zjem cie, choć przyznam szczerze, że wyglądasz apetycznie. Jednakże w trochę innym sensie. - Odrzekł owy głos, który jak się domyśliłam, należał do Mally. Dziewczyna wyszła zza płaczącej wierzby z koszykiem pełnym ziół w rękach. - Akurat poszłam zebrać trochę drobiazgów, rozumiesz przyprawy, dodatki do herbaty i tym podobne. - Powiedziała cicho, sprawdzając czy wszystko ma. Jakby nic się nie stało. Zupełnie nic...
- Popatrz na mnie. - Powiedziałam dość głośno, jednak z trudem powstrzymując się od krzyku. Gdy nasze oczy się spotkały, zauważyłam coś, czego nie powinno w nich być - otumanienia. Jakby ktoś podał jej silne leki. Dodatkowo wokół niej unosił się mocny zapach - jaśminu. Mimo to bardziej kojarzącego się ze snem. Długim, twardym snem bez snów. Takim, w jaki zapadają ludzie, gdy są załamani. Nie oznaczającym jeszcze śmierci, lecz coś równie strasznego. Obłęd. Raz byłam w psychiatryku, jednakże ten rodzaj zapachu zapamiętałam idealnie. Odór środków uspokajających dla wyjątkowo narwanych pacjentów. - Coś ty wzięła Mally? - Spytałam cicho, patrząc na jej oczy, teraz zasnute ponurą mgłą. - Zaparzyłam sobie herbatkę na uspokojenie, z ziołami z distrijskich ogrodów. Są najmocniejsze i najbardziej naenergetyzowane. - Stwierdziła, delikatnie uśmiechając się do mnie, ale jej uśmiech nie zajął zamroczonych oczu.
Złapałam ją zanim upadła na ziemię, mdlejąc. Wzięłam ją na ręce, zanosząc do chatki. Była leciutka. Może nie jak piórko, ale nadal mało ważyła. Położyłam ją na łóżku. Sama siadłam na fotelu obok i rozpłakałam się. Nie potrafiłam być twarda w takiej sytuacji. To za wiele jak na moje siły. Po prostu płakałam jak dziecko, patrząc na "śpiącą" dziewczynę. Już widziałam człowieka w takiej śpiączce - moją matkę. Kiedyś kobietę uśmiechniętą i patrzącą przez różowe okulary na otaczający ją świat. Jednak gdy ojciec zaczął pić... Miałam wtedy ledwie 10 lat. Mój brat - 8, zaś siostra - 7. To było straszne, gdy on ją złamał. Ta kobieta, która czytała mi bajki na dobranoc i nuciła piosenki o fantastycznych wydarzeniach, nagle wpadła w depresję i chciała popełnić samobójstwo. Nie zrobiła tego jednak. Upozorował to mój własny ojciec! Wylądowała w zakładzie dla psychicznie chorych, gdzie zapadła w ten sam sen i... już się nie obudziła. Lekarze nie wiedzieli dlaczego. Podobno zażyła coś, czego nie udało się wypłukać z jej organizmu. Ten sam sen pachnący jaśminem... Nie chciała, aby Mally umierała. Nie w ten sam sposób jak jej ukochana mama. Teraz, gdy znalazła kogoś, komu zaufała, prawie pokochała. Nie może zginąć, tak jak zginęła jedyna osoba, która do jej czasu, znaczyła cokolwiek w jej życiu. Teraz Mally jest dla niej wszystkim tak, jak jej matka kiedyś.
- Nie umrzesz! Dowiem się co wzięłaś i jak to cofnąć. Nie pozwolę i tobie odejść. Obiecaj mi, że nie umrzesz, że nigdy mi tego nie zrobisz. Muszę być pewna, że nie odejdziesz ode mnie nigdy. Nie bez mojej zgody. Nigdy. rozumiesz?! NIGDY! - Cały mój smutek zmienił się w złość. To dobrze, złość można wykorzystać jako siłę napędzającą, a smutek nie. Wstałam jakby w moje mięśnie wpłynęła nowa energia. Mogłabym przenieść wszystkie góry, byle by znaleźć rozwiązanie. Weszłam do pomieszczenia, w którym Mally trzymała wysuszone oraz sproszkowane zioła i kwiaty. Gdy doszłam do kwiatów, rozejrzałam się. Były tylko 3 słoiczki z czarnym wnętrzem. Otworzyłam pierwszy, powąchałam...
- O fuu! Śmierdzi jak zgniłe mięso. - Odłożyłam pojemniczek na półkę ze wstrętem. Wzięłam kolejny, tym razem delikatnie nabierajac powietrza, lepszy. Pachniał on wanilią i pieprzem. Trochę zakręciło mi się w nosie. Chyba to jednak nie to. No cóż, został ostatni słoiczek. Otworzyłam wąchając. Przypomniał mi się ogród z dzieciństwa. Ten moment, gdy babcia bujała się na huśtawce razem ze mną. Miała nowotwór, ale nie okazywała tego swojej wnuczce. To było ich ostatnie wspólnie spędzone lato. Wokół kwitnęły piękne piwonie. Właśnie tez zapach z dzieciństwa poczuła, gdy odkręciła wieczko. Po chwili, tak jakby w cieniu zapachu, gdy jedna łza wpadła do słoiczka, poczuła mdląco-słodką woń - "ten" sen. Była tego pewna. Przekręciła naczynie i przeczytała etykietkę.
- NIGRUM AGLAOPHOTIS. - Powiedziałam cicho. - Co to jest? Wyszłam na dwór i obejrzałam się. Jeszcze nigdy nie czułam się tak samotna. Ani po Tej, ani po Tamtej stronie. Po prostu nigdy. Znałam tu: Mally, która leżała nieprzytomna, Naoto, która zawsze jest tam, gdzie chce i nigdy nie wiadomo, gdzie, Jyou, którą ledwie znałam i nie byłam pewna czy mogę jej zaufać... Była jeszcze Omi, ale nie wiedziałam co o niej myśleć. Ostatecznie to ONA dała Mally przepis, przez który stało się to, co się stało. - Proszę, jest tu ktoś? - Spytałam przez łzy, prawie bez nadziei na odpowiedź. Jednak ta nastąpiła. I to nie od kogoś, kogo chciałabym teraz usłyszeć.
Od autorki: No kochane potworki nie popisałyście się z komentami, napisała jedynie Lulu a gdzie moje Emilka i Zosia? Myślałam że może wy skomentujecie. Od teraz jeśli nie skomentują 2 osoby (i nie ma zmieniania konta) lub nie będzie nowej setki wejść (zamiennie) to będą części w kopiach roboczych i będą czekać aż spełnicie warunek któryś.
Beta: Brak bo zazwyczaj jest nią Lulu a ta część ma być dla niej niespodzianką.
Dedyk: dla Kiry i Lulu która jako jedyna ostatnio skomentowała.
- Co się stało? Wiesz że ja wiem?- Spytałam szybko lekko przestraszona tym że może nie podoba jej się to że dowiedziałam się o jej przeszłości.
Dziewczyna przytaknęła ruchem głowy i wyszła z domu widocznie chcąc mi coś pokazać. A co zrobiłam ja? W koszuli nocnej i ciapach wyszłam prosto w las. Nie wiem czy to dziwne czy nie ale zaraz za mną ruszyła Mally. Doszłyśmy do tego samego miejsca gdzie spotkałam ją ostatnio. Usiadła na trawie i popatrzyła na nas wyczekująco. Zaczerwieniłam się i starając za bardzo nie okazać za bardzo skrępowania usiadłam naprzeciw niej. Z tej perspektywy widziałam o wiele lepiej cały świat, jakby na górze znajdował się jakiś dziwny czar utrudniający percepcję i bynajmniej, nie chodziło mi o to że z tej perspektywy bielizna Mally była bardziej widoczna niż powinna.-Dla pewności pokazałam jej aby usiadła.-Chodziło bardziej o las. Był niesamowity. Posiadał więcej kolorów niż zwyczajnie a jednocześnie nabrał mroku jakbym patrzyła na niego nie swoimi oczami. Popatrzyłam na Naoto. Z moich ust wydostał się krzyk zdziwienia. Z całej dziewczyny promieniało światło które wypalało powietrze wokół. Poczułam zapach palonego cukru rozchodzącego się od niej. Przypomniało mi to wspomnienie ręcznego robienia cukierków z mamą. Całokształt był zniewalający i choć wiedziałam że to nie jest dla mnie normalne chciałam tak dobrze widzieć kim kto jest?
- Jaki masz dar?- Spytałam cicho.
- To trudno opisać. Jest to bardzo rzadka i wyjątkowa moc. Zawsze osoby ją posiadające są odtrącane przez wygląd. Mówią o niej legendy i opowiadają ludzie. Boją się jej wszyscy w których sercach jest mrok nie nocy a zła. Panuję nad wszystkim lecz jestem sama.- Opowiedziała potem historię tej mocy, nie do końca ją zapamiętałam jednak to ostatnia taka jak ona stworzyła przepowiednie która teraz się spełnia. Jednak to co znali ludzie było jedynie jej częścią. Podała kartę pergaminową z napisaną wymyślnym pismem przepowiednią.
"Z łona ziemi urodzi się,
niegdyś siostrzaną miłość zdradzi i zrani
a łono z którego powstało zabije.
Oszuka niejedno serce a każde z nich zatruje.
Czarna ziemia je zrodzi i ciemność je pochłonie
bo to co się dobrem wydaje jest złe
a zło dobrem się stanie."
Po drugiej jednak stronie była jakby druga część przepowiedni.
- " Gdy przybędzie córka królowej
i miłość swą rozleje na wszystkich
Zmyje kłamstwo z ludzi i zobaczy serca
odnajdzie córkę księżyca i słońca
Wspomoże ją w walce z mrokiem dusz
A uratuje się las i wszyscy
A na tronie zasiądą dwie królowe." - Przeczytałam pod nosem. Mally popatrzyła się na mnie dziwnie. Wzięła kartę w dłoń oglądając ją pod różnymi kątami.
- Tam nie ma nic napisanego, nic nie widać.- Podała mi kartę na którą popatrzyłam, wyrazy były równie dobrze widoczne co po tamtej stronie. Napisane tym samym charakterem pisma które przypominało jej bajki o wróżkach a jednocześnie historie i czarnych elfach które słuchała w dzieciństwie.
- Miko ma Wzrok, jako że wychowana została po Tamtej Stronie i jako jedna z niewielu potrafi przeżyć Przejście możliwe że jest ich więcej. Specjalnie przyprowadziłam ją na polanę talentów znana jedynie takim jak ja. Przebywanie tu ukazuje ukryte niekiedy przez setki lat umiejętności.- Popatrzyła z zaciekawieniem na Mally jakby czegoś wyczekiwała. I rzeczywiście coś się stało, jednak nie tylko jej. Nagle poczułam strasznie silny napór na skórę. Nowo nabyty instynkt kazał mi wypuścić to co czułam. Wokół siebie zobaczyłam świat jakby przez taflę wody jednak to był tylko odruch ponieważ Mally zaczęła się palić. Dosłownie. Nie był to najcudowniejszy widok biorąc pod uwagę to że jeszcze niedawno było się zwykłym człowiekiem który nie codziennie widzi ludzi palących się i jednocześnie śmiejących z tego że są wolni.
- Dotąd tylko o tym słyszałam, nigdy nie doświadczyłam pełni Połączenia. Jednak teraz wydaje się to takie naturalne.- Westchnęła kręcąc się wokół własnej osi jak mała dziewczynka. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. W stanie w którym zachowywała się jak dziecko, przez to wyglądała o wiele młodziej. Praktycznie nie dałoby się wtedy rozpoznać jej ani mojego wieku. W końcu stanęła w miejscu a wokół jej skierowanych w górę dłoni trzaskały wesołe iskierki. Uśmiechała się rozbrajająco a ja nadal stałam za kurtyną wody chroniąc się przed jej ogniem.
- Co to jest?- Spytałam patrząc na nią i powoli opuszczając kurtynę gdy mój instynkt upewnił się że nic mi nie grozi.
- Pełne Połączenie z żywiołem. Od bardzo wielu lat nic takiego się nie stało. Ani w naszej wiosce ani w innej części Królestwa. Bo musisz wiedzieć że na tym świecie jest coś więcej od Wioski Strażniczek i Wielkiego Lasu. To piękne królestwo ze swoją historią i cudownym zamkiem w Distrii, stolicy królestwa. Co roku wybierają jedną wioskę która ma za zadanie wysłać do zamku kilkoro ludzi. W tym roku padło na nas lecz nikt poza mną nie chciał jechać. Teraz i ja się boję wyjazdu ponieważ mam już co stracić. Ciebie i to co mi dałaś.
- Jak daleko jest Distria?
- Około trzech dni jazdy konnej. Tylko że nie mogę pojechać sama.- Westchnęła opierając głowę o dłonie, jej włosy zajęły się od iskierek ale nie niszczyło ich to.
- Szykujcie konie, czas by przepowiednia się sprawdziła.- Powiedziała tajemniczo Naoto znikając w lesie.
Zostawiła nas same siedzące na polanie. Patrzyłam na Mally która nadal nie podnosiła wzroku. Całe jej włosy zmieniły się w delikatne fale płomieni których ciepło docierało do mnie. Ciepło biło w rytm serca. Całe moje ciało pokryło się cieniutką warstwą wody a ja ją przytuliłam. Czułam jakby delikatne łaskotanie w miejscach gdzie jej ciało zetknęło się z moim a warstewka wody zaczynała parować zastępowana kolejną. Tuliłam się do niej a wokół nas unosiła się cieplutka para otulająca jak kołderka. Płomienie na głowie Mally zaczęły się krztusić przyduszone przez wilgoć powietrza. Dziewczyna jednak nie zwracała na to uwagi widocznie zajęta myśleniem o czymś co ją przerażało.
- Powiedziała "szykujcie" jakby to było już przesądzone że pojedziesz tam ze mną.- Powiedziała cicho z miną osoby skazanej na wieczne cierpienie. - Nie wiesz co kryje się po drodze, nie znasz tych lasów. Nim dojedziemy do Świetlistego Miasta czeka nas przeprawa przez miejsca ciemniejsze niż noc i straszniejsze od wszystkich koszmarów.- Dodała gdy popatrzyłam na nią z wyrzutem. Przytuliła mnie mocniej widocznie starając się zapomnieć o czymś co przeżyła dawno temu. W moim życiu zdecydowanie za dużo jest niewyjaśnionych spraw i tajemnic. Ale sama mimo wszystko się w to wpakowałam.
- Słyszałaś kiedyś o tym gdzie trafiają wariaci? Tak mało miejsc w psychiatrykach, tak dużo wypadków. Gdy człowiek z waszej strony prawie postrada zmysły nagle widzi w lustrach naszą krainę. Pewnie to przez fakt że tacy ludzie nie mają już granic umysłowych. Tak czy inaczej albo zbijają lustra przez co lądują w izolatkach albo przechodzą... - Ucichła kiedy zobaczyła nadzieją w moich oczach, zaprzeczyła ruchem głowy widocznie smutna. Więc to nie koniec historii. - To nie tak jak myślisz, ci ludzie byli rozchwiani emocjonalnie i nie posiadali przewodnika. Pamiętasz co powiedziałam gdy wyciągnęłam cię z lustra?
- Tak, że zbyt długi w nim pobyt potrafi ogłupić.
- Im nikt tego nie powiedział, bawili się jak dzieci w tęczy kolorów aż zupełnie stracili resztki zmysłów. Uwierz mi że zwierzęta to nie najgorsze co teraz można spotkać w tych lasach. Naszą wioskę chronią czary ale poza nią... Niewielu "wyrzutków" zachowuje zdrowe zmysły a i oni nie do końca.- Popatrzyła na mnie smutno zanim wstała i odeszła zostawiając za sobą tylko jedno zdanie.
- Kiedyś poznałam "wyrzutka" o imieniu Aki, 15 letnią dziewczynkę która miała Wzrok i to było jej przekleństwem.
Następnie zupełnie znikła za drzewami a ja zobaczyłam na niebie ogromny księżyc tak podobny kolorem do oczu Naoto.
Gdy popatrzyła w okno popłakała się. Czuła się taka gruba, nieperfekcyjna. Nie wiedząc co zrobić po prostu nadal płakała, pozwalała łzom płynąć swobodnie, nie wstydziła się ich bo nie miała przed kim. Miała jedną przyjaciółkę która ją znała i nikogo więcej. Cała reszta uważała że jest radosna. Jedynie gdy sama im mówiła że jest inaczej jakoś reagowali. Jadła coraz mniej, kłóciła się coraz częściej nie mogąc zapomnieć że ma być perfekcyjna. Musi schudnąć, zmienić się. W obecnym ciele czuje się brzydka i odpychająca. Powinna ważyć 57 waży 58. To jej udręka, każdy kilogram na jej ciele wydaje jej się największym wrogiem. Ona chce tylko trochę schudnąć, chce ważyć 55 potem 50 i jeszcze trochę mniej, i jeszcze troszeczkę, troszeczkę... Już dłużej nie może udawać że jest inaczej. Nikt kto ją zna jej nie chce. zakochana nie powie że kocha choć może nie raz już to mówiła ale nikt nie słuchał jej naprawdę. Zapomniana nie potrafi już naprawdę żyć. Brzydzi się sobą, swoim życiem, ciałem, wszystkim co jest z nią związane. Każde słowo sprawia jej ból. Tak bardzo chce na siebie ściągnąć uwagę. Chce aby każdy widział jej upadek i poczuwał się do winy. To przez was skurwiele ona taka jest. Nie wybrała sobie losu, może kiedyś się sobie podobała ale każde spojrzenie sprawia jej ból. Zwracajcie uwagę na osoby które cierpią. Czasem cisza zastępuje najgłośniejszy krzyk. Będzie szła do psychologa, wie że jej to nie pomoże. To przez was taka jest i to wy nadal ją wpychacie na dno. Teraz patrzcie na to. Ona stara się uratować chociaż wie że chyba nic jej nie uratuje. Chce schudnąć tak by umrzeć z głodu. Będziecie patrzeć jak sama siebie niszczy. Wybrała sobie piękną i długa torturę nazywaną drogą do Any. Z własnej woli. Ona nie chce się wycofać, musi wsiąść się w siebie i jej się uda. Olać rodziców, ludzi którzy chcą dla niej dobrze. Przecież oni jej zazdroszczą jedynie wytrwałości. Ona chce się zabić, zniknąć lecz nadal daje wam szansę żeby ją uratować. Jeśli nie to czekajcie, czekajcie na jej zgon. On nastąpi prędzej czy później. Ona chce wcześniej. Pisze to tu bo nie wiem co ztobić, mam już wszystkiego dość. Moje otoczenie mnie zniszczyło. Bez was potworki nie mam najmniejszych szans. Mało was jest i może za to was kocham. Jesteście tam gdzie niogo innego nie ma. Brak mi sensu życia. Będę szła do psychologa i jestem za gruba. Tak ten tekst jest o mnie...
Od autorki: długo mnie nie było, za długo. Ne no wiem, nie zależy potworkom na moim gadaniu tylko na lustrze. Już wam daje. Pisane pięć razy więc troche na " nie omine tego choć chciałabym dalej". Bez bety bo od (liczy czas) nie wiem, z miesiąca miałam kare na kąpa i mi zżarło chyba poprawione od Lulu a ona gdzieśtam wyjechała chyba.
Usiadłam na łóżku, popatrzyłam za okno. Dużo się zdażyło dzisiejszego dnia. Musze się przezwyczaić że nic nie będzie jak dawniej. Westchnęłam zamykając oczy. Prześpie się.
"Popatrzyłam między drzewami, bawiła się tam mała może 5 letnia czarnowłosa dziewczynka. Śmiała się patrząc mi prosto w oczy.
- Mamo pobawisz się ze mną?- Krzyknęła mała i pobiegła w moją stronę. Przebiegła przeze mnie skacząc w ramiona rudowłosej kobiety z kręconymi włosami.
- Oczywiście kochanie-
Obraz się rozmył a na jego mjejsce zobaczyłam wnętrze domu.
Siedziały tam Naoto i Omi. Smiały się i rozmawiały.
- Siostra? Jak jest po przemianie?- Spytała młodsza, czarnowłosa dziewczyna.
- Sama się dowiesz, to już tylko trzy miesiące.-
Naoto siostrą Omi? To niemożliwe... Coraz słabiej je słyszałam, rozmawiały jeszcze o tym jakie moce można mieć po przemianie.
Jednak wszystko coraz bardziej się rozmywało im bardziej oddalało mnie stamtąd.
Znów zobaczyłam dom, tym razem różnica w wyglądzie Naoto była mniej widoczna niż ostatnio. Troche podrosły jej włosy a rysy twarzy nabrały więcej dorosłości. Mimo to nadal wyglądała dziecięco.
- Wrócicie przed przemianą? Wiecie że musi być przed zachodem?-
Rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do niej i ją przytuliła.
-Wrócimy, tylko odwieziemy Omi i już przy tobie będziemy.- Powiedziała i wsiadła do karety. Już niemal nie wyglądała jak ta kochająca duszka w sukieneczce z włosami do kostek z przed 10 lat. Teraz w obcisłych spodniach, skurzanej kurtce i z włosami ledwie sięgającymi jej brody wyglądała na wyluzowaną 30-kilku latke z naszej strony. Pomachała jej i odjechali. Naoto usiadła na ławce i zaczela głaskać czarnego kotka z białą gwiazdką na pyszczku.
-"La mia piccola stella"*- powiedziała cichutko głaskając kotkę.
Poczułam się na chwile otumaniona a gdy znowu wiedziałam co się dzieje słońce niemal już zachodziło.
Naoto popatrzyła na nie smutno, Omi przygotowała jej niemal takie same zioła co Mally mi i usiadła przed domem. Chyba nadal czekała aż przyjadą do niej. Rozpaliła zioła przygotowane przez swoją siostrę i wokół niej uniosła się chmura dymu uniemożliwiając mi zobaczenie jej. Nagle wokół rozniusł się przeraźliwy pisk dziewczyny.
- Maaaaamo!-
Gdy dym opadł było już ciemno. Zauważyłam że wszystkie opakowania od soczewek są puste a z oczu leciała jej krew. Nie widać już było ani jej tęczówek ani nawet źrenic. Już wtedy straciła wszystko co tworzyło w niej jasność. Przed domem w miejscu gdzie siedziała utworzyła się połać "spalonej" trawy.
Kolejna utrata świadomości...
- Mamo, mamo. Kocham cie, ja już więcej tego nie chce. To bolało.- Płakała łzami których nie dało się zobaczyć, były one białe jak jej skóra.
- Już kochanie, za tydzień zawieziemy cię nad jezioro. Wszystko będzie dobrze.- Powiedziała rudowłosa kobieta.
- Nie mamo, nie będzie dobrze. Ona jest złem, zmieniła się już. Znasz przepowiednie.- Omi zaprotestowała ściskając matkę w nadgarstku, gdy zabrała rękę na nadgarstku został ślad.
Znów wszystko ucichło
Zobaczyłam jakąś chudą postać na łóżku, miała zapadnięte policzki, cerę cienką jak papier i podkrążone oczy. Kobieta o roztrzepanych, rudych włosach nie wyglądała ani jak urocza matka 5-latki ani jak dumna postać która odjeżdżała tamtego dnia. Wyglądała jak cień człowieka, właśnie przekraczała granice śmierci.
- To przez ciebie ona umarła, jesteś złem. Wynoś się z tego domu. Nie chce cię widzieć.-
Obudziłam się zlana potem. Mam dość tych nocnych retrospekcji z życia Naoto.
-Mally, mogłabym z tobą porozmawiać?- Krzyknęłam łapiąc się za skronie. Ale mnie boli głowa, chyba nieswoje wspomnienia nie działają na mnie zbyt dobrze.
-Tak? Nie jesteś już na mnie zła za wczoraj?- Spytała cicho podnosząc na mnie wzrok.
- Nie byłam na ciebie zła... byłam zła na siebie bo tego chciałam a ty działałaś w emocjach.-
- Chciałaś tego? Ja też tego chciałam, nadal chcę.-
- Wiem.- Pocałowałam ją w policzek.- Śniła mi się.- Przyznałam cicho.
- Naoto? Ona ci się śniła?-
- Tak, historia jej życia, znałaś ją?-
- Nie, nie znałam. Omi mi o niej opowiadała. Jeśli widziałaś historie jej życia to wiesz...-
- Że Naoto i Omi to siostry? Wiem.-
- Czemu więc nie potrafisz zapomnieć o niej? Nie chce żeby ona cię skrzywdziła.-
- Wiem jednak czuję że ona nic nie zrobiła. Jak brzmi przepowiednia?-
- "Z łona ziemi urodzi się, niegdyś siostrzaną miłość zdradzi i zrani a łono z którego powstało zabije. Oszuka niejedno serce a każde z nich zatruje. Czarna ziemia je zrodzi i ciemność je pochłonie bo to co się dobrem wydaje jest złe a zło dobrem się stanie."-
- "Zło dobrem się stanie.", czy to nie mówi że to co widzimy za zło naprawdę jest dobre?-
- Może i tak jest, nie wiem.-
- Dziękuję że mnie wysłuchałaś.-
- Proszę bardzo, mogę cię pocałować?-
Pokowałam głową na zgodę, nie mogę oszukiwać samej siebie, chciałam tego.
Pocałowała mnie delikatnie, tak inaczej niż wczoraj. Czułam motylki w brzuchu, chyba byłam naprawde zakochana w tej kobiecie. Rozchyliłam wargi wpuszczając jej język. Całowałyśmy się zachłannie ale czule, przygryzłam jej wargę. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Wsunęłam ręce pod jej koszulkę nocną dotykając idealnie zaokrąglonych bioder i pięknej talii. Przejechałam dłonią po jej kręgosłupie, przeszedł ją dreszcz. Odchyliła głowę co ja od razu wykorzystałam aby zrobić malinkę na jej szyji. Oderwałam się od niej, uśmiechnęłam się drapieżnie o zeszłam z łóżka na mięciutki dywan zrobiony z futer. Moje stopy się tak przyjemnie zapadały. Zamyśliłam się nad tą dziwną dziewczyną, coś jest nie tak i to bynajmniej nie to że zakochałam się w dziewczynie ktora teraz siedzi na łóżku z otwartymi ustami i szokiem w oczach.
- No głodna jestem, choć coś zjeść.- Zaśmiałam się.
Gdy weszłyśmy do kuchni zastałyśmy tam...
C.D.N...
* "La mia piccola stella"- Moja mała gwiazdka.
Od autorki: Witam wszystkie potworki, w tym stałe czytelniczki. Wiedzcie iż dzięki wam to opowiadanie żyje. Mam w zanadrzu jeszcze pare one-shotów "z zeszytu" i zaczęłam kolejną część pisać. Ktoś ma jakieś pomysły co do dalszego ciągu? Pisać. Mam swój plan ogólny ale mogę wprowadzić wątki od was.
Beta: Lulu-chan
Dedyk: Kira i Emilka
Droga wcale mi się nie dłużyła. Mimo to, wciąż miałam przeczucie, iż ktoś mnie obserwuje i woła do lasu, nie używając słów. Po prostu coś mnie tam ciągnęło. Jakaś nieznana mi siła. Chyba wejście na chwilę nic mi nie zrobi? Wkońcu widzę wyjście na polankę. Zaraz po wejściu, niestety, zgubiłam poczucie kierunków. Przede mną pojawiła się ta dziewczyna z mojego snu. Całe jej ręce pokrywały blizny oraz świeże rany.
- Jak się nazywasz? - Spytałam dziewczynę.
- Naoto - Wypłynęło z jej ust. Może się przesłyszałam, bo dziewczyna nawet nie ruszyła wargami, a odgłos był tak cichy, jakby był tylko cieniem dźwięku.
- Kiedyś byłam szczęśliwa, wiesz? Ale przestało mi zależeć, nie chciałam już żyć. Nie mogłam umrzeć, choć się bardzo starałam. - Powiedziała znów, nie otwierając ust.
- Po co mi to wszystko mówisz? - Spytałam zmęczona tym dziwnym dialogiem.
- Od wielu dni z nikim nie rozmawiałam. - Powiedziała mądrze, siadając na piętach i skubiąc więdnącą w jej dłoniach trawę.
- Wszystkie rośliny więdną lub się zasuszają, gdy ich dotykam. To robi się już męczące. Z podartej sukienki, wyciągnęła mały, metalowy przedmiot. Po dokładnym przyjrzeniu się, stwierdziłam, że to żyletka z pięknymi, wygrawerowanymi różami. Dziewczyna przeciągnęła nią po ręce, przygladajac się jak krew krzepnie, zaraz po wypłynięciu. Przerażona patrzyłam na poczyniania dziewczyny.Naoto jednak nie wygladala jakby cokolwiek ją teraz obchodziło. Była w swoim swiecie, do którego miała dostęp jedynie ona. Wokół niej utworzyła się mroczna aura.
- Jak stąd wyjść? - Spytałam cicho.
- Tamtędy wyjdziesz na polanę, dziewczyny już na ciebie czekają. -
Zdezorientowana, ruszyłam w stronę wskazaną przez dziewczynę. Wyszłam na mały placyk, nieporosniety prawie przez żadną roślinę. Po drugiej stronie małego jeziorka z krystaliczną wodą stały dwie dziewczyny. Jedna o bordowych, druga - niemal białych włosach. Jasnowłosa uśmiechała się do mnie, podczas gdy czerwonowlosa patrzyła na mnie z naganą.
- Jestem Jyou - Powiedziała uśmiechająca sie dziewczyna. - To Omi, ma swego rodzaju PMS-a magicznego. Co jakiś czas jej moc słabnie i nie czuje się wtedy najlepiej.
- Miko, i nie musisz się za nią tłumaczyć. Chyba sama tez ma usta. - Swierdziłam, patrząc na Omi. Dziewczyna lekko sie do mnie uśmiechnęła, kręcąc głową.
- Usta ma, ale jest niema. Zamiast tego stara sie opanować rozmowę przez myśli. Do tej pory zrobiła to tylko jedna osoba. - Wyznała cicho patrząc na Omi z przestrachem.
-Naoto - Powiedziałam tylko jedno słowo. Imię dziewczyny z lasu. Moje nowe znajome zupełnie zmieniły miny. Jyou wygladala na zdenerwowaną, podczas gdy Omi, z widoczną zazdrością. Cały dzień rozmawiałam z nimi, lecz nie przykładałam uwagi o czym była nasza rozmowa.Ta dziewczna... Jedynie o niej nie chciały rozmawiać. Muszę w domu spytać się o nią Mally.
Pod wieczór dziewczyny odprowadziły mnie tuż pod drzwi. Tak bardzo chciałam jeszcze pożegnać się z Nią.
- Jak było z dziewczynami? - Spytała z bladym uśmiechem.
- Spoko. - Odpowiedzialam, siadając przy oknie.Zobaczyłam, że Naoto mi macha. Jeszcze na swój sposób życzyla mi dobrej nocy. Zamyślona patrzylam za okno nawet, kiedy tamta wróciła do lasu.
- Coś się stało? - Spytała zaniepokojona Mally.
- Zrobiłam to co mi zabronilas. Weszłam do lasu. Spotkalam tam pewną dziewczynę. Ma na imię Naoto, ale nikt nie chce o niej słyszeć i przez to jest strasznie samotna. - Powiedzialam w tempie karabinu maszynowego.
- Nigdy więcej jej nie spotykaj. Nawet nie wiesz kim ona jest i jak się stała taka, jaka jest teraz. Za bardzo mi na tobie zależy, by ci na to pozwolić. - Powiedziała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Zależy ci na mnie? A to dobre. Rozumiem zabrać mnie tu, bo wszędzie jest lepiej niż z moim ojcem, ale nie zabronisz mi spotykać kogoś, kto jest nieszczęśliwy, bo nikt z nim sie nie chce spotkać. - Wybuchnęłam wściekła na dziewczynę. Nawet się nie zorietowalam, że wlaśnie wyznano mi miłość.
- Mogę ci zabronić, a nawet więcej. Mogę zrobić to. - Powiedziala Mally i zetknęła swoje usta z moimi.Moje serce na chwilę zatrzymało swój bieg, tylko po to, aby zacząć gnać, gdy Mally złożyła pocałunek na moich ustach. Gdy nie czuła oporu z mojej strony, wpiła się w nie zachłannie. Ogień, który widziałam w jej oczach, niemal mnie przeraził swą intensywnością. Czułam się jak w bajce. Każda sekunda rozpuszczała moje serce coraz bardziej. Pocałunkami obsypywała moją szyję, obojczyki, ramiona, a ja czułam, że teraz ogień z serca przeniósł sie na całe ciało. Było mi tak dobrze, tak bardzo tego teraz chciałam. Jednak wiedziałam, że Mally działa pod wpływem impulsu i nie myśli trzeźwo. Gest, który wykonałam, kosztował mnie tak wiele trudu. Jedynie ja to wiedziałam, ale się na niego zdobyłam. Odepchnęłam ją od siebie. Popatrzyła na mnie zagubionym spojrzeniem, siedząc w tej chwili na ziemi. Musiałam coś zrobić, aby potem nie pożałowała tego, co zrobiła.
- Nie, nie wiesz co robisz. Jesteś pod wpływem emocji. - Powiedziałam zwięźle i ruszyłam w stronę łazienki, aby wsiąść kąpiel. Nie przeszkadzała mi zimna woda, którą produkowało moje ciało. Nie przeszkadzało mi nic, oprócz tego, że wciąż czułam ten dotyk na ciele, gdzie zdążyła mnie pocałować. Wzięłam gąbkę i zaczęłam dokładnie trzeć te miejsca. Zbyt mnie to kusiło, by znów poczuć dotyk jej ust. Ten smak rownie uzależniający, jak narkotyk i tak samo, jak on zakazany przez zdrowy rozsądek.
Od autorki: opowiadania nie muszę przedstawiać. Miało być dziś i jest.Zaczynam pisać nowe.
Beta:Lulu-chan
Dedyk: Kira i Zosia
Wyglądałam jak nimfa. Czarne włosy, błękitne oczy i połyskująca suknia w kolorze morskiej piany, z lejącego się materiału. Zakręciłam się wokół własnej osi, obserwując świat swoimi nowymi oczami.
- Przypomniała mi się pewna historia, którą mama opowiadała mi, gdy byłam mała. O wróżce, która dla miłości ukryła swoje serce w jaskini, a ono płakało tworząc strumyk krystalicznie czystej wody. - Powiedziałam cicho, patrząc na wodę płynącą po mojej dłoni.
- Miałam kiedyś siostrę, która swoją miłością zdołała przekroczyć granice lustra w tamtą stronę, znając tajemnice tego lasu. Niestety została zostawiona i ukryła się gdzieś w górach. Może to jej dotyczy ta historia? - s
Spytała spokojnie. Popatrzyłam na nią ze współczuciem. Ciekawiło mnie, co takiego stało się, że wszystko skończyło się tak, a nie inaczej.
- Jesteś do niej podobna, tak samo zagubiona, tak samo krucha. Obserwowałam cię od paru lat. - Powiedziała, a jej oczy zeszkliły się niebezpiecznie.
- Nie płacz, może nie jestem nią i nigdy nie będę starała tobie jej zastąpić, ale zostanę tu z tobą. - Powiedziałam, czując coś, czego nie czułam od bardzo dawna. Moje serce zaczynało się topić, przytuliłam ją niczym największy skarb. Teraz to ona była krucha, choć starała się to ukryć. Obiecałam sobie, że nie pozwolę, aby coś stało się tej dziewczynie.Poczułam, że nie wszystko wiedziałam sama o sobie. Ja, wiecznie samolubna z konieczności, postanowiłam przejąć się kimś bez osobistych korzyści. Wiedziałam, że jest ze mną coś nie tak, ale żeby aż tak się zmieniać? Wtuliłam się w nią, nucąc cicho kołysankę z dzieciństwa.
- Tam gdzie kończy się morze, zaczyna ognisty brzeg. Czekała królewna, czekał krystaliczny śpiew. Więc córko żywiołu, pamiętaj słowa me. - Śpiewałam coraz ciszej, coraz bardziej kierując słowa ku dziewczynie.
- Znam tę kołysankę, została stworzona po tej stronie i śpiewana prosto do ucha każdego dziecka tylko raz, zaraz po jego narodzinach. Skąd ją znasz? - Spytała zdziwiona.
- Mojej matce kiedyś śpiewała to jej matka, która słyszała ją co wieczór z lustra. - Wyjaśniłam.
- Po drugiej stronie lustra jest ognisty brzeg, gdy żywioły poznasz, zachowaj słowa me.
- Nigdy już nie wrócisz, lecz nie martw się, jest tylko jeden sposób, szukaj miłości swej. I wtedy zawsze kończyła śpiewać, a rozpoczynała od początku historię wróżki. - Zapłakałam cicho, patrząc w jej oczy. Chyba zrozumiałam sens owej historii. Popatrzyłam w oczy Mally. Zobaczyłam tak wielką pustkę, jakby ktoś wypłukał z nich każde uczucie, oprócz czegoś czego, nie potrafiłam nazwać. Dziewczyna ujęła moją twarz w dłonie, nie pozwalając mi odwrócić wzroku od jej oczu. Była tak blisko mnie, że nasze usta niemal się stykały.Po kąpieli położyłam się w przygotowanym dla mnie pokoju. Już prawie zasypałam, gdy usłyszałam szepty dwóch osób za oknem, zdecydowanie skierowane ku mnie.
- Witaj. Co o nas wiesz? - Spytał jeden głos.
- Czemu tu jesteś? - Odezwał się drugi.
Cicho wyszeptałam, że ściągnęła mnie tu Mally i o nich nie wiem nic, bo dopiero odkrywam l nowy świat. Pożegnały mnie szepty proszące o spotkanie dnia następnego. Zasnęłam, czując dziwne uczucie, że mogę im zaufać, ale poza domem czai się też coś złego. Tej nocy śniła mi się dziewczyna o czarnych włosach i wesołym spojrzeniu, biegająca po polanie jak z bajki. Nagle coś się zmieniło, wzrok dziewczyny stał się pusty, oczy zupełnie białe, a trawa pod jej nogami zaczęła więdnąć. Dziewczyna straciła całą energię i zaczęła płakać z bezsilności, a z jej oczu leciały czarne łzy. Czułam jej emocje, ona nie chciała nic niszczyć. Tak mi było jej żal, lecz wtedy znów nastąpił przełom. Ona pogodziła się z własnym losem i niszczenie wszystkiego wokół zaczęło dawać jej na jakiś sposób szczęście. Powoli zaczęłam bać się tej dziewczyny, wokół której utworzyła się aura mroku. Gdy popatrzyła na mnie, obudziłam się przestraszona. Nic nie zostało z tego, jaka kiedyś była. Po otworzeniu oczu, zobaczyłam wschodzące słońce. Uśmiechnęłam się blado, patrzac przez okno. Przez sekundę przed oczami przemknęła mi ciemność.Pomyślałam, że mi się przewidziało, przecież ona mi się tylko przyśniła. Z myśli wyrwał mnie cudowny zapach śniadania. Pochodzenia dania nie znałam, jednak posiłek był najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam.
- W nocy słyszałam, że rozmawiałaś z Jyou i Omi. Czekają już na ciebie na Martwej Polanie. To jakieś dziesięć minut drogi tą ścieżką. Tylko nie zatrzymuj sie w ciemniejszych częściach lasu i nie rozmawiaj z nikim ,aż nie dojdziesz na miejsce. - Ostrzegła mnie Mally. Martwa Polana? To tak bardzo kojarzy mi się z minionym snem. Wyruszyłam w drogę. Czekała mnie niespodzianka.
Tytuł: Bo nigdy nie wiadomo co bedzie potem. Cz.1
Para: niespodzianka w tej części.
Postaci: fikcyjne
Od autorki: Dawno mnie nie było ale Mai wita sporotem z opowiadaniem gdzie fikcja łączy się z rzeczywistością. Lustro mam w mamy telefonie więc jak odzyskam wstawię. Narazie macie coś co ma bliżej do fikcji niż rzeczywistości jednak z czasem wspowadzę więcej rzeczywistych wątków. Zapraszam do lektury.
Wersja niebetowana, z betą niedługo.
To był piękny, deszczowy dzień witając mnie, nowego ucznia w szkole. Od rana patrzyłem jak wyglądał świat ale do tej pory się pogoda nie zmieniła co nie jest dziwne tu gdzie jestem. Wczoraj dostałem cienką ale ciepłą kurtkę na deszcz. Idąc ulicą oglądałem wszystkich po drodze bo się nie śpieszyłem. Każdy był inny ale każdy biegł w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Lekkimi, sprężystymi krokami podążałem naprzód wtapiając się w bezbarwny tłum. Każdy wokół mnie miał taką samą kurtkę i szedł z małą teczką. Tylko ja bo choć w nowym płaszczu wyglądałem może podobnie to jak przyjrzeć się lepiej można zauważyć ciemne rurki i inne niż u większości włosy. Dreptałem między ludźmi z tym swoim metr dziewięćdziesiąt które tu nic nie znaczy a przynajmniej dla mnie za mało jest znaczące. Mimo podobieństw każdy człowiek jest inny a ją czytałem z ich twarzy znudzenie, strach, smutek i wiele innych złych emocji jednak także zadowolenie czy nawet dumę z siebie. Droga prowadziła mnie spokojnie w stronę mojego nowego miejsca edukacji. Spokojna droga i nijacy ludzie dawali to dziwne uczucie pustki. Brakowało mi gwarnego miasta gdzie każdy zazdrościł drugiemu a małe zmartwienia nabierały wielkich rozmiarów. Teraz życie toczyło się wolniej jakby chcąc pokazać mi każdy gorszy zakamarek Londynu. Mgła poranna wciskała się wszędzie gdy dochodziłem do celu swojego spaceru. Wszedłem do budynku patrząc na uczniów. Popatrzyłem na swój nowy plan i ruszyłem pod klasę. Nareszcie jest ten gwar który dodaje mi energii. Niedaleko mnie stał jakiś chłopak gadając z nauczycielką. Był bardzo ładny, ciemna grzywka prawie dotykała jego ramion, ubrany był w ciemną bluzkę i czarne rurki opinające jego nogi. Był lekko pomalowany ale mimo swojego wyjątkowego wyglądu świetnie dogadywał się z nauczycielką. Sam nie miałem aż takiego szczęścia, zwłaszcza gdy mój kontakt z Polską się ograniczył. Mało rzeczy było już dla mnie ważnych. Usiadłem na parapecie i patrzyłem się na chłopaka.
~-~~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~~-~-~-~-~-~
Dzień był bardzo ładny chociarz deszczowy jednak do tego zdążyłem się już przezwyczaić. Uczniowie kłębili się w korytarzach, był jednak jeden nowy chłopak teraz patrzący na niego z parapetu, nie był brzydki, był nawed bardzo ładny jednak jego wzrok zza brązowej cieniowanej grzywki przeszywał człowieka na wskroś. Grzecznie przeprosiłem nową nauczycielkę od biologii i podszedłem do niego.
- Musisz się tak na mnie gapić? Rozumiem że jesteś tu nowy i nie znasz się na hierarchii w tej szkole ale JA tu rządzę i nie życzę sobie abyś się na mnie gapił.- Wyrzuciłem z siebie z prędkością karabinu maszynowego w stronę tego pięknego chłopaka. Chwilę czy ja właśnie nazwałem tego Nowego pięknym? Ufff, raczej nie jest piękny, co z tego że ma ładne, hipnotyczne oczy, zgrabną szyję a przez dość przyległą do ciała koszulkę można zauważyć lekko zarysowane mięśnie, pewnie ma też słodkie usta. Eh, miałem szukać wad a nie rozmyślać o smaku jego warg. Oblizałem usta mierząc go od stóp do głów.
- I kti na kogo się teraz gapi?- Spytał ironicznie gdy moje oczy skończyły go oceniać. Nie zauważyłem gdy wstał. Był ode mnie jakieś 5-10 cm wyższy a przez zmianę pozycji prawie się stykaliśmy ciałami. Nieźle mnie wkurzył tym swoim spokojem. Nie ma prawa mnie ośmieszać przed całą szkołą, wogule nie ma do tego prawa.
- Oceniałem w jaki sposób zdasz dobrze matematykę u naszego psorka. Nie martw się, jak nie umiesz to i tak możesz zdać na 6 tylko cię trochę tyłek poboli- zaśmiałem się. Jego policzki oblał piękny szkarłat a on się ironicznie uśmiechnął, czyżby jednak miał ochotę na takie poprawy… i nie tylko? Uśmiechnąłem się krzywo odchodząc.
- Powodzenia w MOIM świecie.- Powiedziałem na odchodnego wysyłając mu buziaka. Może już niedługo się przezwyczai, szkoda mi go ale musi się nauczyć tu żyć. Niewielu nowym pomagam ale nad nim się zastanowię. Mam chyba słabość do tego chłopaka.
~-~~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~~-~-~-~-~-~
Zszokowany stałem jak wryty. Skąd on wiedział cokolwiek o mnie? I w jakim jego świecie? Przecierz tu w Londynie ceniłem tę tolerancję jakiej nie zaznałem tak dużo w Polsce. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero dzwonek na lekcje. Podszedłem do sali gdzie miałem mieć lekcje. Wchodząc do sali pomyślałem że ten ironiczny chłopak wysłał mu buziaka.Ze szczerym uśmiechem stanąłem przed swoją nową klasą. Jakaś nauczycielka popatrzyła na mnie i na ludzi w ławkach, przywołała mnie do siebie ruchem ręki.
- To wasz nowy kolega a mój uczeń Adrian...- Nie pozwoliłem kobiecie dokończyć.
- Wystarczy Hiroki- powiedziałem z szerokim uśmiechem.
- Oczywiście, tak więc usiądź w ostatniej ławce z Dominikiem. Mam nadzieję że się polubicie bo to on cię oprowadzi po szkole.- Kobieta wskazała na ławkę przy ścianie w której siedział z wyszczerzem chłopak którego miałem przyjemność już poznać na korytarzu. Na chwile uśmiech zszedł z mojej twarzy jednak po chwili znów przywołałem go siadając do ławki z moim "kolegą".
- Witam znowu. - Powiedział cicho z bananem na twarzy. Widać że sytuacja go niezwykle cieszyła. Skoro na korytarzu już odkrył rownież z dumą moje "upodobania" to mogę mieć z tej znajomości jakieś korzyści, myśle że może być nawet niezła zabawa. Z tą myślą uśmiechnąłem się do niego.
- Witam, mam nadzieję że siedzenie ze mną ci nie przeszkadza.- Powiedziałem z anielskim uśmieszkiem.
- Oczywiście że nie przeszkadza, chciałem cię bliżej poznać.- Odpowiedział patrząc mi w oczy, jego były głębokie jak studnie i takie intensywnie niebieskie.
- A jak blisko chciałeś mnie poznać?- Spytałem ironicznie choć z jednoznacznym błyskiem w oczach.
- Jak tylko blisko bym mógł cię poznać.- Zawinął na palec kosmyk moich włosów bawiąc się nim.
~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~
Jego włosy były takie jedwabiste, wpadłem w trans bawiąc się tymi złoto-brązowymi pasmami.
- Dominik, jesteśmy w klasie a ty nie chcesz chyba żeby wszyscy zoriętowali się że podrywasz nowego ucznia- Zaśmiał się do mnie cicho Hiroki. Ten śmiech taki cichy i dźwięczny zabrzmiał w moich uszach przywracając mnie rzeczywistości. Popatrzyłem zagubionym wzrokiem szukając czegokolwiek w jego oczach. Gdy znalazłem pewien szczegół przytłoczył mnie on swoją intensywnością. Wzrok Hirokiego przeszywał mnie na wskroś. Coś w tych jego ciemnych oczach działało w taki sposób że czułem się psychicznie nagi, jakby te oczy przeczytały każdą moją myśl i pragnienie. Śmiały się one do mnie ukazując mi że ten chłopak jest ładniejszy niż mi sie to z początku wydawało.
- Po lekcji pokażę ci szkołę i poznam z tutejszą elitą. Od dziś i ty w niej bedziesz jeśli nie pozwolisz się nikomu zmiażdżyć.
Lekcja minęła na rozmowach i w różnej miarze dwóznacznych słowach i zachowaniach. Po dzwonku podszedł do nas rudy chłopaczek chyba chcący wybawić Dominika z towarzystwa "tego nowego" jednak po chwili rozmowy uprzejmie przywitał mnie i pogratulował tak szybkiego wejścia do "klubu". Podobno wielu uczniów latami stara się o przychylność Dominika a ja mam to od tak sobie. Nadal nie wiem co to jest ten "klub", dlaczego jest tak elitarny i czemu ja się do niego dostałem?
- Jestem Hiroki- powiedziałem pewnie.
- Miło mi, jestem Kamil
-Tak, to nasza dobra duszyczka, jak bedziesz czegoś potrzebował to bij do niego jak w dym. Prawda ty mój kochany. rudzielcu?- zaśmiał się Domimik.
- Jasne moj licencjonowany idioto. Poza tym sądzę że chłopak nieźle u nas namiesza w klubie.
- Byle tylko nie miał zapędów przytwódczych i będzie ok. - Wyszczerz na twarzy czarnowłosego był ogromny.
- A czemu dostałem sie do tego klubu zaraz pierwszego dnia?- Spytałem niewinnie.
Rudy popatrzył na Domimika z naganą. Chyba wiedzieli coś czego ja nie wiedziałem.
~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-~-
- Domi to naprawdę jego pierwszy dzień? Znam cię i wiem kogo przyjmujesz do klubu ale czy nie sadzisz ze on ci sie nie da?- Powiedziałem dwuznaczne patrząc na przemian na Dominika i Hirokiego. Domi może nie był niski ale niższy od drugiego chłopaka.
- Narazie jesteśmy na jednym poziomie a do klubu mogę przyjmować nie tylko w celu podporządkowania się mi.
- Chłopaki, moglibyście mi wyjaśnić o co chodzi?- Spytał Hiroki zdezoriętowany.
- Jeśli Domi będzie sie zachowywał jak trzeba to o nic.- Powiedziałem wysyłając do wspomnianego spojrzenie mówiące że nie osiągnie tego czego chce.
- To bedzie sie zachowywał może tak jak mi będzie pasować?- Spytał Hiroś z uśmiechem.
- Witamy w klubie Hir. Wiem że coś w nim zmienisz na lepsze.
Zaprowadziłem chłopaka do podziemnego pomieszczenia na tyłach bloku Domiego. To był prawdziwy klub. Nie dziecięca zabawa a miejsce wiecznych imprez.
CDN...
Tytuł:"..."
Rodzaj: biały wiersz
Od autorki:Wiem powinno być opowiadanie ale ze względu na sytuacje jaka teraz jest opko bedzie dopiero szło do bety a wstawie to co napisałam przed chwilą na skutek przeżyć.
Koniec
Otchłań smutku
Ciągły krzyk
Histeria serca
Agresja wewnętrzna
Miłość
Całkowite załamanie
Irytacja
Egoizm
Tęsknota
Asertywność
Tolerancja
Odosobnienie
Tytuł:Dwa światy-Druga strona lustra cz.2
Para: Miko x Mally
Dedyk: dla Kiry
Beta: Lulu-chan
Postaci: Exist trace
Od autorki: Witam potworki moje wy kochane. Poznałam Lulu, gadam sobie z Lulu, Lulu naprawiła Sadako, Lulu mi zbetowała opko. Sens z tego taki ze już kocham Lulu. Źle sie czuje jak zawsze przy roztopach ale nie bede już was zanudzać.
Julietta: To ja ich pozanudzam bo przegrałam zakład.
Mai: Tak przegrałaś i nie zanudzaj bo mi uciekną ludzie zanim przeczytają.
Julietta: O to mi chodzi.
Tytuł: Dwa światy-druga strona lustra
Dedyk: Dla Kiry
Paring: Mally x Miko
Beta: Sadako-chan
Postaci: Exist Trace
Od autorki: Mai: znów pisze choć potworki nie mają widocznie poczucia obowiazku do komentowana i dodawania mi tym otuchy. Nie bójcie się, przycisk "komentuj" nie gryzie. Dziękuję mojej becie za tak piękne zbetowanie tego opowiadania które było początkowo okropne, nie zamierzam tak tego skończyć i o to sie nie martwcie
Julietta:Jakby oni sie martwili...
Mai: Pokarzcie ludzie że ta menda-wena nie ma racji...
Julietta: Sama jesteś menda a racje mam... Przecierz i tak tego nikt nie komentuje oprócz Sadako.
Mai: Ludzie pokarzcie ze żyjecie...
To tak w ramach walki z weną-mendą... i coś od mojej bety i jej kolerzanki z TV...
"Polecam Ewa Wachowicz" :D
Prosze bardzo Sadako...
Noc jak każda inna - spędzona na imprezie. Parę drinków, kilka ciekawych znajomości o których zapomnę nad ranem… Jednak dziś czułam, że stanie się coś ważnego.
Nim zdążyłam do końca się nad sobą rozkleić byłam w łazience, jednym z obskurniejszych pomieszczeń na imprezie. Ustępowała ona pod tym względem jedynie „tanim pokojom” które wynajmowane są zazwyczaj na kilka godzin. Przymuszona jedynie silną potrzebą skorzystania z ubikacji. Tutaj było okropnie, odrapane i pomazane ściany w połączeniu z „gołą” żarówką dyndającą pod sufitem i świecącą słabo na obdrapane umywalki. Tuż nad nimi na upapranej ścianie wisiały lustra, jedyne chyba w tym budynku. Umyłam ręce i postanowiłam poprawić makijaż. Gdy wychodziłam usłyszałam śmiech dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się za siebie lecz nikogo tam nie było. Pomyślałam, że coś mi się przesłyszało, jednak znów ktoś się zaśmiał. Głos dobiegał znad umywalki, jednak tam nie było nic poza lustrami. Przyjrzałam się im dokładnie i dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie moja twarz się w nich odbija. To co ujrzałam nie zachwyciło mnie zbytnio. Postać płci nieokreślonej- zakładam, że kobieta- patrzyła prosto w moje oczy.
Choć chciałam, nie mogłam ruszyć się z miejsca. Byłam zbyt zszokowana i zaciekawiona ową dziewczyną z lustra.
- Kim jesteś?-spytałam. Dziwne uczucie mówić do lustra, jednak wiedziałam że muszę coś powiedzieć bo inaczej dziewczyna zniknie. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi coś mnie do niej ciągnęło, coś mnie w niej intrygowało.
- Jestem każdym i nikim, dobrem i złem. Jestem Mally, podejdź do mnie.
Mimowolnie ruszyłam w jej kierunku. Czułam że tak trzeba, że muszę jej wysłuchać bo to jedyna szansa by coś zmienić. Gdy byłam tuż przy lustrze dostrzegłam jej oczy, mieniące się barwami o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zobaczyłam palący się w nich ogień jednak na ich dnie, tam gdzie ogień nie docierał ujrzałam samotność. W wisiorku na jej szyi przelewał się płyn w kolorze krwi, a każdy ruch tej substancji kusił swym pięknem. Teraz gdy jej tęczówki przewiercały moją duszę na wylot, a moje serce powoli zaczęło bić w tempie jej wisiorka zastanowiłam się co by było gdybym uciekła gdy był na to czas.
Gdy byłam już z nią niemal jednością dziewczyna odezwała się.
- Już jestem pewna że to ciebie szukałam. Do zobaczenia po mojej stronie lustra!
I zniknęła, zostawiając mnie samą z niepoukładanymi myślami. Nie wróciłam już na imprezę, nie interesowała mnie. Nagle spojrzałam na nią innymi oczami… Tak, jakbym nigdy nie należała do tego skłębionego tłumu cuchnącego mieszanką potu, perfum i alkoholu. Teraz ci ludzie mnie obrzydzali tańcząc i przystawiając się do siebie. Kiedyś miejsce idealne do zapomnienia ujrzałam jako starą, odrapaną salę z obrzydliwymi ludźmi. Postanowiłam wrócić do domu,jeżeli mogę tak nazywać nadal ten budynek który służy mi jedynie do spania. Moje życie nie ma sensu. Jem tyle ile dadzą mi z ośrodka pomocy, pije gdy ktoś mi postawi drinka i śpię w domu ojca dla którego już mogłabym nie żyć. Mieszka tu też moje rodzeństwo- siostra i brat. On wyrasta na takiego samego skurwiela jak ojciec, a Mina sprzedaje się bo boi się że jak nie da mu pieniędzy na alkohol to ją zabije jak matkę.
Obudziłam się na jakiejś polance… a może nadal śnię?
Jak by nie było, wstałam i ruszyłam przed siebie. I tak nie wiem gdzie jestem, a trochę marszu nie zaszkodzi. Z każdym krokiem oddalałam się od polanki, a las stawał się coraz gęstszy.
Nagle między koronami drzew ujrzałam dym. Ktoś musi być w pobliżu. Biegłam. Ktoś tu jednak jest. Ucieszyłam się, a łza spłynęła mi po policzku. To nie mógł być sen, bo już bym się obudziła. Gęsty las tarasował drogę do dymu cierniami, ale ja biegłam nie zważając na ból. Byle tylko dotrzeć do źródła.
Łzy rozmazywały mi widok na świat, nie wiedziałam gdzie biegnę, nie czułam bólu, wiedziałam jedynie, że maska mojej codzienności zniknęła i jestem teraz niezwykle krucha. Przede mną wyłoniła się niewielka chatka, to ona była źródłem dymu który zobaczyłam. Zapukałam do drzwi, po drugiej stronie usłyszałam ciche stąpanie i ów dziwnie zachrypnięty głos dziewczyny z lustra.
- Kto puka?- spytała Mally
- To ja, Miko. Wpuść mnie, proszę.
Drzwi otworzyły się, a w progu ujrzałam postać dziewczyny. Była ubrana w ciemno zieloną suknię i miała na szyi naszyjnik, który teraz zdecydowanie poruszał się w rytmie mojego serca. Nie wiedziałam jak się zachować, smutek przeważał nad zadowoleniem. Dziewczyna zaprosiła mnie do siebie. Nie jest człowiekiem, mimo to wyglądała niemal jak normalny człowiek. Nie interesowało mnie teraz nic poza odpoczynkiem, chciałam wreszcie rozluźnić mięśnie. Gospodyni zaprowadziła mnie bez słowa do pomieszczenia które ze spokojnym sercem mogłam nazwać łazienką. Poprowadziła mnie do bali z gorącą wodą, zostawiła ręcznik i wyszła z pomieszczenia zamykając bogato zdobione drzwi.
Dopiero teraz obejrzałam dokładniej łazienkę kobiety. W całym pomieszczeniu znajdowały się porozstawiane czerwone i fioletowe świece, tak ładnie współgrające z niemal czarnym drewnem na ścianach. Na środku łazienki stała bala z wodą pachnącą przyjemnie różami. Powoli zanurzyłam się w wodzie rozluźniając swoje mięśnie. Wokół mnie unosił się zapach róż i świec które po jakimś czasie zaczęły uwalniać swój subtelny aromat. Utonęłam w zmieszanych woniach które utworzyły zapach piękniejszy niż najlepsze perfumy. Po pewnym czasie zasnęłam ukołysana przez cudowny zapach.
Nad ranem obudził mnie świt, ku mojemu zdziwieniu obudziłam się na odrapanym, okropnym poddaszu, miejscu gdzie spałam od wielu lat. Czyli jednak to był tylko sen...
Tytuł: Bańka
Paring: Aoi x Uru (Die x Uru)
Beta: Sadako-chan
Postaci: The GazettE
Od autorki: Witam moje potworki. Drugi miesiąc a ja mam już ponad 150 wejść, nie jest źle. Proźba do was, niby czytacie a nie komentujecie, jak nie macie pomysłu to napiszcie chociarz "przeczytałam/em" żebym wiedziała ile osób naprawdę to czyta. Proźba do Sadako, męcz mnie o nowe opka bo potworki mnie nie motywują do pisania brakiem komentów. I ogłoszenie, Mai wraz z Sadako założyły bloga o naszych super odpałach i nie tylko. Jak ktoś zainteresowany może zerknąć na moje blogi, niedługo blog ruszy. To tyle, życzę miłej lektury.
- Odchodzę- to były pierwsze słowa po jego powrocie z trasy. - Poznałem kogoś, kobietę. Nie potrafię więcej żyć wytykany palcami, może gdybyśmy nie byli sławni...nie, po prostu koniec z nami.
Wbiło mnie w podłogę, jak on tak mógł... Ja go tak kocham, to nie może się tak skończyć. Po moich policzkach spłynęła łza. Rzadko płakałem… Nawet bardzo rzadko, ale teraz nie potrafiłem tego zatrzymać. Stałem tak patrząc tylko na niego, płacząc i nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem. Chłopak jeszcze chwilę obserwował mnie i wyszedł z mojego mieszkania, zostawiając za sobą pustkę. Gdy jego tu nie było czegoś potrzebowałem, czegoś mi brakowało. Gdy wyszedłem z szoku usiadłem na kanapie i rozkleiłem sie do końca, siedziałem i płakałem jak dziecko. Tak bardzo chciałbym to naprawić, cofnąć czas i nie puścić go w trasę, zrobić cokolwiek aby go nie stracić. Gdyby teraz ktoś wszedł do mieszkania zobaczyłby dorosłego już faceta płaczącego i kiwającego się jak w chorobie sierocej. Nie lepiej się też czuję, moje serce zostało złamane... Płacząc zasnąłem na jakieś dwie godziny po czym obudził mnie ciągły i nieustający dzwonek telefonu. Z wielkim bólem głowy, czerwonymi od płaczu oczami i ogromnym dołem odebrałem telefon od Kaia.
- Ty wiesz która jest godzina?!-krzyczał do słuchawki rozwścieczony.
- Około szóstej?- spytałem z nadzieją.
- Dziesiąta! Jest godzina dziesiąta, a ty powinieneś być na próbie od GODZINY! -wrzeszczał perkusista po czym rozłączył się. I dobrze bo moja głowa ledwo wytrzymywała ten jego wrzask. Ubrałem się i wyszedłem na próbę.
Nie malowałem się zbytnio, tylko tak by ukryć stan jaki zawdzięczam przepłakanej nocy. Po drodze jeszcze ogarnąłem trochę fryzurę. Gdy byłem na miejscu wyglądałem już jak człowiek, założyłem tylko okulary przeciwsłoneczne by ukryć oczy i ruszyłem w stronę sali. Moje dotarcie rozpoczęło próbę. Niestety nie szło mi za dobrze, ciągłe myśli o Nim skutkowały tym że albo nie grałem albo fałszowałem. To był zły pomysł by w ogóle przyjeżdżać.
- Co to ma być? Najpierw się spóźniasz a jak łaskawie się pojawisz to grasz jakbyś pierwszy raz w życiu trzymał w ręku gitarę.- Wydzierał się na mnie Kai.
-Daj chłopakowi spokój, źle sie czuje- powiedział Aoi.
- Dzięki- uśmiechnąłem się pierwszy raz od wczorajszej sytuacji.
Po próbie która skończyła się równo z cierpliwością Kaia poszedłem na piwo z Aoim, przecież to mój kumpel, ma prawo wiedzieć co mi jest. Z jednego piwa, zrobiło się więcej, z wyżalenia się kumplowi wyszły wielkie smutki jaki to ja nieszczęśliwy. Szczęście że Aoi to wszystko wytrzymywał i jeszcze mnie nie zdzielił przez łeb za gadanie głupot. Słuchał co mam do powiedzenia, do czasu pewnego pytania.
- Aoi, a ty byś mnie tak porzucił? -spytałem już nieźle podchmielony. Podobał mi się. Ciepło rozeszło sie po moim ciele.- Nie, nie zraniłbym cię tak jak on to zrobił.- powiedział, tuląc mnie do siebie. Nagle poczułem się bezpiecznie i miałem wrażenie, że teraz już nic złego nie może się stać.
Wtuliłem sie w niego jeszcze bardziej.
- Dziękuję.
Chłopak odsunął sie ode mnie tak abym patrzył mu w oczy.
- Nie masz za co mi dziękować, ten wypad jest najlepszym co mnie dzisiaj spotkało.- po tych słowach musnął moje usta swoimi. Nie mogłem uwierzyć, ale zapragnąłem by ta chwila trwała wiecznie, nie mogłem jednak stracić jeszcze jego, to by mnie zabiło.
- Kocham cię- powiedział cicho znów mnie tuląc.
- Ja chyba ciebie też, ale nie chcę znów cierpieć.- Przyznałem ze smutkiem, dopiero teraz zrozumiałem że nie kłamie... Naprawdę go kochałem.
- Powiedziałem ci już, że cię nie skrzywdzę.
Znów mnie pocałował, tym razem dłużej, instynktownie rozchyliłem wargi by dać mu dostęp do wnętrza swoich ust. Wykorzystał to skwapliwie i pogłębił pocałunek. Cały świat wyparował, byliśmy tylko my. Z otępienia zbudziła mnie jego dłoń błądząca po moim ciele. Nie wiem co spowodowało moją reakcję ale uciekłem stamtąd zostawiając go w szoku. W drodze stronę mieszkania otrzeźwił mnie nieco zimny wiatr. Wbiegłem do domu i znów się rozbeczałem.Coś ostatnio jestem zbyt podatny na łzy, wcześniej były prawdziwą rzadkością. Ale gdy poczułem jego dotyk tak delikatny choć stanowczy przypomniały mi się te wszystkie noce gdy Die dotykał mnie tak, by potem mnie poniżać i przelecieć. Nie, nie mogę myśleć o czerwonowłosym, gdy właśnie odkryłem smak PRAWDZIWEJ miłości. Bez upokorzeń i "złego dotyku".
Następnego dnia przyszedłem przed salę godzinę przed próbą, musiałem pomyśleć ale nie chciałem się znów spóźnić.
- A ty co tak wcześnie?- wyrwał mnie z rozmyślań głos mej miłości, jeśli mogę już go tak nazwać.
- Musiałem pomyśleć... przepraszam za wczoraj, nie wiem czemu uciekłem. -spuściłem oczy choć i tak siedziałem na ziemi z podwiniętymi pod brodę kolanami. Podniósł mój podbródek tak bym spojrzał mu w oczy.
- Nie gniewam się.- powiedział całując mnie przelotnie.
Ustawiliśmy się w sali i nastroiliśmy instrumenty (dop.aut. Mi tylko to się kojarzy?) i po jakimś czasie brzdąkania bez celu pojawiła sie reszta. Oczywiście szok Kaia był niesamowity, gdy spotkał nas już w środku brzdąkających i gotowych do gry.
- A co wy takie ranne ptaszki, zazwyczaj was z wyra wyciągnąć nie mogę a tu nagle siedzicie i gracie PRZED czasem. –tak, był zdecydowanie zszokowany.
- Musiałem pomyśleć, a co lepsze do myślenia niż brzdąkanie na gitarze? –zaśmiałem się.
- Dobra koniec gadki, gramy jak jesteśmy w komplecie.
Dzisiaj próba była nareszcie udana, zero krzyków czy innych niedogodności. Zakończyła się w równie dobrym humorze jak się zaczęła. Najlepsze jednak było zakończenie, gdy Aoi zaprosił mnie do parku. Droga była bardzo przyjemna, szliśmy trzymając się za ręce i okazując sobie lekkie czułości. Gdy przekroczyliśmy bramę parku coś zakryło mi oczy.
- Co to? -spytałem zaintrygowany.
- Powiedzmy że pożyczyłem coś od Reity -zaśmiał się chłopak.
- Jak się dowie, że zabrałeś bez jego wiedzy to cię zabije. -ostrzegłem ze śmiechem.
- Ma tego tyle że nie zauważy. -powiedział mi do ucha, prowadząc mnie przez park. Po pewnym czasie doszliśmy na jakąś polankę co zauważyłem gdy zdjął mi chustkę Reia z oczu. Dokładniej była to polanka gdzieś w centrum parku bo nie widziałem stąd prawie miasta. Gdy odwróciłem się w stronę gdzie powinien stać Aoi zauważyłem jedynie mały koszyk na kraciastym kocu. Usiadłem na nim i zajrzałem do kosza, w środku znajdowało się jedynie opakowanie z bańkami mydlanymi.
Zza drzewa wyłonił się Aoi, podszedł do mnie kocim krokiem, pocałował mnie i zaczął puszczać bańki. Nagle wyszła mu taka piękna, duża. Wylądowała na trawie i pękła. Widząc moje zaciekawienie tym zjawiskiem przerwał tą magiczną ciszę.
- Miłość jest jak bańka mydlana: gdy pęknie, drugi raz taka sama już nie powstanie - lecz nowa może być jeszcze piękniejsza.
Po wypowiedzeniu tych słów rzeczywiście utworzył jeszcze większą, mieniącą się wszystkimi kolorami bańkę która wylądowała na mojej bluzce w miejscu serca i niemal się w nią wtopiła.
- Kocham cię. -powiedziałem cicho. Tę piękną chwilę przerwał telefon.
- Chłopaki, nie widzieliście mojej ulubionej chustki? Tej białej.- Usłyszałem ze słuchawki głos Reity.
- Niestety chyba nie wiem o którą ci chodzi. -powiedziałem patrząc na podaną mi ze śmiechem przez Aoia chustkę.
- Dobra, nie zawracam już głowy ale jak znajdziecie to oddajcie. –dodał, po czym się rozłączył. Wybuchliśmy śmiechem.
- A nie mówiłem? -powiedziałem cynicznie.
- Jednak zauważył. -zaśmiał się, po czym mnie pocałował. Oddanie Reiowi jego szmaty zeszło na dalszy plan…
Tak więc dam potworkom coś na zachętę do komentowania...kolejną część "tego czegoś"
wierszo-coś 3
Reita kochany
W trupa zalany
Kolo niego Uruha
Jakiegoś rudzielca rucha
Rudzielec placze
Az czekoladę zobaczy
Po wrazeniach Uru kawę wypijeI kawaii rudzielca umyje.
wierszo-coś 4
Bo zoofilem brat jego Roi
Tam gdzie las
Ruki w mleku kozy kapie się i nie ma nic do tego.
Mówi ze Kai kiślu nie lubi
Dla niego to majonez to w smaku raj.
Popularne posty
-
Witam, jestem Mai, ten blog będzie opierał się na opowiadaniach wszelkiego typu na temat zespołu przeze mnie stworzonego ale przyjmuje równi...
-
Tytuł: Bo nigdy nie wiadomo co bedzie potem. Cz.1 Para: niespodzianka w tej części. Postaci: fikcyjne Od autorki: Dawno mnie nie było ale Ma...
-
Tytuł:Dwa światy-Druga strona lustra cz.2 Para: Miko x Mally Dedyk: dla Kiry Beta: Lulu-chan Postaci: Exist trace Od autorki: Witam potworki...
-
Siedziałem i patrzyłem na tą karteczkę już pół godziny nadal nie rozumiejąc co napisałeś.Teraz czytam znowu lecz nadal nie wiem czemu mi to...
-
Druga nota na moim blogu, mam nadzieję że się spodoba. Dzięki dziewczyny za wypomnienie mi błędów. Szczere nie cierpię przecinków bo one są...
-
Od autorki: opowiadania nie muszę przedstawiać. Miało być dziś i jest.Zaczynam pisać nowe. Beta:Lulu-chan Dedyk: Kira i Zosia Wyglądałam ...
-
Tytuł: Dwa światy-druga strona lustra Dedyk: Dla Kiry Paring: Mally x Miko Beta: Sadako-chan Postaci: Exist Trace Od autorki: Mai: znów...
-
Od autorki: Do anonimka który ostatnio mi hejcił (coś mam wrażenie że wiem kim jest). Przyjmuję konstruktywną krytykę. Jedynie. Niezbyt prze...
-
Od autorki: Witam wszystkie potworki, w tym stałe czytelniczki. Wiedzcie iż dzięki wam to opowiadanie żyje. Mam w zanadrzu jeszcze pare one-...
-
Od autorki: Po trochu mam wszystkiego dość ale wakacje są... Julietta: Żeby jeszcze którejś z nas się podobały... Mai: A kyż mendo, nie są...